• Wpisów:200
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 13:01
  • Licznik odwiedzin:25 735 / 1946 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
*Niedziela. 23 grudnia. Południe.
30 godzin do Wigilii*

Mrużąc oczy, piwnooka brunetka siedząca dokładnie naprzeciw mnie czujnie mnie obserwowała, znad parującego kubka z herbatą ściskanego w obu dłoniach.
Gdy się skupiała lub bardzo intensywnie nad czymś myślała, na jej czole pojawiała się zmarszczka a prawa brew unosiła się delikatnie do góry, nieco wyżej w porównaniu z brwią lewą. Palcem wskazującym prawej dłoni, stukała się rytmicznie w podbródek, w lewej ręce nadal trzymając naczynie, aby skupić się jeszcze bardziej.
Przyszłam do niej, nie tylko po to, aby uwolnić się od atmosfery świątecznej, która opanowała cały dom (a mam jej po dziurki w nosie), ale też dlatego, że odkąd skończyły się urodziny Ann i wszyscy (nie licząc osób, które zaoferowały się do pomocy w sprzątaniu) rozeszli się do swoich domów, mam mętlik w głowie.
Zgadniecie, przez kogo? Albo raczej .. Kto jest główną postacią, na której skupiają się prawie wszystkie moje myśli?

Wykluczając oczywiście te, które dotyczyły tegorocznych świąt.
Odpowiedź złożona jest z dwóch prostych słów. Jest prosta.
Jacob Luck.
Reasumując.. Poznaliśmy się w wakacje. Konkretniej : Pod sam koniec wakacji, kiedy to pojechałam do cioci odpocząć, a on akurat tam też był. Także na wakacjach u swoich dziadków, razem ze swoim przyjacielem Maxem Moon'em. Czyli znamy się raptem.. 4 miesiące, jeśli się nie mylę.
Te 4 miesiące, były pełne naszych rozmów, spacerów, wycieczek rowerowych (pomysł Maxa, który stwierdził "W zdrowym ciele zdrowy duch, co nie? No więc ruszcie swoje tyłki z kanapy sprzed telewizora, wsiądźcie na rower i wyruszamy. Nie chcę słyszeć żadnych jęków, ani też sprzeciwów pod tytułem "Ale to...", "Ale tamto.." )

Te 4 miesiące wystarczyły, aby Max zakochał się w Annabell (która w tym momencie nadal myślała intensywnie), a ona w nim.
Te 4 miesiące wystarczyły, żebym stała się z Maxem i Jacobem przyjaciółki. Ba! Nawet Chris się z nimi zaprzyjaźnił.
Te 4 miesiące wystarczyły, abyśmy (ja, Chris i Annabell) stracili przyjaciela - Ericka - który niespełna tydzień temu się do nas odezwał z prośbą o przebaczenie i pomoc.
I, co najistotniejsze w tej całej Urodzinowo-Jake'owej historii, którą dosłownie przed kilkoma minutami podzieliłam się z Ann; jest to, że..
Te 4 miesiące wystarczyły, abym z ręką na sercu jak i całym sercem, mogła przyznać, że zakochałam się w Jacobie.
To.. Samo tak wyszło.
Co ciekawe, po tym ja ostatnim razem byłam z Danielem, stwierdziłam (albo raczej : obiecałam sobie), że się nie zakocham. A przynajmniej nie zbyt pochopnie.
Ale 4 miesiące to chyba wystarczająco długo, prawda? A może się mylę?

- Całość idealnie ze sobą współgra, nie uważasz? Oczywiście, nie twierdzę tym samym, że dobrze się stało, no ale jednak jak dla mnie to jest sensowne - odezwała się Ann, przerywając tym samym moje rozmyślania.

- W tej kwestii uważam tak samo jak Ty - machnęłam niedbale ręką, jakby próbując zbyć surowy wzrok jakim obdarzyła mnie moja przyjaciółka. - Jednak znacznie ciekawszym wątkiem, który do tej pory zaprząta moje myśli jest to, skąd na imprezie pojawiła się Tess? Przecież ani ja ani Chris jej nie zapraszaliśmy..
Anabell miała na to tylko jedno określenie i powiedziała to takim tonem, jakby to było oczywiste wyjaśnienie tej sprawy.

- Od kogoś się dowiedziała o imprezie i się wprosiła.

- No dobrze, skoro tak twierdzisz. Więc znając już całą historię, dotyczącą w głównej części Jake'a i mnie pomożesz mi doradzić co mam zrobić i jak postąpić w stosunku do niego ? - spytałam, mojego prywatnego psychoanalityka, sięgając jednocześnie do niskiego stolika na kawę w kolorze ciemnego brązu aby chwycić kubek z gorącą czekoladą.

- Czy doradzając Ci w tym momencie mam brać pod uwagę Twoje uczucia względem Jacoba i uczucia Jake'a względem Ciebie?

- mówiąc to, postukiwała się raz po raz palcem po podbródku, jakby próbując ukazać otoczeniu, że używa czegoś tak skomplikowanego jak mózg.
Po szybkim powtórzeniu w myślach wypowiedzianego przez nią stwierdzenia i zrozumieniu sensu w nim zawartego, moją reakcją było.. Zakrztuszenie się przełykanym w tym momencie ciepłym płynem. O mały włos, a zawartość moich ust zniknęłaby lądując na moich kolanach, które podkuliłam do piersi.

- Sł.. Słucham? - zdołałam wykrztusić tylko to, czując jakby temperatura przełykanego płynu zwiększyła się dodatkowo o kilka stopni Celcjusza.

- Nie udawaj, że tego nie widzisz. Że nie widzisz tego wszystkiego - zatoczyła łuk w powietrzu, niczym unaoczniając, cytuję : "To wszystko", czego zdaję się, że nie zauważam.
Pokręciłam tylko głową, spoglądając na nią uważnie i czekając aż zacznie kontynuować swoją wypowiedź dalej wyjaśniając mi co dokładnie miała na myśli.
- Naprawdę nie wiesz, czy tylko tak mówisz skłaniając mnie tym samym do mówienia?

- Naprawdę - potwierdziłam jej przypuszczenia, poruszając delikatnie głową w dół i w górę.
- Ja naprawdę nie wiem, co Ty byś ze mnie zrobiła.. - westchnęła ukazując tym całą swoją skromność jaką emanowała.

- Ja także, uwierz mi - obie zaśmiałyśmy się delikatnie w tym samym momencie.

- Czyli twierdzisz, że nie widziałaś tych wszystkich spojrzeń, nie tylko tych oczywistych dających się dostrzec od razu, ale także tych ukradkowych, które Ci rzucał? Nie widziałaś tego uśmiechu na jego twarzy, tak szerokiego i promiennego, tylko na sam Twój widok? Że nie zauważałaś tych wszystkich podszeptów Maxa, który momentami prowokował go, aby powiedział na głos to, co od dawna chciał wyznać? Tak, przyznaję się bez bicia, że wiedziałam o tym co on czuje co Ciebie. Nawet zanim Max mnie wtajemniczył.. Okazuje się, że to ja doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, co się między wami dzieje, zanim wy sami do tego doszliście i to zrozumieliście. Przezabawna sytuacja, nie uważasz? - uśmiechnęła się delikatnie.

- Bardzo zabawna, moja droga przyjaciółko - odparłam z grymasem na twarzy, który miał uchodzić za "uśmiech", wyczuwając w swoim głosie delikatną nutę ironii, która zapewne nie umknęła też uwadze Ann. Jednak ta albo nie zdawała sobie w ogóle z tego sprawy, albo próbowała zamaskować fakt, że to wyczuła.

- Jednakże, wbrew pozorom i temu co właśnie powiedziałaś, nadal nie ma jasnego pojęcia o uczuciach, o których tutaj wspominasz i o których twierdzisz, że "oboje odwzajemniamy to między sobą - mówiłam dalej, ogrzewając dłonie o ciepłe naczynie trzymane w nich.

- Och! Czy to nie oczywiste? - zaniosła się histerycznym (tylko troszeczkę) śmiechem. Gdy już się uspokoiła i spojrzała na mnie, okazało się, że nie jest to jednak tak bardzo oczywiste jak mogłoby się jej początkowo wydawać - Ależ Mel! To jest oczywiste! Oczywiste jak to, że niebo jest niebieskie, trawa jest zielona a w zimę pada śnieg! - przy mówieniu tego ostatniego "argumentu", gestykulując wskazała na krajobraz rozciągający się za oknem, w pobliżu którego siedziałyśmy.

Rzeczywiście. Miała rację. Za oknem padał śnieg, a z minuty na minutę jego warstwa leżąca na ziemi, podnosiła się o kilka milimetrów lub też centymetrów.

- Proszę.. Nie mów, że mam zgadywać o co Ci chodzi - jęknęłam błagalnie, odwracając twarz od okna w jej stronę.

- Dobra. Najpierw to, co ja sama zauważyłam.. On Ci się podoba. I nie zaprzeczaj, bo znam Cię wystarczająco długo, żeby móc stwierdzić coś takiego. Dodatkowo Ty też mu się podobasz, czemu się nie dziwię. Ładna, mądra, szczupła, utalentowana, otwarta na ludzi.. Gdybym była innej orientacji, to pewnie zachowywałabym się w stosunku do Ciebie tak samo jak Jake - zaśmiała się, w czym i ja się dołączyłam, bo w mojej głowie pojawił się obraz Annabell zachowującej się tak jak On - No ale, wracając do sprawy.
Powiem Ci coś, co mówię z absolutną pewnością wynikającą zarówno z moich obserwacji jak i potwierdzenia przez Maxa, któremu powiedział to osobiście Jacob i jeżeli się dowie, jeżeli oboje się dowiedzą, że dowiedziałaś się tego ode mnie zamiast od Jake'a..

- Tak wiem, będzie źle. Och, daj spokój! Dobrze wiesz, że nie dowiedzą się, że ja o tym się dowiedziałam i to w dodatku od Ciebie. Przejdź do sedna, proszę.

Odetchnęła głęboko, zamykając przy tym oczy na moment, jakby próbowała się skupić jeszcze bardziej, po czym z jej ust wypłynęły słowa w bardzo, bardzo szybkim tempie.

- No bo Jacob się w Tobie zakochał i wczoraj na imprezie miał Ci o tym powiedzieć.

Słysząc to, trybiki w mojej głowie zaczęły działać na coraz szybszych obrotach a ja sama zamarłam z kubkiem w dłoni tuż przy lekko rozchylonych ustach.

* * *

Znacie takie osoby, które mogą powiedzieć z całkowitą pewnością i ani odrobiną żartu, że nie przepadają za świętami bożego narodzenia?
Co byście zrobili, gdyby w waszym najbliższym otoczeniu żyła właśnie taka osoba? Która nie ekscytuje się tym wydarzeniem tak bardzo jak inni dookoła?
W powszechnym mniemaniu, Gwiazdka i ciągnący się po niej czas wolny do Sylwestra i Nowego Roku, jest długo wyczekiwanym okresem przez wiele osób. Głównie dzieci, które wprost nie mogą się doczekać na to, co dostaną w tym roku pod choinkę od Mikołaja.
Ale każdy przecież może mieć dosyć tej atmosfery świątecznej, prawda?
No bo jak inaczej ma się czuć osoba, której w wieczór poprzedzający wigilię, zmarła bardzo bliska osoba?
Odpowiedzcie sobie jak wy byście się czuli, gdybyście stracili dziadka? Nie sądzę, że dobrze.
Tak więc.. Czy moje zachowanie było dziwne, jeżeli w wigilijny poranek, zasiadłam na kanapie z pudełkiem ulubionych bakaliowych lodów i zaczęłam oglądać Thora(miałam go obejrzeć już kilka dni temu, ale zawsze jakoś brakowało czasu), mając obojętny stosunek do wszystkiego dookoła?

Nie.

Tak więc możecie sobie chyba wyobrazić pewną sytuację, i moje zachowanie w stosunku do niej..
Gdy tak siedziałam na kanapie i nabierałam na łyżkę pokaźną porcję lodów, do salonu wpadła jak burza moja siostra - Gabriella - próbując tchnąć we mnie na powrót świąteczny nastrój.
O ironio.. Jej zmagania i tak nic nie dały, skoro w głębi duszy wiedziałam, że to prysnęło już na dobre, a każde kolejne święta będą mi przypominać o tym zdarzeniu.
- Musisz się we mnie tak intensywnie wpatrywać, jakbyś zobaczyła ducha, czy coś? - rzuciłam z dobrze wyczuwalną irytacją w głosie, kiedy to moja siostra usiadła po turecku po drugiej stronie kanapy i oparłszy głowę na złączonych dłoniach, zaczęła się we mnie patrzeć.

- Próbuję zrozumieć Twoje zachowanie..

- A co tu jest do zrozumienia? - spojrzałam na nią w przelocie, jednak zaraz odwróciłam głowę w stronę ekranu telewizorana którym właśnie teraz pojawiła się uśmiechnięta twarz Lokiego - "brata" Thora, bądź jak kto woli złego charakteru - Nie mam humoru. Nie chce mi się rozmawiać z ludźmi, szczególnie z tymi, którzy przeszkadzają mi w oglądaniu filmu .

- Musisz się z tego otrząsnąć, Mel. Ludzie przychodzą i odchodzą. Rodzą się i umierają. Taka jest kolej życia i prawa świata. Nie zmienisz tego .

Była to chyba pierwsza tak mądra rzecz, jaka kiedykolwiek - odkąd Gabriella zaczęła mówić - wypłynęła z jej ust w mojej obecności.
Fakt faktem, Młoda miała rację. Ale.. Otrząsnąć się? Dzień po śmierci osoby, która była dla mnie niczym drugi tata? To nie jest proste.. I nigdy nie będzie prościej.

- Coś jeszcze? Chciałabym obejrzeć do końca film i dokończyć lody, zanim zmienią swój stan skupienia na ciekły - na potwierdzenie tego zatopiłam łyżeczkę w lodach i nabrałam na nie trochę białej substancji, którą tak lubiłam.

- Przemyśl to, czy warto się zamykać na wszystko dookoła. Pomimo tak krótkiego czasu.- rzuciła tylko po czym podniosła się ze swojego miejsca po mojej lewej stronie i chwilę po tym jej kroki słychać było stukające o poszczególne stopnie.

Gdy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi na piętrze, uśmiechnęłam się tylko do siebie wymuszonym śmiechem i powiedziałam :
- No i co Ty robisz? Walki Ci się z nimi zachciało, hę? A o kraju swego ojca to już nie myślisz?

Gdyby ludzie w filmach zaczęli słuchać tego, co im radzę wszystko byłoby dobrze. Wy też tak macie, że oglądając jakiś film mówicie bohaterom co powinni robić?
Jeśli nie, to powinniście spróbować.

* * *

Święta minęły szybko, w przeciwieństwie do tego ile trzeba było poświęcić czasu, aby je przygotować . "Wszystko musi być na błysk! Nie może być ani jednej plamki!" z takimi słowami, z łóżka wyrwała mnie moja mama w dniu, kiedy to urządziła dzień "Wielkiego Przedświątecznego Sprzątania".
Sama się sobie dziwię jakim cudem udało mi się je przetrwać..
Całe trzy dni, sztucznej radosnej atmosfery minęły jak z bata strzelił a ja pożegnałam je z "szerokim" uśmiechem na twarzy i głębokim westchnieniem ulgi.

Idealną odskocznią od wszystkiego co zdarzyło się przez ostatni tydzień, był pomysł Annabell, abyśmy wybrały się do Centrum Handlowego a później - jeżeli pogoda do pisze - na lodowisko, znajdujące się przy tylnym wyjściu z Centrum.
Na dworze temperatura otrzymywała się na poziomie minus czternastu stopni Celcjusza, jednakże - jak wynikało z podanych godzinę wcześniej informacji pogodowych na najbliższe popołudnie - temperatura miała zmniejszyć się o kilka kolejnych stopniu.
Mając niecałe piętnaście minut do przyjścia Annabell, z uruchomioną dodatkowo na laptopie playlistą Three Days Grace, której dźwięki wypełniały mój pokój, podeszłam do szafy i otworzywszy ją wyciągnęłam bordowy materiał nowych dżinsów. Szara koszulka leżała na niższej półce, czekając aż ją wezmę, a czarna, gruba bluza wisiała przewieszona przez oparcie fotela.

Nucąc pod nosem lecącą akurat piosenkę - The Good Life - podeszłam do fotela i sięgając po ubranie, kątem oka dostrzegłam ruch po mojej lewej stronie.

- Czy Ty nigdy nie nauczysz się pukać? - westchnęłam na widok opartej niedbale o futrynę Annabell, która przyglądała mi się z zaciekawieniem, podczas gdy ja zasuwałam zamek bluzy.

Na moje słowa, czarnowłosa odwróciła się do mnie plecami, otworzył drzwi i wyszła przez nie zamykając je za sobą.
Usłyszawszy rytmiczne Stuk-Puk, Stuk-Puk podniosłam kąciki ust do głowy i rzuciłam krótkie "Proszę".
Uśmiechnięta dziewczyna przeszła szybko przez pokój i usiadła na środku łóżka podczas, gdy ja usiadłam naprzeciw niej przy biurku - na obrotowym fotelu.

- Jak się trzymasz? - spytała, kładąc się na brzuchu i podpierając głowę na lewej dłoni.

- Jak widać nie najgorzej chyba.. - odparłam wzruszając ramionami.

- Mogę jakoś pomóc? - z jej oczu bez wątpienia, dało się wyczuć bijącą troskę i opiekę o mnie, za co byłam jej dozgonnie wdzięczna.

- Sama sobie poradzę. Trochę czasu minie zanim będę znowu taka jak do niedawna, ale dam radę. I dziękuję za troskę - uśmiechnęłam się do przyjaciółki, która odpowiedziała mi tym samym.

- A ten.. Wiem, że to może nieodpowiedni moment, żeby o to pytać, ale rozmawiałaś z Jake'iem od czasu imprezy urodzinowej?
Pokręciłam przecząco głową, wprawiając w ruch moje włosy, które zwisały spokojnie na ramiona.
Uśmiech na mojej twarzy natomiast, delikatnie się zmniejszył.

- Od tamtego dnia, na facebooka nie wchodziłam w ogóle, na gadu-gadu jeśli byłam, to siedziałam na nie widoku, a telefon miałam wyłączony do dzisiejszego dnia.

- O-o-o-o-o! - dziewczyna pogodziła w moim kierunku wyciągniętym palcem wskazującym u prawej dłoni - Ja już nie wspomnę, dzięki komu go włączyłaś dzisiaj.

- Tak, tak dzięki Tobie. Ale jak się włączył to okazało się, że nie tylko Ty przez te dni się do mnie dobijałaś..

Widząc pytające spojrzenie przyjaciółki zaczęłam wymieniać listę osób, które albo do mnie pisały przez te dni, albo dzwoniły.. Albo i jedno i drugie.

- Ty, Max, Erick, Chris, Jacob, Tess .. Czego po niej bym się nie spodziewała. Kto dalej ? Claudia, Emma, Margaret..

- Widzę że jesteś rozchwytywana - zadrwiła dziewczyna z tym swoim uśmiechem na twarzy - Niedługo to fejkiem zostaniesz, czy cuś !

- Fejmem..

- Co? - posłała mi zdziwione spojrzenie ze swojego miejsca a ja mimowolnie zaczęłam chichotać. Ona umiała mi poprawić humor, nie dało się ukryć.

- Powinnaś powiedzieć fejm, a nie fejk, Geniuszu - pokazałam jej wyciągnięty język, zaraz zaczynaj się na powrót śmiać.

- Dzięki wielkie! - obruszyła się i położyła na plecach, krzyżując ramiona na piersi.

- No no! Nie fochaj się już tak, moja miła - powiedziałam przestając się śmiać - Dobra, do rzeczy. Idziemy czy nie, bo w końcu nam dnia braknie.

- Oczywiście, że idziemy - błyskawicznie wstała i powędrowała do drzwi, a ja idąc zaraz za nią delikatnie pokręciłam głową.
Ubrawszy się ciepło i pożegnawszy z moimi rodzicami, który oglądali jakiś lecący w telewizji film wyszłyśmy na zewnątrz, gdzie od razu poczułyśmy na twarzy chłód zimnego powietrza.

- Właśnie! Zapomniałabym! - po kilku minutach marszu wykrzyknęła moja przyjaciółka.

- O czym byś zapomniała? - uśmiechnęłam się delikatnie, ponieważ dobrze wiedziałam, jaką pamięć ma Annabell.

- Wiem, gdzie spędzimy tegorocznego sylwestra - uśmiechnięta, od ucha do ucha twarz Ann, spojrzała na mnie uważnie.

- Kontynuuj - gestem dłoni, dałam jej znak aby kontynuowała.

- Max ma urodziny 31 grudnia i urządza wtedy poczwórną imprezę. Jako jego dziewczyna dostałam oficjalne pozwolenie na przyprowadzenie kogo tylko chcę. Idziesz ze mną! - klepnęła mnie w ramię dłonią ubraną w rękawiczkę.

- Muszę porozmawiać jeszcze na ten temat z moją mamą, ale myślę, że pójdę.

- No i bardzo dobrze, bo zajebiście będzie - jej entuzjazm zaczął powoli i mi samej się udzielać.

- Czekaj, czekaj.. Mówiłaś "poczwórną imprezę". Pierwszy powód to urodziny Maxa. Drugi : Sylwester. Trzeci jak się domyślam to rozpoczęcie nowego roku, a czwarty? Bo nie mogę tego rozgryźć..?

- Emm.. - na twarzy mojej przyjaciółki pojawił się teraz zakłopotany wyraz co nie spodobało mi się ani trochę - Jacob ma urodziny pierwszego stycznia. To jest ten czwarty powód dla urządzenia imprezy.

Zalążek kształtującego się w moim sercu entuzjazmu, zniknął w tym momencie, niczym płomień zapałki na wietrze.


________________________________
SPÓŹNIONY ALE JEST!
PRZEPRASZAM, ŻE DOPIERO TERAZ ALE DOPADŁ MNIE BRAK WENY ;C

PODOBA SIĘ? C:

DO NASTĘPNEGO.
MALINOWAA.
 

 

*Ten sam dzień. Urodziny Annabell*

Pomimo minusowej temperatury na zewnątrz, której towarzyszyły podmuchy zimnego powietrza wiejące mi prosto w twarz, nie zrezygnowałam ze spaceru dookoła domku w lesie. Impreza w środku, trwała w najlepsze . Nikt nie zwrócił uwagi na mnie - spacerującą dookoła budynku - przez co odczuwałam jednocześnie szczęście, bo samotność w tym momencie bardzo mi się przysłuży, ale i też lekkie uczucie smutku, że do tej pory, ani Chris, ani Ann, ani nawet Max nie zauważyli mojej nieobecności.
Księżyc znajdował się na nieboskłonie o ciemnoniebieskim odcieniu. Na północnej części pojawił jeden pojedynczy punkt, delikatnie migoczący na ciemnym tle. Pomyślałam szybko życzenie, ponieważ zawsze tak robiłam, gdy tylko zobaczyłam jak na niebie pojawia się pierwsza gwiazda.
Śnieg skrzypiał mi pod nogami, a ja czułam przenikający przez materiał bluzy, chłód.

Wychodząc na zewnątrz budynku nie przemyślałam jednego małego szczegółu, który był istotny, a moja "znakomita" (Czasami. Bardzo, czasami) pamięć dała o sobie i tym razem znać .
Zważywszy na tempo w jakim opuściłam budynek i wyszłam na taras nie zabrałam ze sobą mojego czarnego płaszcza wiszącego w przedpokoju. Jednak teraz już nie miałam najmniejszej ochoty po niego wracać.
Poruszając się wolnym, swobodnym krokiem po białym puchu otaczającym otoczenie dookoła, moją głowę zaprzątały myśli.. Głównym "bohaterem" był chłopak imieniem Jacob.
Nie mogłam pojąć mojej reakcji, tuż po tym jak usiadłam w kącie na tarasie a po moim policzki pojawiły się słone łzy, gdy wybiegłam z domku. Co mną kierowało? Nie wiem sama. Jednak w tamtej chwili, gdy wyszłam zza rogu i zobaczyłam jak o b e c n a dziewczyna mojego b y ł e g o chłopaka jest uwieszona na Jacobie, coś we mnie pękło. A uczucie było tak bolesne, że nie mogłam patrzeć jak Tess (o ironio!) zdradza Daniela, i.. Jak całuje się z Jake'iem.

I wtedy w mojej głowie zaświtała mi pewna myśl.. A jeśli on też tego chciał? Jeżeli nie było tak, że ten pocałunek wyparła na nim Tess?
Potrząsnęłam głową na boki jakby próbując odgonić od siebie te myśli, które uczepiły się mnie i nie chciały opuścić mojej głowy. Ruchem ręki odgarnęłam kosmyk włosów, który opadł mi na czoło.
Śnieg chrzęścił mi pod stopami, przy każdym kroku jaki wykonywałam. Gdzieś niedaleko, siedząca na jednym z pobliskich drzew pohukiwała sowa, a echo roznosiło ten odgłos na jeszcze większą odległość. Powietrze, które wydobywało się z moich ust od razu zmieniało się w biały obłoczek pary. Wiatr zawiał mocniej sprawiając, że na mojej skórze pojawiła się delikatna gęsia skórka, więc na tyle na ile to możliwe otuliłam się szczelniej bluzą, a na głowę nasunęłam kaptur. Dodatkową porcję ciepła wytwarzało wewnętrzne podszycie bluzy.

Gdy do moich uszu dobiegł jeden dźwięk, tak dobrze znanej mi piosenki Linkin Park,
, zaczęłam się zastanawiać czy rodzice obecnych tu osób nie będą mieli nic przeciwko późnemu powrotowi swoich pociech do domu. I nagle, zdałam sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy, więc przystanęłam na moment. Ustalając listę osób zaproszonych na dzisiejszy wieczór, nie przypominam sobie, żebym ani ja ani Chris proponowali i wpisywali nazwisko Lopez do rubryki osób "na tak". Muszę porozmawiać o tym z Chrisem, jak tylko z powrotem znajdę się wewnątrz budynku.
Będąc całkiem niedaleko od tylnego wejścia do domku prowadzącego przez taras, usłyszałam za sobą trzask łamanej gałązki. Obróciłam się momentalnie na pięcie, czujnie rozglądając się dookoła. Gdzieś obok poruszyły się zarośla, więc obróciłam się w tym kierunku.

- Halo? Kto tam jest ? - rzuciłam w ciemną przestrzeń między drzewami, łudząc się na uzyskanie odpowiedzi na pytanie.
Punkt dla Ciebie, Mel. Próbujesz nawiązać kontakt z nieznajomym. W ciemności .. - skarciłam się na to w myślach.

Najpierw usłyszałam miarowe kroki na śniegu tuż za mną, a zaraz potem ciepły oddech muskający mój policzek niczym piórko.

- Nie boisz się tak sama spacerować w ciemnościach.. Mel ? - rozpoznałam dobrze znany mi głos.

- A Ty zawsze musisz się tak skradać i o mały włos nie przyprawiając mnie o zawał? - odwróciłam się tak, że stałam teraz twarzą w twarz z przybyszem.

- Wybacz.. To nie było zamierzone - skruszonym wzrokiem spojrzał na mnie, spod czarnej jak heban grzywki opadającej niedbale na prawą stronę czoła.

- Nic się nie stało - na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech - Ale proszę.. Nie próbuj robić tego ponownie.

- Masz to jak w banku - uśmiechnął się jeszcze szerzej niż dotychczas.

- Czemu szwendasz się tu o tej porze? Nie powinieneś być w domu? - spytałam, spoglądając kątem oka na godzinę w telefonie.

- Rodzice poszli do sąsiadów, więc wykorzystałem to i oczywiście za ich zgodą, poszedłem do Mike'a.

Cmoknęłam i rzuciłam z przekąsem, gdy to usłyszałam:
- Nie wiedziałam, że domek Twojego kumpla, znajduje się pośrodku lasu.

- Szczegółów się czepiasz, ot co - rzucił tylko, a na mojej twarzy mimowolnie pojawił się delikatny uśmiech.

W tym momencie poczułam, że jest jeszcze nadzieja. Jest szansa, abyśmy - Ja, Annabell i Chris - odzyskali jeszcze naszego przyjaciela. Bo co jak co, ale drugą szansę zawsze warto dać, prawda?
Tak mówiono mi, gdy byłam jeszcze małym brzdącem.

Pamiętam pewną sytuację z dzieciństwa, gdy słowa mojej mamy poskutkowały i znalazły doskonałe odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Było ciepłe, letnie popołudnie. Delikatny zefir, poruszał majestatycznie wierzchołki drzew, które pod jego mocą przechylały się to w jedną, to w drugą stronę. Słońce wisiało wysoko na czystym, błękitnym niebie, które dzisiejszego dnia pozbawione było białych obłoków, przypominających kłęby pary.
Mała siedmioletnia dziewczyna, o brązowych włosach, w których pobłyskiwały refleksy świetlne rzucane przez słońce, bawiła się wraz z innymi dziećmi na placu zabaw. Usytuowany on był niedaleko stawu, po którym prawie cały czas pływały szarobure kaczki. Na kilku drewnianych ławeczkach ustawionych dwa, może trzy metry od brzegu siedziały albo pojedyncze osoby, albo też pary . Znalazła się też ławeczka, która była wprost oblegana przez sporą grupę nastolatków, starszą o dekadę od szatynki.
Dziewczyna uśmiechała się promiennie do każdego, a jej zielone oczy błądziły od jednego rówieśnika do drugiego. Budując zamek piaskowy z nowo poznaną koleżanką - Susan - wydawała się nie zwracać uwagi na innych. Tak, jakby Susan i ich forteca pochłonęły całe jej skupienie.
W pewnej chwili, gdy Melisa - bo tak na imię miała mała, zielonooka szatynka - za pomocą łopatki pakowała piasek do plastikowej foremki na ich zamek spadł duży cień, który zaraz potem zamienił się w ciało chłopca.
Dziewczynki spojrzały na siebie zaskoczone po czym przeniosły wzrok na chłopczyka.

Zamek przepadł.

Podobna myśl pojawiła się w umyśle dziewczynki, która odwróciła głowę w kierunku otrzepującego się z piasku chłopca.

- Patrz co zrobiłeś! - oskarżycielskim tonem, wskazując wyciągniętym palcem wskazującym powiedziała mała Susan do winowajcy.

- Prze.. Przepraszam - zająknął się chłopiec o czarnych roztrzepanych włosach o niebieskich oczach, w których widać było skruchę - Nie chciałem. Potknąłem się i .. I poleciałem.

- Przeprosiny nie wystarczą, żeby naprawić nasz zamek - odparła Melissa, po czym wstała z klęczek i potruchtała do siedzącej na pobliskiej ławce swojej rodzicielki.

- Co się stało, kochanie? - czuły głos mamy, sprawił, że dziewczynka objęła ją swoimi chudymi rączkami.

- Nasz zamek zburzył chłopiec..
Wtuliła swoją twarz w zagłębienie jej ramienia. Poczuła jak kobieta głaszcze ją delikatne po włosach.

- Tak mi przykro, skarbie.. Ale przecież możecie go odbudować razem. Ty, Twoja nowa koleżanka i ten chłopiec.

- Ale on go zepsuł.. - westchnęła lekko, pociągając delikatnie nosem.

- Meli, spójrz na mnie - dziewczyna podniosła głowę a jej mama kontynuowała - Wypadki się zdarzają. Nawet takie, podczas których coś się niszczy. Ale zawsze warto dać drugą szansę osobie, która to zrobiła. Spróbuj sama - uśmiechnęła się promiennie i wskazując dłonią na piaskownicę, na której w jednym rogu siedział smutny chłopiec powiedziała :
- Idź do niego i spytaj czy nie chciałby odbudować z wami zamku.

- Dobrze, mamusiu - dziewczynka z powrotem pobiegła do piaskownicy. Prosto do miejsca, gdzie siedział chłopiec.

- Chcesz odbudować z nami zamek ? Już się nie gniewam - uśmiechnęła się do chłopca wyciągając w jego kierunku dłoń.

- Pewnie! - powiedział ochoczo chłopiec ściskając delikatnie jej dłoń - Jestem Erick, a Ty?

- Melissa - powiedziała zielonooka i razem wrócili do Susan, by odbudować swój zamek.


- Melissa? Wszystko w porządku? - ocknęłam się ze wspomnień, gdy najpierw usłyszałam głos przyjaciela mówiącego do mnie, a zaraz potem dostrzegłam jego dłoń przed swoimi oczami, która poruszała się w górę i w dół.

- Tak. Tak, wszystko dobrze- uśmiechnęłam się do niego.

- Powiesz mi czemu się zawiesiłaś? A może celowe mnie unikałaś, hę?- spytał unosząc jedną brew do góry.

- Przypomniał mi się dzień, gdy się poznaliśmy. Pamiętasz?

- No pewnie! Jak mógłbym zapomnieć ten dzień. I ten upadek prosto na Twój zamek - zaśmiał się w czym zawtórowała mu dziewczyna.

- Wtedy to nie wydawało mi się takie śmieszne.. - przypomniałam mu, starając się w tym momencie nie uśmiechać.

- Ej, no. Nie gniewasz się chyba jeszcze o to?- spytał robiąc krok w jej stronę.

- Oczywiście, że .. Nie - uśmiechnęłam się szeroko w jego kierunku.

To ciekawa. Jak sama obecność przyjaciela może wpłynąć na nastrój.

- Ulżyło mi prawie tak samo, jak.. Dziewięć lat temu - odetchnął teatralnie z wyrazem ulgi.

- Wtedy dałam Ci drugą szansę i mogę stwierdzić, że nie wyszłam na tym źle.
Więc może i tym razem warto to powtórzyć? - spojrzałam na Ericka, który uniósł delikatnie kąciki ust do góry.

- Jestem jak najbardziej za - pokiwał dodatkowo głową, utwierdzając ją w tym przekonaniu.

- Więc niech będzie. Mam nadzieję, że nie będę później tego żałować.

Dzielącą nas odległość Erick pokonał jednym krokiem i chwilę później mocno mnie przytulił do siebie. Położyłam dłonie na jego plecach oddając przytulenie.

- Mel! Jesteś lodowata! - rzucił, gdy otarł się moim policzkiem o swój. Chwycił zaraz moje dłonie, które miały w tym momencie czerwony odcień - Oszalałaś? W taką pogodę masz na sobie tylko bluzę? - zlustrował mnie wzrokiem od góry do dołu.

- Płaszcz mam wewnątrz - odpowiedziałam wzruszając ramionami, jednocześnie wskazując podbródkiem domek znajdujący się niedaleko naszej dwójki.

- A jak dużo czasu spędziłaś na zewnątrz? Ubrana tak?- spytał z wyraźną troską w głosie.

- Nie wiem dokładnie. Nie patrzyłam na zegarek..

- Mel..

- Może piętnaście, góra dwadzieścia minut.

- Czy Ty siebie słyszysz? - rzucił na jednym wdechu.

- Tak, a bo co? - odparłam zadziornie, wiedząc, że i tak nic nie wskóram.

- Będziesz chora. I wtedy będę mógł powiedzieć "A nie mówiłem?" - odpowiedział spokojnie, rozsuwając zamek swojej zimowej kurtki.

- Erick.. Co Ty wyprawiasz ?

- Zdejmuję kurtkę, a bo co? - rzucił jakby od niechcenia, próbując naśladować mnie kilka chwil temu.

- Nawet nie próbuj tego robić, o czym myślę, że chcesz to zrobić - ostrzegłam - Nie chcę mieć na sumieniu Twojego zdrowia, jeśli się rozchorujesz.

- Masz wybór. Albo przyjmiesz kurtkę, albo idziesz do środka bez żadnego "ale". Swoją drogą, co robiłaś na zewnątrz? - skupił na mnie spojrzenie swoich niebieskich oczu.

- Dłuższa historia, którą mogę opowiedzieć Ci przy innej okazji.

- Nie myśl, że zapomnę - pogroził mi żartobliwie palcem. - A teraz marsz do domku.

Podeszłam do niego i wtuliłam się mocno, na pożegnanie. Zaraz potem zaczęłam dreptać w kierunku budynku.

- Mel?- dobiegł mnie głos chłopaka, na co odwróciłam się w jego stronę.

Wyciągnął w moim kierunku rękę, którą przytrzymywał małe czerwone pudełeczko.

-Dasz to Ann? Żeby nie wyszło, że zapomniałem o urodzinach swojej przyjaciółki.

- Pewnie, nie ma sprawy- chwyciłam pudełeczko w obie dłonie i zwróciłam się do chłopaka- Do zobaczenia, Erick.

- Do zobaczenia, Mel- odwrócił się i odszedł, ale zanim to zrobił dostrzegłam na jego twarzy szeroki uśmiech.

Ja sama także się uśmiechałam dalej ściskając podarunek. Byłam zaledwie kilka kroków od tarasu, na którym zaledwie kilkanaście minut temu siedziałam na jednym z krzeseł wciśnięta w kąt, gdy dostrzegłam cień postaci na jednym z krzeseł. Postać najwidoczniej zorientowała się, że ją dostrzegłam, więc podniosła się ze swojego miejsca i ruszyła w moją stronę. Od wejścia na taras dzieliły mnie dwa kroki, a stamtąd nieduża odległość do drzwi salonu. Postać stanęła przede mną, ale ja już kilka sekund temu zorientowałam się z kim mam do czynienia.

- Mel.. Pozwól mi wyjaśnić - zaczął blondyn przeczesując dłonią nerwowo włosy.

- A co tu wyjaśniać? - zakpiłam patrząc mu prosto w oczy - Dobrze wiem, co widziałam. Chociaż wolałabym tego nie widzieć.. - ostatnie zdanie dodałam, zniżając głos do szeptu.

- To nie jest tak jak myślisz. Pozwól mi. Tylko o to Cię proszę..

- Zgoda. Mów - rzuciłam, przestępując z nogi na nogę czUjąc bijące od podłoża zimno.

- Po tym jak w szkole na korytarzu, spotkałaś Tess i nas zapoznałaś.. W tym samym dniu zaczęła do mnie pisać. Na facebooku, na gadu chociaż nie wiem skąd dostała mój numer. Próbowałem dać jej do zrozumienia, żeby sobie odpuściła, bo ja jestem z Tobą a ona z tym całym Danielem. Ale to nic nie dało.
Kilka minut przed tym jak wyszłaś zza rogu i zobaczyłaś.. To co zobaczyłaś wyszedłem do łazienki, a gdy ją opuściłem ona tam była. Czekała na mnie. Zaczęła coś mówić, ale ja nie zwracałem na to uwagi, po części dlatego, że wypiłem co nie co . A później.. Pocałowała mnie.
Chciałem ją odepchnąć, chciałem żeby dała mi spokój, ale wtedy pojawiłaś się Ty i wyszło jak wyszło - zakończył patrząc mi w oczy tak , że miałam wrażenie że dostrzega w nich wszystko co chciał.

Westchnęłam analizując to, co właśnie mi powiedział. Wszystko to miało sens.

- Tak naprawdę nie jesteśmy razem, jako chłopak i dziewczyna, więc nie masz obowiązku tłumaczyć mi się z tego co i z kim robiłeś - powiedziałam, czując w środku delikatny promień radości, że on tego nie chciał.

- Ale chciałem. Chciałem, żebyś wiedziała jak było naprawdę, bez względu na to jak zareagujesz.

- Wszyscy dookoła nas nabrali się na to, że jesteśmy razem. Nawet ta Twoja Alyson dała Ci spokój..

- Proszę, nie mów o niej jako o "Mojej Alyson" - wtrącił się Jake, przerywając mi.

- Ale z nas dwojga, w tym naszym udawanym związku to ja jestem osobą, która najbardziej ze wszystkich dała się nabrać.

- Co ? - spytał mnie błękitnooki, dając tym samym znać, że nie rozumie.

- Myślisz, że nie zastanawiałam się nad tym, czy to możliwe, żebyśmy byli razem tak na serio ? Bez jakiegokolwiek udawania? Myślisz, że nie myślałam czy Ty też myślisz o tym ? Nie przerywaj mi - dodałam widząc, że już otwiera usta aby coś powiedzieć - Czasami miałam takie wrażenie, że to możliwe. Że ja Tobie też się podobam.. Ale potem wracała rzeczywistość, która oznaczała, że to tylko iluzja, którą sami wykreowaliśmy. A ja .. Nie chcę tak. Nie mogę się dłużej nad tym zastanawiać, bo nie wiem jak długo tak wytrzymam..

- Mel, ja ..

- Nie, Jake - uciszyłam go od razu i mówiłam dalej. Czułam, że ulży mi, jeżeli to powiem - Nie wiem, co z tego co mi mówiłeś jest prawdą. Nie wiem, czy na prawdę uważasz mnie za ładną, mądrą i tak dalej. Nie wiem, co z było prawdą. Ale wiem jedno.. - zawahałam się na moment - To koniec. Nie mogę dalej ciągnąć tego wyimaginowanego związku, wiedząc, że to co czuję do Ciebie nabiera coraz większego sensu. Po prostu nie mogę..

Spojrzałam na dół, na swoje buty, jakby był to najciekawszy obiekt dookoła, a zaraz potem na twarz Jacoba. Otworzył usta, po czym je zamknął nie wiedząc co powiedzieć, jak zareagować.

- Tak myślałam - rzuciłam tylko, zaciskając mocniej palce na pudełku trzymanym w dłoni - Wybacz, Jake - ruszyłam do wnętrza budynku, po drodze delikatnie ocierając się o niego ramieniem.
Otworzyłam drzwi i przekroczyłam próg, wtapiając się w tłum ludzi, spośród którego próbowałam dojrzeć naszą solenizantkę.

Muszę jej przecież przekazać prezent od Ericka, prawda ?
Bo mój "prezent", może poczekać co najmniej do jutra. Nie mam zamiaru psuć imprezy urodzinowej mojej przyjaciółki, więc z uśmiechem na ustach ruszyłam do kuchni, gdzie dostrzegłam sylwetkę Annabell.

*Następny dzień. Sobota.
Perspektywa Jake'a"

Krążyłem uliczkami miasta, nie wiedząc dokąd się udać. Każdy poprzedni dzień miał sens, wiedziałem dokładnie co robię. Nie było momentów, żebym czuł zawahanie czy .. Brak pomysłów na dzień?
Ale wczoraj to się zmieniło. Zmieniło się w momencie, gdy Ona powiedziała, że to koniec. Gdy to powiedziała, a później jeszcze dodała "Wybacz, Jake" ja czułem w głębi siebie.. Nie, źle. Ja miałem co do tego stuprocentową pewność, że to moja wina. Że straciłem ją, tylko dlatego, że dałem się podejść Tess. Na samą myśl o niej, moja twarz przybiera dziwny wyraz.. Jakby grymas.
Co gorsza, właśnie wczoraj na tej imprezie urodzinowej miałem zamiar jej powiedzieć. Powiedzieć, że jest dla mnie nie tylko przyjaciółką, którą sobie bardzo cenię. Ba! Cenię ją ponad wszystko. Za.. Za wszystko. Za to, że zawsze stara się pomagać innym. Za to, że bez przerwy chodzi uśmiechnięta, zarażając jednocześnie mnie swoim dobrym humorem.
Za to, że gdy ją widzę na moją twarz mimowolnie wstępuje uśmiech. Uśmiech.. Wielbię jej uśmiech. I to jak się śmieje.

A teraz, gdy zyskałem pewność, że i ja nie jestem dla niej obojętny, to wszystko przepadło. Niczym bańki mydlane w zetknięciu z czymkolwiek. Jak nadmuchany balon po zetknięciu się ze szpikulcem. Szpikulcem w tym momencie była Tess.
Pogrążony w myślach, wędrowałem od jednej uliczki do drugiej. Mijałem sklepy, kino, teatr, park w którym dostrzegłem parę trzymającą się za ręce..
I w tym momencie : Bum!

- Bardzo przepraszam.. Nie zauważyłem.. - zacząłem się tłumaczyć spoglądając na twarz starszej pani w okularach i berecie.

- Młodzieńcze spokojnie. Nic się nie stało - uśmiechnęła się do mnie, a ja poczułem się trochę uspokojony. Tylko troszkę.

- Zamyśliłem się i .. Przepraszam.

- Tak to już jest z młodymi. Ale to bardzo dobrze, że myślą, a nie grają na tych swoich grach, tabletach czy czymkolwiek innym.

- Tak jest, proszę pani - pokiwałem twierdząco głową, nie wiedząc jak zareagować.

- Niech zgadnę.. - kobieta w skupieniu mi się przyjrzała - Chodzi o dziewczynę, prawda?

- Tak - potwierdziłem, sam nie wiedząc czemu to zrobiłem. Przecież jej nie znam!

- Mogę powiedzieć Ci tylko jedno chłopcze. W takich sytuacjach naprawdę pomaga rozmowa. Rozmowa z przyjacielem ma leczniczą moc, jeśli chodzi o uczucia wobec innej osoby. Gdy już z nim porozmawiasz, będziesz wiedział jak postąpić względem dziewczyny. I pamiętaj chłopcze "Póki walczysz, jesteś zwycięzcą". Nie poddawaj się, jeśli czujesz, że to Ona jest dla Ciebie ważna.

- Najważniejsza..

- Więc działaj! - uśmiechnęła się, mrygnęła okiem po czym zniknęła za rogiem.

Rozmowa z przyjacielem, hę? Dumałem w myślach. To w sumie nie jest taki zły pomysł.
Napędzony tą myślą, wyciągnąłem z kieszeni telefon i wybierając numer skierowałem swoje kroki w dobrze znanym kierunku.

Jeden sygnał.
Drugi sygnał.
Trzeci sygnał.

- Halo ? - po drugiej stronie usłyszałem głos mojego przyjaciela.

-Musimy porozmawiać. Mogę wpaść?

- No pewnie. Na razie .

Koniec połączenia.



____________________________________

Hej, hej moi mili ^^
Przepraszam, że tak późno, no ale..

Jedna sprawa organizacyjna : Rozdziały tutaj będą pojawiać się w tym samym czasie co na moim drugim blogu - co 10/11 dni.

Jak się podoba 27 rozdział?

Do następnego!
Malinowaa. :3
 

 

- Przewidujemy gwałtowne opady śniegu w okolicach środy . Temperatura wahać się będzie pomiędzy minus piętnastoma a minus dwudziestoma stopniami.

Jęknęłam, gdy dobiegł mnie głos pogodynki uśmiechającej się do mnie szeroko z ekranu telewizora. W to piękne, poniedziałkowe popołudnie siedziałam bokiem na kanapie w salonie, naprzeciw zawieszonego na ścianie telewizora, a przede mną leżały materiały papierowe, nożyczki, klej i inne podobne drobiazgi. Wkrótce z nich miały powstać bożonarodzeniowe karty świąteczne dla nauczycieli, które nasza klasa miała rozdać dwudziestego pierwszego grudnia, tj. za jedenaście dni od dzisiaj, po zakończeniu wigilii klasowej. Miałam do wykonania więcej niż piętnaście kart a za ten zaszczyt jaki mnie spotkał, mogłam podziękować tylko jednej osobie.
Chrisowi.
Podczas ostatniej godziny wychowawczej, wymknęło mu się informacja, że bardzo fajne rysuję i robię papierowe cudeńka.

Nasza wychowawczyni potraktowała to jakbym to ja miała za mało odwagi, żeby się zgłosić i jasno dała mi to do zrozumienia, gdy po tym jak zakończyła się godzina wychowawcza przywołała mnie do biurka i w specyficzny sposób poprosiła o wykonanie tego.
Oczywiście, nie mogłam jej odmówić, ponieważ nie posiadałam, żadnego dobrego argumentu, jednak uprzednio zanotowałam sobie w pamięci, aby sowicie podziękować za to mojemu przyjacielowi.
Jedną wolną ręką chwyciłam mocno pilota i nie chcąc słuchać o sportowych dokonaniach naszej wspaniałej drużyny lekkoatletycznej na jakichśtam zawodach, które odbywały się gdzieśtam, zmieniłam program informacyjny na muzyczny. Wiedząc, że pomoże mi to nie tylko odprężyć się a także wyrzucić tymczasowo Chrisa z moich myśli i skupić się na innej ważnej sprawie.

Prezenty gwiazdkowe od zawsze były moją piętą Achillesową i w tej kwestii pomagała mi niezawodna w swej roli Annabell.
Jednakże wraz ze zbliżającymi się świętami, zbliżały się także jej urodziny, które wypadały równo za dziesięć dni licząc od dziś. Równo dwudziestego grudnia, dzień przed wigiliami klasowymi w naszej szkole, moja przyjaciółka kończyła swoje szesnaste urodziny. Sweet 16, jak to niektórzy mówili.
Tak więc teraz oprócz kart bożonarodzeniowych miałam do zaplanowania : kupienie prezentu urodzinowego dla Annabell, kupienie prezentów dla mojej rodziny oraz zaplanowanie przyjęcia niespodzianki dla Ann. Uśmiechnęłam się do siebie na samo wspomnienie, gdy wczorajszego dnia Ann kategorycznie zastrzegła planowania czegoś wielkiego. Stwierdziła, że wystarczy jej zwyczajne spotkanie z tymi, których lubi. Biedaczka.. Myślała, że jej ulegnę po tym jak ona zrobiła to samo w moje urodziny ? Wtedy ja także zastrzegłam, że nie musi robić nic wielkiego, ale jednak ona musiała postawić na swoim. Ale jak to mówią.. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, prawda?
Zaśmiałam się po cichu, rozmyślając i słuchając muzyki jednocześnie, nie zauważyłam jak minęła godzina a przede mną uformował się stosik składający się z dwudziestu jeden kart świątecznych, w których brakowało tylko wypisanych życzeń. Odetchnęła z ulgą, wiedząc, że to już nie mój obowiązek.

Sięgnęłam po małą karteczkę walającą się gdzieś pomiędzy innymi i szybko przebiegłam wzrokiem po nieskreślonych nazwiskach nauczycieli. Przeliczyłam w myślach, że jeśli pójdzie mi to tak szybko jak dotychczas mam szansę skończyć to w około pół godziny. Zmieniłam kanał z MTV, na Vivę natrafiając zbiegiem okoliczności na Castle Of Glass, Linkin Park.
Nucąc cicho pod nosem skupiłam się na powrót na swoim zadaniu. Przeciągnęłam się leniwie pół godziny później prostując kręgosłup, gdy ostatnia karta świąteczna znalazła się na stosiku składającym się z kilkunastu innych, podobnych.
Uprzątnęłam skrawki papierów walających się po kanapie, po czym wróciłam po karty i zaniosłam je na górę do swojego pokoju.

Wróciłam do salonu w momencie, gdy na wyświetlaczu telewizora ukazała się grupa The Wanted ze swoim nowym kawałkiem.
Zagryzając jabłko, które kilka chwil wcześniej podwędziłam z kuchni zaczęłam skakać po kanałach w poszukiwaniu czegoś co mnie zainteresuje.
Kilka, może kilkanaście chwil później, gdy natrafiłam na film, który wydawał się być interesujący, usłyszałam dzwonek do drzwi. Nikogo oprócz mnie nie było w domu, więc nikt prócz mnie nie mógł otworzyć drzwi. Podniosłam się z kanapy, zerkając kątem oka na zegarek na ścianie. Wskazywał kilka minut po szóstej a za oknem niebo zaczęło już ciemnieć.

Szybkim ruchem dłoni poprawiłam włosy i otworzyłam drzwi.
Blondyn stał uśmiechnięty szeroko, z rękami w czarnej kurtce i naciągniętej szarej czapce prawie na całą głowę, odsłaniając jedynie fragment grzywki.

- Hej. Zgubiłeś się ? - spytałam przymilnie, opierając się ramieniem o framugę drzwi, nie spuszczając oczu z gościa.

- Przechodziłem obok i pomyślałem, że wpadnę, jeśli oczywiście nie będziesz miała nic przeciwko temu.

Uniosłam znacząco brwi, co chłopak bezbłędnie odczytał jako to, że niezbyt mu wierzę w to co powiedział. Westchnął cicho i mrucząc pod nosem "Z Tobą to tak zawsze", czego zapewne miałam nie usłyszeć, powiedział głośniej :
- Kilkoro koleżanek mojej mamy przybyło do niej w odwiedziny. A ja nie mogąc dłużej znieść tych wszystkich babskich plot, musiałem się stamtąd wyrwać więc wyszedłem na spacer. A nogi same mnie tu przyprowadziły..

Na jego niepewny uśmiech, odpowiedziałam delikatnym uśmiechem unosząc kąciku ust w górę, i tym samym otwierając szerzej drzwi tak, aby mógł wejść do środka.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy, gdy rozbierał się z zewnętrznej warstwy ubrań : kurtki, butów i czapki, pozostając w bluzie nike tego samego koloru co kurtka i szarych dżinsach.

- Zmarzłeś? - zapytałam tylko, zastanawiając się w myślach, jak długo spacerował, zanim przyszedł do mnie.

Wzruszył tylko ramionami w odpowiedzi, więc skinęłam dłonią, aby poszedł za mną do kuchni, gdzie wstawiłam wodę na herbatę. Otworzyłam szafkę, i stojąc nadal plecami do Jake'a zapytałam :
- Na jaką herbatę masz ochotę? Czarną, zieloną, zieloną z pomarańczą, zieloną z opuncją, owocową, malinową, cytrynową, z kwiatem róży, z liczi, z pomarańczą, z karmelem, z miodem..

- Hej, hej. Przystopuj - położył mi dłoń na ramieniu przerywając moją wyliczankę, więc przeniosłam na niego wzrok - Zielona - wybrał uśmiechając się.

Kilka minut później, siedzieliśmy razem na kanapie w salonie i próbowaliśmy dojść do porozumienia w kwestii filmu, który mieliśmy zamiar obejrzeć.

- Iron Man - mówił stanowczym głosem niewnoszącym sprzeciwu.

- Thor - upierałam się przy swoim, nie chcąc przegrać tej słownej potyczki tak łatwo.

- A może Avengers? - zaproponował w końcu kompromisowo - Jest tam i Tony Star i Thor.
Zgodziłam się, dzięki czemu na jego twarzy zagościł triumfujący uśmiech wygranej.

- Nie ciesz się zbyt wcześnie z wygranej - ostrzegłam go tylko z zadziornym uśmieszkiem na twarzy. Chyba nabyłam go od Annabell, która tak często stosowała go, podczas rozmów z Maxem .

Zanim wyświetlił się film, chłopak zagadnął mnie sięgając jednocześnie po wysoki kubek z parującą cieczą.
- Swoją drogą, czyj to był.. Arsenał herbat ? Całkiem pokaźny jak na moje amatorskie oko.

- Moja mama ma fioła na punkcie herbat. A mnie się udzieliło od niej - sięgnęłam po swój kubek i pociągnęłam mały łyk - Lubimy gromadzić, różnego rodzaju herbaty i z nimi eksperymentować tworząc nowe kombinacje.

- Tego o Tobie nie wiedziałem.. - odparł tylko uśmiechając się w ten sposób, przy który ukazywały się jego dołeczki na dwóch polikach.

- Lubię zaskakiwać ludzi - rzuciłam tylko w odpowiedzi, odwróciłam twarz w stronę ekranu.

Kątem oka dostrzegłam, że Jacob chciał coś powiedzieć jednak się od tego powstrzymał i również skupił się na filmie, co rusz komentując albo tego złego, albo tego dobrego.
Żadne z nas nie spostrzegło, w którym momencie ,oparłam się o tors Jake'a i w takiej pozycji, godzinę później zastała nas moja mama z siostrą u boku.

Oboje odsunęliśmy się od siebie i poderwaliśmy się na równe nogi
- Cześć Mamo.. Poznaj Jacoba..

* * *

Ostatni tydzień minął tak szybko, że nawet nie spostrzegłam jak data na kalendarzu wskazywała osiemnastego grudnia. Coraz szybciej zbliżał się dzień zaznaczony czerwoną obwódką wokół liczby dwadzieścia. Dzień szesnastych urodzin Ann, wypadający w czwartek, dzień przed wigiliami klasowymi w moim liceum.
Tak więc podsumowując, miałam niespełna trzy dni, aby dopilnować i zorganizować wszystko do końca, na jej urodzinowe przyjęcie, jeśli chciałam aby wypaliło w piątek - po wigiliach klasowych, późnym popołudniem.
Na szczęście, nie siedziałam w tym sama. Przy organizacji tego przedsięwzięcia, pomagał mi Chris, za co byłam mu niezmiernie wdzięczna.

- Więc.. Tych tu zapraszamy. A z kolei tych tutaj nie? - spytał Chris wskazując dłonią najpierw jedną, później drugą kartkę, gdy siedzieliśmy u niego w pokoju i dopracowywaliśmy szczegóły listy osób zaproszonych - A może na odwrót? Dobra. Zgubiłem się..

Zachichotałam na co mój przyjaciel zareagował odruchowo. Posłał mi Spojrzenie (tak, pisane przez duże S), spod zmrużonych powiek, mające oznaczać, że jeszcze tego pożałuję.

- Zgadza się. Tych zapraszamy, a tych nie - potwierdziłam jego pierwotne przypuszczenie, po opanowaniu śmiechu.

- Mel ..

- Tak, Chris? - spytałam podnosząc na niego wzrok znad zapisanych notatek, przygryzając jednocześnie ołówek.

- Kto się zajmie zapraszaniem ?

Żeby się z nim trochę podroczyć spróbowałam pewnej taktyki .
- A kto jest starszy ?

- No Ty.. - odparł, przyglądając mi się czujnie.

- A kto planuje większość z tego wszystkiego? - spytałam, gestem ręki wskakując na naszej notatki na stoliku.

- Także Ty.

- A kto pomaga Ci zarazem w lekcjach jak i na samych lekcjach wtedy, gdy potrzebujesz pomocy ? - zadałam ostatnie ostatnie pytanie, machając w jego stronę ołówkiem trzymanym w dłoni.

- Ty.

- No więc teraz sam sobie odpowiedz na pytanie, kto zaprosi te wszystkie osoby - odparłam i uśmiechnąwszy się do niego szeroko, skupiłam wzrok na notatkach.

- Dlaczego Ty zawsze musisz wygrywać i być lepsza? - spytał pod nosem wzdychając głęboko.

- Mam nadzieję, że to było pytanie retoryczne - zaśmiałam się, na co zawtórował mi Chris.

- Aleś Ty zabawna dziś..

- Ma się w sobie to coś, prawda? - puściłam do niego oko, unosząc kąciki ust delikatnie w górę.

- Zobaczymy, czy za chwilę będziesz nadal twierdzić to samo ... - powiedział tajemniczo, po czym w jednej chwili wstał i wyszedł z salonu.

- Chris? - zawołałam za nim niemało zdziwiona.
Już miałam wstać i iść za nim jednak, gdy usłyszałam za sobą ciche odgłosy skradania się odwróciłam się w tamtym kierunku.

Nade mną stał Chris, wyszczerzony od ucha do ucha, z dużą poduszką w ręku.
- Jakieś ostatnie słowa, zanim przejdziemy do sedna? - spytał z nutką drwiny w głosie.

- Pożałujesz - odparłam tylko, uśmiechając się zadziornie, sięgając jednocześnie po poduszkę leżącą na rogu beżowej kanapy.

Gdy moja skóra dotknęła materiału, poczułam dotyk poduszki Chrisa na swoich plecach. Jednym, szybkim ruchem ściągnęłam poduszkę z kanapy i zamaszystym gestem oddałam Chris'owi, trafiając w jego biodro.
Od tego się zaczęła nasza bitwa na poduszki. Gdy - jak to stwierdził Chris - przeszliśmy do sedna, leżeliśmy na podłodze okładając się nawzajem poduszkami. W pewnym momencie, mój przyjaciel odrzucił swoją poduszkę za siebie, po czym usiadł na mnie okrakiem i zaczął łaskotać. Na nic nie zdały się moje protesty ani próby ochrony poduszką. Niestety.

Kilka, może kilkanaście minut później, gdy usłyszeliśmy gdzieś niedaleko nas chrząknięcie, podnieśliśmy głowę, z szerokimi uśmiechami na twarzach.

Odchrząknęłam, próbując jednocześnie zepchnąć z siebie Chrisa, który był jak głaz - nie do ruszenia.
- Dzień dobry pani Wood.

- Witaj Melisso - twarz mamy Chrisa, rozjaśniła się w promiennym uśmiechu - Chris, może zszedłbyś z przyjaciółki i dał jej odetchnąć ? - skupiła na nim swoje ciemnobrązowe tęczówki.

- A jaki mam powód, aby to zrobić? - odparł z cwaniackim uśmiechem na twarzy.

- Może być Twoja ulubiona pizza z ananasem ? - spytała w końcu po krótkiej chwili zastanowienia.
Brunet jednej chwili poderwał się na równe nogi podając mi wyciągniętą, pomocną dłoń.

- To argument nie do pobicia, moja droga - powiedział spoglądając z uśmiechem na swoją rodzicielkę.

- No to chodźcie ze mną - uśmiechnęła się, obróciła przez prawe ramię i pomaszerowała do kuchni.

- No to idziemy - powiedział Chris zarzucając mi ramię na barki i przyciągając do siebie.

* * *

Znacie to uczucie, gdy osoba, którą znacie od początku szkoły podstawowej, która była dla was oparciem w chwilach, gdy myśleliście "mam dosyć, nie dam rady", której ufaliście jak nikomu innemu w pewnym momencie odwraca się do was plecami, bez jakiegokolwiek słowa wyjaśnienia?
Chyba, że.. Za powód, przez który to zrobiła można uznać danie kosza, to rozumiem jej zachowanie.

Jednak jesteśmy tylko ludźmi. Niektóre rzeczy, sprawy są wiadome od samego początku i nawet nam samym trudno jest to czasem zmienić.
Weźmy "pod lupę" konkretny przykład, z życia wzięty (z perspektywy dziewczyny) :
Macie najlepszego przyjaciela, z którym znacie się od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Pierwszego dnia, gdy się poznaliście zaczęliście wspólnie się bawić, śmiać się i uczyć. Oczywiście były też inne osoby. Ale to zawsze byliście Wy. Później dołączyły do waszej paczki kolejne dwie osoby, które były tak samo pokręcone jak wy dwoje.

Mijały kolejne lata, przechodziliście do starszych klas, zdobywaliście nowe doświadczenia, umiejętności. Pojawiały się pierwsze rozterki, problemy, wybory. Ale to nic nie znaczyło w imię Waszej przyjaźni. Wierzyliście, że zawsze - bez względu na zaistniałe okoliczności - możecie sobie bezgranicznie ufać. Stanowiliście paczkę czworga najlepszych przyjaciół, co od zawsze zadziwiało innych. Dwie dziewczyny oraz dwóch chłopców, zaprzyjaźnieni od pierwszej klasy podstawówki, nie rozstający się na długo, ufający sobie bezgranicznie.
Minęło gimnazjum, stanęliście przed wyborem szkoły średniej. Poszliście do tego samego liceum, z tą różnicą, że na dwa różne profile. Jedna dziewczyna i jeden chłopak - na profil humanistyczny, druga dziewczyna i drugi chłopak - na profil z matematyką. Ale nawet to, nie zaważyło na waszej przyjaźni. Do czasu Twoich urodzin.

Początek września, może oznaczać także koniec zawartych niegdyś przyjaźni. Tak było i tym razem.Twoja impreza urodzinowa, którą Twoi przyjaciele zorganizowali oczywiście bez Twojej wiedzy. No bo, gdybyś o tym wiedziała, to już nie byłoby przyjęcie niespodzianka, prawda?
Wszystko było idealnie zaplanowane, a to tylko dzięki Twoim przyjaciołom, którzy się tego podjęli.

Ale zastanówcie się przez moment..
Co byście zrobiły (pytanie kierowane do dziewczyn), gdyby w pewnym momencie, wasz pierwszy najlepszy przyjaciel, wyznał wam, że się zakochał? Zakochał się w swojej najlepszej przyjaciółce, jednak Wy traktujecie go jak brata, kochacie jak brata i w głębi swojej duszy czujecie, że to się nie zmieni na relacje chłopak - dziewczyna.
Mówicie mu prawdę o tym co czujecie w stosunku do niego i w jakiejś części waszej podświadomości zdajecie sobie sprawę, że rani go to. I od tamtej pory nie jest już tak samo. Pomimo jego zapewnień, że "wszystko gra" i tak wiecie, że tak nie jest. Z dnia na dzień odsuwa się od was coraz bardziej a Wy, nie macie pojęcia co zrobić aby to zatrzymać.
Aż w końcu On, znajduje sobie nowe osoby, które nazywa "kumplami" a was ma w głębokim poważaniu. Ci jego nowi kumple, są dla niego nieodpowiednim towarzystwem i widzicie to nie tylko Wy. On się zmienia, nie jest już taki jak dawniej, co potwierdzą Twoi przyjaciele, którzy pozostali w paczce.

Aż pewnego dnia, kilka dni, przed urodzinami Twojej przyjaciółki dostajecie wiadomość sms, od nieznajomego numeru.
"Zachowywałem się jak kompletny kretyn i egoista, którego nie obchodzą uczucia innych. Ale chcę to naprawić. Naprawić przeszłość, teraźniejszość, przyszłość.. Naprawić siebie.
Nie oczekuję, że po tym wszystkim mi wybaczysz, bo wybaczenie przychodzi z czasem i trzeba na nie zasłużyć. Wierzę jednak, że pomożesz.. Pomożecie - Ty i dwójka naszych przyjaciół - mi się zmienić na lepsze i wybrnąć z tego, w czym tkwię po uszy.
Mam nadzieję, że dasz mi szansę naprawić swój błąd".
I teraz zastanawiacie się, co powinniście zrobić..

Leżąc w wygodnym, ciepłym łóżku w taką grudniową noc jak ta, nie jestem w stanie zasnąć .
Przewracam się z boku na bok, kładę na plecach - wpatruję się w sufit, jakbym to tam miała znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.
W mojej głowie prawie każda myśl, powiązana jest z imieniem Erick. A co jeśli Erick naprawdę chce się zmienić? Co o tej sytuacji sądzi Chris i Ann? A co jeśli to nic nie da i On się nie zmieni?
Zegarek wskazuje kilkanaście minut po godzinie drugiej, co oznacza, że jest już dwudziesty pierwszy grudnia. Za kilkanaście godzin, odbędzie się impreza z okazji urodzin Annabell.
W końcu, zakładam na uszy słuchawki, próbując ukoić myśli muzyką.

- Dlaczego to musi być tak trudne i skomplikowane.. - szepczę do siebie, chociaż wiem że to nic nie zmieni.

W końcu, po kilku piosenkach jestem zdolna zasnąć z słuchawkami w uszach, w których nadal rozbrzmiewają dźwięki jednej z piosenek.

* * *

Słońce na nieboskłonie powoli zaczynało zbliżać się do linii horyzontu, ubarwiając część nieba na coraz ciemniejszy kolor.
Impreza urodzinowa Ann, zaczęła się dokładnie tak jak przewidywaliśmy z Chrisem. Wszystko, co zostało przez nas zaplanowane, zostało dogłębnie zrealizowane.

Ja zajęłam się przygotowaniem przekąsek, zorganizowałam miejsce - w którym swoją drogą, Ann wyprawiła moje urodziny kilka miesięcy temu - czyli domek w lesie, gdzie nikt nie usłyszy dźwięków imprezy oraz (z pomocą Maxa) wykonałam pokaźnych rozmiarów transparent z napisem "Wszystkiego najlepszego Annabell".
Zaś Chris zaprosił wszystkich z listy oraz razem z Jake'iem zorganizowali napoje - i te normalne, i te "nie zwykłe"- na widok, których część zaproszonych uśmiechnęła się mimowolnie. Oboje podstępem, wyciągnęliśmy z Annabell jej ulubioną playlistę, która rozbrzmiewała z głośników ustawionych w kątach salonu.

Wszędzie dookoła kręcili się ludzie z naszej szkoły, rozmawiając, śmiejąc się, pijąc. Jak okiem sięgnąć nigdzie nie było widać osoby, na twarzy której nie byłoby widocznego uśmiechu.
Siedząc na blacie kuchennym, z wysoką szklanką wypełnioną tymbarkiem z lodem omiatam wzrokiem wszystko co widzę.

Kątem oka zauważam, uśmiechniętego bruneta kierującego się w moją stronę. Zajmuje miejsce obok mnie i zaczyna rozmowę.
- Nieźle nam to wyszło, co nie?

- Nie mogę się z Tobą nie zgodzić Chris. - uśmiechnęłam się do przyjaciela, obracając ku niemu twarz - A gdzie się podziała nasza solenizantka? - spytałam, próbując wypatrzeć w tłumie czarne włosy Ann.

- Ostatnim razem, gdy ją widziałem mijała mnie na schodach prowadzących na górę. Pragnę nadmienić, iż nie wyglądała na smutną a to najwyraźniej Nasza zasługa, wspólniczko - mrugnął go mnie okiem, pociągając łyk napoju ze swojej szklanki.

- Pójdę jej poszukać - rzuciłam do Chrisa zeskakując ze swojego miejsca na podłogę.

W drodze na schody, starałam się nie dać wciągnąć osobom, które próbowały przekonać mnie żebym z nimi zatańczyła. Gdzieś między nimi zauważyła czuprynę Maxa, który podrygiwał w rytm muzyki.

Skoro tutaj jest Max, to gdzie się podziewa Jacob? Spytałam samą siebie w myślach.
Mijałam kolejne pokoje, w których było cicho jak makiem zasiał, aż w końcu dotarłam do zakrętu.
Usłyszałam odgłos kroków, więc od razu uśmiechnęłam się myśląc o mojej przyjaciółce.
Jednak uśmiech zniknął z mojej twarzy tak szybko jak się pojawił, ponieważ nie była to Ann.

- Jake..?- wyjąkałam niepewnie, mając cichą nadzieję, że to uderzająco podobna do niego osoba.

- Melissa! To.. To nie tak jak myślisz! - powiedział zbyt szybko rzucając przelotne spojrzenie, na dziewczynę uwieszoną na jego szyi.

- Och. Witaj Melisso - wtrąciła się, wisząca na Jacobie blondynka w wysokich szpilkach uśmiechając się do mnie. Ten głos mógł należeć tylko do jednej osoby - Cóż za zaskakujące spotkanie, nieprawdaż?

W mojej głowie pojawiła się myśl: Tess Lopez. Unikając spojrzeń innych, zbiegłam na dół i dotarłam na ganek, który chronił przez zimnym powietrzem. Jednak i z tym dało się odczuć na skórze minusową temperaturę.
Usiadłam na krześle, znajdującym się w najciemniejszym kącie, szczelniej otulając się bluzą.
Nim spostrzegłam, spod jednej powieki popłynęła samotna łza a za nią kolejne..


_____________
Cześć, cześć ^^
Przepraszam, że dopiero dziś. Miałam zamiar dodać go w piątek wieczorem, jednak.. Mam karę na komputer. Dzisiaj dopiero mogłam (za pozwoleniem) włączyć komputer, więc korzystając z okazji dodaję rozdział XD

Mam nadzieję, że nie wyszedł aż tak bardzo źle..

Do zobaczenia.. Sama nie wiem kiedy.
Malinowaa.
  • awatar Oddycham muzyką Bednarka <3: Ahhhhh mega <3.Zniecierpliwiona czekam na kolejny :)
  • awatar Ursiiiii: Tak!Tak <3 Wspaniały, cudowny, fantastyczny! Ale dlaczego on całował się z Tess! Dlaczego! ;( Tak strasznie czekam na kolejny <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*Grudzień. Mikołajki*

Ostatnie tygodnie zleciały nieubłaganie szybko. Można stwierdzić, że w zawrotnym tempie. Poprawianie ocen przed końcem semestru, próby do przedstawienia, poszukiwanie odpowiednich prezentów na Mikołajki.. Oczywiście, nie zapominając o spotkaniach z przyjaciółmi.

Od tamtego dnia w październiku, gdy Jake był mocno zdenerwowany, nasze relacje się jakby pogłębiły. Zarówno Jacob jak i ja sama, zaczęliśmy sobie coraz więcej mówić, aż w końcu mogliśmy stwierdzić, że wiemy o sobie więcej niżbyśmy przypuszczali . Związek Annabell i Maxa nadal trwał, a ja zaprzyjaźniłam się bardziej z Maxem, co odbieram na duży plus. Do naszej paczki dołączył Chris, który znalazł z chłopcami naprawdę sporo wspólnych tematów do rozmów i wspólnych zainteresowań.

Co do Ericka.. Nasze kontakty od moich pamiętnych urodzin uległy diametralnej zmianie. Wcześniej otwarty, uśmiechnięty, przyjacielski. Teraz milczek, mruk, dopuszczający do siebie osoby tylko ze swojego "towarzystwa".
Mój przyjaciel.. Najlepszy przyjaciel od szkoły podstawowej, a teraz nie umie wydusić z siebie banalnego "cześć" mijając mnie na szkolnym korytarzu.

Rozmyślając co się zmieniło od początku roku szkolnego i wsłuchując się w piosenkę zespołu Breaking Benjamin - Anthem Of The Angel, pakowałam się na dzisiejszy dzień. Zazwyczaj robiłam to wieczorem poprzedniego dnia, jednak po spędzeniu całego popołudnia na mieście z Annabell i szukaniu prezentów mikołajkowych, byłam tak wyczerpana, że po prysznicu zasnęłam od razu, gdy moja głowa dotknęła poduszki.

4 pakunki, ozdobione w papier pakowy, z nadrukowanymi bałwankami i reniferami, leżały na biurku, czekając na spakowanie. Dla Annabell - jeden puzzl z napisem "Friends" z jednej strony i urwanym "For.." z drugiej". Dla Maxa, Chrisa i Jake'a drobne upominki, żeby nie wyszło, że o nich zapomniałam. Co z resztą byłoby absurdalne, zważywszy na to, że każdą możliwą chwilę spędzamy razem.
Schowałam opakowania do jednej z kieszeni plecaka, po czym chwyciłam prezenty przygotowane rodzicom oraz siostrze, i w puchatej czapce Mikołaja zeszłam na dół.
Zegarek na moim prawym nadgarstku wskazywał dwadzieścia sześć minut po godzinie siódmej, więc możecie wyobrazić sobie moją minę, gdy przywitała mnie uśmiechnięta twarz mojej siostry. Pomimo tego, iż ma na drugą godzinę lekcyjną wstała dużo wcześniej, co z reguły jej się nie zdarza.

- Cześć siostra ! - pomachała mi energicznie po czym zniknęła za rogiem.- Nie zapytała, co dziś dostanie. Ma dobry humor. Sama wstała tak wcześnie. Coś musi być nie tak.. - zaczęłam mówić do siebie pod nosem. Coś mi tu nie grało i miałam zamiar odkryć co to jest.

- Cześć słonko - gdy tylko przekroczyłam próg kuchni, mama ucałowała mnie w czoło i mocno przytuliła - Wyspałaś się ?

- Cześc. Tak tak, oczywiście . A Ty? - spytałam odkładając opakowania na róg stołu.

- Nie narzekam - uśmiechnęła się szeroko, nakładając na talerz przede mną dwa tosty .

- A gdzie tata ? - rzuciła Gabriella, wpadając do kuchni i poprawiając włosy . Opadła na krzesełko naprzeciw mnie z cichym westchnięciem, po czym spojrzała pytająco na mamę.

- W swoim gabinecie. Jak to stwierdził "ma ważną sprawę, którą koniecznie i bez zbędnych "ale" z mojej strony, musi wykonać przez śniadaniem" - zacytowała go mama, wlewając do szklanki swój ulubiony, jabłkowy napój.

- Pójdę po niego! - zawołała Gabriella, podnosząc się w błyskawicznym tempie z krzesełka.

- Możesz mi wyjaśnić co tu jest grane? - spytałam w niemałym szoku, gdy sylwetka dziewczyny zniknęła mi z oczu - Ona od rana jest uśmiechnięta od ucha do ucha. Ponadto sama wstała o tak wczesnej porze, co dobrze wiesz, nie zdarza jej się tak często.

- Dowiedziała się, że dzisiaj po południu przyjeżdżają do nas dziadkowie w odwiedziny - odparła moja rodzicielka sięgając po szklankę z sokiem.

I wszystko jasne.

Za każdym razem, gdy odwiedzają nas dziadkowie Gabriella chodzi cała uśmiechnięta.
Co nie jest dziwne, ponieważ znając dziadka przy nim nawet na moment się nie zasmucisz. Ba! Nawet nie pomyślisz o tym!
Dziadek Eddy, pomimo swojego wieku twierdzi, że jest w nim ukryta dusza nastolatka.
Gdy odwiedział nas ostatnim razem, zaskoczył nas powitaniem.. Zamiast stałego tekstu dziadków "witajcie kochane wnusie", dziadek wszedł do domu i przywitał się "Co tam, co tam stare ale jary dziatwy?". Mina mojej mamy wtedy ? Bezkonkurencyjna i bezcenna! Oczy szerokie, a szczęka "opadła na ziemię" . Niesamowity widok . Jeszcze jak jąkając się powiedziała "Ależ tato! Co też tata.." , wtedy nie wytrzymałam i wybuchnęłam głośnym śmiechem co wywołało triumfujący uśmiech na twarzy dziadka Edda.

Moje rozmyślania, przerwało wejście taty i Gabrielli do kuchni.
- Wybacz skarbie.. Troszkę mi to zajęło - widząc znaczące spojrzenie mamy, nachylił się i cmoknął ją przelotnie w usta, co wywołało uśmiech na twarzy mojej rodzicielki.

- Mam nadzieję, że miałeś dobry powód aby spóźnić się na śniadanie.
- Oczywiście! Najważniejszy! - usiadł obok mamy, uśmiechając się w taki sposób, że mogliśmy się domyślać, że wymyślił coś naprawdę dobrego - Otóż, z racji tego że dzisiejszego dnia są mikołajki, za dwa dni, czyli w piątek wyjeżdzamy do cioci. Taki prezent i przy okazji oderwanie się.
- Cioci, cioci u której byłyśmy w wakacje ? - spytała moja siostra podnosząc do góry kąciki ust.
- Zgadza się. Do tej samej cioci, u której byłyście w wakacje.
- Jestem jak najbardziej za! - pisnęła uradowana dziewczyna, prawie podskakując na swoim krześle.

* * *

- Nie - zaprotestowała buntowniczo moja przyjaciółka, podkreślając to skrzyżowaniem ramion i tupnięciem nogą - Nie pozwalam. Chcesz mnie tak zostawić ? Na cały weekend ?
- Czyli mam rozumieć, że mnie nie wypuścisz ? - oparłam się plecami o parapet okienny wyciągając jednocześnie butelkę wody mineralnej z bocznej kieszeni plecaka.

- A żebyś wiedziała! Nie wypuszczę Cię z domu. A co mi tam! Nie wypuszczę Cię z Twojego pokoju. Zabarykaduję drzwi..

"No to zaczyna się.. " pomyślałam i zaśmiałam się krótko, ponieważ wiedziałam, że Annabell nie przystanie na tym jednym pomyśle.
Kolejne minuty mijały, a ja zastanawiałam się czy monolog czarnowłosej może się zakończyć, zanim zadzwoni dzwonek na lekcję. W ciągu tych kilku minut padły propozycje takie jak "przywiąże Cię do łóżka", "zamknę drzwi, a klucza Ci nie oddam". I, gdy tak mówiła to z tym swoim zadziornym uśmieszkiem miałam ochotę.. Sama nie wiem, co chciałam zrobić w stosunku do niej.

- No co się tak na mnie patrzysz wzrokiem męczennicy? - urwała w pewnym momencie .

- Bo tak sobie myślę.. Że jak wrócę do domu to muszę porozmawiać z rodzicami .

- Mam nie wnikać?

- Na razie i tak niczego konkretnego byś się nie dowiedziała, więc to nie ma po prostu sensu - uśmiechnęłam się do niej - Nie rób takiej smutnej miny. Mam coś co poprawi Ci humor - rozsunęłam dużą kieszeń plecaka i wyjęłam pakunek z dołączoną karteczką z imieniem Annabell.

- Ej! Też coś mam dla Ciebie! - odwróciła się i zaczęła szperać w swojej torbie. Wyjęła małe, czarne pudełeczko obwiązane połyskującą srebrną wstążką u końca związaną w kokardę - Udanego Mikołaja! - uścisnęła mnie mocno, po czym "wymieniłyśmy" się upominkami.

Podniosłam wieko pudełeczka i moim oczom ukazała się bransoletka. Na kremowej poduszeczce, zawieszone na czarnym, grubym rzemyku oplecionego kilka razy dookoła, zaczepione było srebrne skrzydło anielskie. Idealny prezent dla mnie, co potwierdziłam od razu zakładając go na przegub prawej dłoni.

- Mam nadzieję, że chociaż trochę przypomina to skrzydło tego Twojego Beletha, czy tam Azazela* ? - trzymając w ręku, nadal nie odpakowany prezent, przyglądała mi się z zaciekawieniem

- Jest idealny - powiedziałam przytulając ją do siebie - Dziękuję.

- Ależ nie ma za co. To nic takiego uśmiechnęła się - zdzierając papier pakowy z opakowania. Gdy odchyliła wieczko oczy aż jej się zaświeciły z zadowolenia. Ha! Czyli jednak to był trafny wybór!
Pogratulowałam sobie w myślach dobrego wyboru i uśmiechnęłam się szeroko, wyjmując naszyjnyk z opakowania i zapinając skrzydło na karku zaraz obok połówki puzzla, starannie ukrytą do tej pory pod koszulką idealnie pasującej do wisiorka Ann.

- Nie muszę pytać, bo to oczywiste, że to Ty masz drugą połówkę.. Zgadza się? - spytała czarnowłosa, przesuwając kciukiem po zawieszcze.
W odpowiedzi tylko uśmiechnęłam się delikatnie i jednym ruchem wyciągnęłam naszyjnik zza koszulki. Z malującym się uśmiechem na twarzy dziewczyna połączyła dwie połówki w jedną całość a ponad naszymi głowami rozległ się dzwonek.

* * *

Klasę wypełniał dźwięk markera poruszającego się w zaciśniętej dłoni profesora. Zapisana została już przez niego połowa tablicy, która wcale nie była taka mała, słówkami w języku angielskim, które obowiązywać będą na kartkówce za tydzień.
Mike Carson - nauczyciel języka angielskiego. W średnim wieku, z okularami na nosie, które delikatnie powiększały ciemne oczy.

Przeciwieństwem tych ciemnych oczu, były okalające twarz jasne loki. Starannie dopasowane kolorystycznie i fasonowo ubrania, były jego znakiem rozpoznawczym jak twierdzili uczniowie klas starszych . I mówiąc "uczniowie klas starszych" mam na myśli rzecz jasna, Jacoba i Maxa.
Mój towarzysz z ławki- Chris- był tak pochłonięty wystukiwaniem wiadomości na swojej Xperii, że nie zauważył, jak podebrałam mu zeszyt i rysowałam jego karykaturę, podpierając głowę na dłoni.
"Znajomość słówek i wyrażeń w języku angielskim, to pierwszy krok do sukcesu w porozumiewaniu się z innymi w tymże języku..." - kończąc rysunek dotarł do mnie głos profesora.

Ostatni ruch ręką, ostatnie pociągnięcie ołówka i jak gdyby nigdy nic odłożyłam zeszyt na jego początkowe miejsce i zajęłam się przepisywaniem. Czując na sobie czyjś wzrok, podniosłam głowę by spojrzeć w zielone oczy dziewczyny siedzącej w ławce przede mną. Wpatrywała się w ruchy mojego długopisu, zaciśniętego w prawej dłoni zapisującego kolejne słówka.

- Ładnie rysujesz. Masz dobrą kreskę - powiedziała w końcu.

- Ee. Dziękuję - odparłam lekko zbita z tropu. Spoglądając ponad jej ramieniem dostrzegłam wyraz twarzy profesora mówiący "Jeśli macie coś ciekawego do powiedzenia, podzielcie się tym z klasą" - Radziłabym Ci odwrócić się zanim Carson się doczepi..

- Och. Rzeczywiście - rzuciła skruszona i posławszy mi jeszcze uśmiech odwróciła się i zaczęła notować.

Kilka minut później musiałam zakryć dłonią usta, siłą powstrzymując się przed tym, aby nie wybuchnąć śmiechem na widok miny Chrisa. A już miałam nadzieję, że do końca lekcji nie otworzy zeszytu z tyłu. Jak to powiadają "Nadzieja matką głupich", czego idealnym przykładem jest zaistniała sytuacja.

Mały Chris, pędzący na malutkim rowerku z lokami rozwianymi przez wiatr. Wspominałam już, że jego włosy są ciemne i lokowane? Jeżeli kojarzycie Slasha, możecie je sobie wyobrazić. Z tą różnicą, że Chrisa są bardziej "ogarnięte" i krótsze. Zdecydowanie, krótsze. I taka mała ciekawostka o Chrisie.. Jest wielkim fanem Slasha.

- Jest Slash, jest impreza? - spytał robiąc minę : O.o , wodząc wzrokiem po kolejnych szczegółach obrazka.

Jak już wcześniej wspominałam.. Mały Chris, na malutkim rowerku, pędzący pod wiatr z lokami (specjalnie wydłużonymi) szarpanymi na każdą stronę z kapeluszem na głowie i okularami na nosie.
Taki .. Chris Slash Junior.

- No a może nie? - rzuciłam wyzywająco machając w jego kierunku wyciągniętym długopisem.

- Jesteś niemożliwa, wiesz? - spytał z szerokim uśmiechem na twarzy, odwracając ją w moją stronę.

- Wiem. I za to mnie lubisz - wzruszyłam ramionami uśmiechając się do niego .

- Cóż za skromność.. - mruknął pod nosem, za co oberwał kuksańca w bok - I ta agresja.. Auu! - jęknął, gdy dziabnęłam go paznokciem między żebra.

- Oj. Bolało? Wybacz mi ten nietakt.. - powiedziałam z miną niewiniątka, trzepocząc delikatnie rzęsami.

Chłopak otworzył usta, aby coś odpowiedzieć, jednak zamknął je, gdy rozległ się dźwięk dzwonka na długą przerwę.
Zamknęłam zeszyt i razem z książką schowałam go do plecaka, zgarniając jeszcze piórnik.
Gdy przechodziłam przez próg klasy, poczułam jak ktoś ciągnie mnie za jedno pasmo rozpuszczonych włosów, a zaraz potem kładzie rękę na moich ramionach. Przenosząc wzrok na tajemniczą osobę, ujrzałam uśmiechniętą od ucha do ucha mordkę mojego przyjaciela.

- Zechcesz uczynić mi ten zaszczyt i zjeść ze mną w stołówce? Gwarantuję, stolik przy oknie z pięknym widokiem na dziedziniec szkolny - zaczął fantazjować, na co nie zareagowałam inaczej jak krótkim śmiechem.

- Ależ oczywiście. Grzechem byłoby odrzucenie tak wyjątkowej oferty - podchwyciłam humor i uśmiechnęłam się do niego.

Skierowaliśmy się do stołówki, rozmawiając na luźne tematy.
Na miejscu przywitał nas gwar i rozmowy, które prowadzone były przy każdym zajętym stoliku.
Zajęliśmy stolik, tak dogłębnie zapowiedziany wcześniej przez Chrisa. Wyciągnęłam z plecaka jabłko i wgryzłam w nie zęby.

- Jak Ty możesz tyle jeść? - spojrzenie, którym mnie obdarował znad kanapki z zieloną sałatą, która uciekała z jednej strony, było jednoznaczne z tym, że dziwi go moje zachowanie - I może jeszcze wmówisz mi, że po tym owocu nie będziesz odczuwać głodu? - rzucił wyzywająco, biorąc gryza kanapki.

W odpowiedzi kiwnęłam tylko głową potwierdzająco.

Nie wiem co w tym dziwnego. Zawsze jadłam niedużo, więc nie myślałam że będzie to kogokolwiek jeszcze dziwić.
W pewnym momencie poczułam na plecach czyjś wzrok więc odwróciłam się. Jacob, zmierzał w stronę naszego stolika z uśmiechem na ustach.
Przywitał się z Chrisem, po czym usiadł obok mnie w takiej odległości, że bez problemu stykaliśmy się ramionami.

Chris przyglądał się nam z nieukrywanym zaciekawieniem, dokańczając swój posiłek. Pociągnął spory łyk soku pomarańczowego, po czym wstał i podreptał do kosza, biorąc przy okazji mój śmieć jakim była resztka po zielonym, soczystym owocu.
Gdy zaczął bawić się moimi włosami, swobodnie spadającymi na bok, poczułam jego perfumy. Zakręcał sobie kosmyki na palcu, delikatnie za nie pociągał, ale nic nie robił sobie ze spojrzeń, które posyłałam. Wywróciłam więc tylko oczami i cicho prychnęłam pod nosem, skupiając wzrok na Chrisie.

- Czemu mam wrażenie, że próbujesz się powstrzymać przed powiedzeniem czegoś Chris? - rzuciłam do bruneta, który nie spuszczał z nas wzroku odkąd wrócił z pustymi rękoma do stolika.

- Tak tylko patrzę..

- Chris - doskonale wiedziałam, co oznacza to jego "Tak tylko patrzę..".

Już odpowiadał, gdy piskliwy dźwięk jaki wydobył się z głośników umieszczonych w pomieszczeniu, przeszył salę sprawiając jednocześnie, że wszystkie rozmowy ucichły.

Dyrektor odchrząknął po czym zakomunikował: "Drodzy uczniowie. Z powody nie dyspozycji profesor Perco, zajęcia z historii oraz literatury zostają odwołane. Komunikat dotyczy także próby do przedstawienia, którego opiekunką jest profesor Perco. Dziękuję za uwagę".

- Cudownie - westchnął Chris, po ogłoszeniu dyrektora - Czuję, że to popołudnie całkiem dobrze się zapowiada .

- Czyżby jakieś szczególnie plany ? - spytałam opierając głowę na złączonych dłoniach i skupiając wzrok na chłopaku. Jake nie przestawał bawić się moimi włosami .

- Moooże.. - odparł Chris, przedłużając samogłoski, co wywołało uśmiech na mojej twarzy .

- Ej! I tak się tego dowiem - lekko oburzona, pogroziłam mu palcem - A teraz.. Powiedz czemu nam się przyglądałeś z takim żywym zainteresowaniem ?

Spojrzał to na mnie, to na Jacoba po czym wzruszył ramionami .
- Pasujecie do siebie. Powinniście być ze sobą.

- Przecież jesteśmy..

- Ale nie jako przyjaciele. Ani w tym waszym związku - zrobił cudzysłów na słówku "związek".
Spojrzałam na Jake'a, ale ten tylko się uśmiechnął.

- Ach. - tylko tyle byłam zdolna powiedzieć.

* * *

Chłodne powietrze, owiewało mi twarz. Pomimo grudniowego dnia, śnieg jeszcze nie spadł, co było normalne w tych regionach. Odruchowo naciągnęłam rękawy bluzy tak, aby zakrywały moje dłonie i poprawiając pasek od gitary na plecach ruszyłam do dużego domu.

Zapukałam i chwilę później wchodziłam po schodach prowadzących do pokoju Kate.
Wchodząc na górę moją uwagę przykuły prawie puste wszystkie ściany i kilka(naście) kartonowych pudeł poustawianych pod jedną ze ścian.

- Auu! - syknęłam, gdy nie zauważyłam pudła stojącego na podłodze i mało brakowało a poleciałabym na dół. Jednak przed upadkiem ochroniły mnie silne ramiona - Dziękuję - powiedziałam spoglądając na twarz mojego wybawiciela.

- Nie ma za co. Polecam się na przyszłość - uśmiechnął się szeroko i przeczesał dłonią jasne włosy - Kate wyszła do sklepu, za chwilę powinna wrócić.

- Dziękuję za informację, Tom - uśmiechnęłam się także, wchodząc głębiej do pokoju jego siostry, siadając na rogu jej łóżka i ostrożnie opierając gitarę o złączone nogi.

Z zainteresowaniem zaczęłam się przyglądać kartonowym pudłom obecnym także w tej części domu.
Z półek zdjęte zostały książki i zdjęcia oprawione w szklane ramki. Zasłony zniknęły ukazując widok na ogród, w którym widoczne były drzewa pozbawione liści, trawa bez swojego naturalnego kolory i kwiaty utracone jakichkolwiek jasnych barw. Z biurka pochowane zostały wszystkie elementy, jedynym przedmiotem, którego jeszcze nie schowano był czarny laptop, z podłączonymi do niego głośnikami i myszką.

Tom widząc moją minę, wywnioskował iż nie wiem o co chodzi, więc pospieszył z wyjaśnieniami.
- Przeprowadzamy się - wzruszył ramionami jakby mówił, "ładna dziś pogoda" .

- G-gdzie ? - wydukałam nieco zdziwiona i zaskoczona.

- Spokojnie. Jakby to powiedzieć.. Bliżej Twojej okolicy i liceum, do którego się przepisaliśmy.

- Będziecie chodzić do mojego liceum ? - spytałam, gdy dotarł do mnie sens wypowiedzianych przez niego słów.

Potwierdził skinieniem głowy.
- Kate na humana, a ja na matematyczno-fizyczny. Oczywiście z tym zastrzeżeniem, że ja do drugiej a ona pierwszej klasy.

- A to oznacza, że będzie chodzić ze mną do klasy. A Ty.. Do klasy Maxa - myślałam na głoś, stukając się delikatnie palcem po podbródku.
- Prawdopodobnie tak - uśmiechnął się, jednak uśmiech zniknął szybko i jego miejsce zastąpił grymas, który już tak dobrze zdążyłam poznać.

- Rusz tyłek ciołku! - dobiegł mnie głos blondynki, która stała w progu swojego pokoju .

- Witam Cię siostro - odparł ze stoickim spokojem po czym odwrócił się i przez ramię dorzucił :
- Żegnam Cię siostro i Ciebie Melisso.

I już go nie było. Usłyszałyśmy odgłos zamykanych drzwi całkiem niedaleko od pokoju, w którym się znajdowałyśmy.

- Przepraszam za bałagan.. - wymamrotała dziewczyna omiatając wzrokiem pokój zapełniony pudłami.

- Nic się nie stało. Nie przejmuj się tym. Sama wiem jak to jest, jak się przeprowadza.

- Och. No tak.. Ta pepla wszystko wygada - wymruczała pod nosem dziewczyna siadając na brzegu łóżka - Stuprocentową pewność, że nikomu nic nie wygada mam do Akity.

W tej samej chwili, pies jakby usłyszał swoje imię i stukając pazurami o panele wkroczył do pokoju.
Usiadł na tylnych łapach pomiędzy mną a Kate, nastawił uszy i podkulił pod siebie ogon. Ciemnymi oczami spoglądał to na swoją panią, to na mnie, aż w końcu wstał i w jednej chwili znalazł się za Kate na łóżku, kładąc pysk na przednich łapach.

- Zachowuje się zupełnie jak mój pies - powiedziałam sama do siebie, jednak usłyszała to Kate i stwierdziła jednocześnie zdziwiona i zaciekawiona, z szerokim uśmiechem na twarzy:

- Nie wiedziałam, że masz psa. Jaka rasa i jak się wabi ?

- Syberyjsky Husky. Sivil się zwie.

Od tego się zaczęło. Zamieniłyśmy lekcję gitary na rozmowę. O wszystkim i o niczym .

* * *

Wieczorem, gdy słońce chyliło się ku horyzontowi, siedziałam na moim ulubionym miejscy w pokoju Annabell. Taka.. Parapeto-kanapa, że tak powiem. U mnie w pokoju jest to samo.
Gdy przyszłam do niej, niespełna pół godziny wcześniej, dostałam parujący kubek gorącej czekolady a Ann otrzymała informację, która - jak to zastrzegłam na samym początku - nie podlegała dyskusji.

- Rozmawiałam z rodziciami .. - zaczęłam, na co Ann zrobił tę swoją zaciekawioną minę mówiącą "Mówisz interesująco. Proszę, mów dalej" - I zgodzili się, żebyś jechała z nami na weekend do cioci - skończyłam z szerokim uśmiechem .

Oczy mojej przyjaciółki rozszerzyły się ze zdumienia.
- Ale ..

- Żadnego ale! - przerwałam jej - Jedziesz ze mną i koniec kropka. A teraz pozwól, że pójdę porozmawiać z Twoją mamą na temat Naszego wyjazdu.

Z zadziornym uśmieszkiem na ustach wstałam ze swojego miejsca, ominęłam nadal oniemiałą Annabell i podążyłam do kuchni, gdzie jak przypuszczałam znajdowała się jej rodzicielka .


_____________________________________
* Beleth i Azazel – bohaterowie książki Ja, Diablica (K.B. Miszczuk). Jeden z nich nosił na szyi wisiorek z zawieszonym skrzydłem anioła. (nie pamiętam, który)

Witam po dwóch tygodniach przerwy ! ^^
No cóż.. Mam nadzieję, że rozdział się spodoba :3

Ps. Zapraszam na mojego drugiego bloga : theory-of-deadman.blogspot.com

Miłego wieczora, Malinowa. :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zawieszenie.
Tydzień / 2 tygodnie.


Przepraszam.
 

 
- Nie tak! Wszystko nie tak! Panie Simons! Proszę na scenę! - głos profesor Perco docierał do uszu każdego z obecnych w auli.

- Nie - chłopak założył buntowniczo ręce na klatce piersiowej i wyciągnął przed siebie nogi - Nie mam zamiaru grać TAKIEJ roli.

- Co ma pan na myśli, mówiąc o TEJ roli? - każdy z obecnych mógł poczuć prawie namacalnie, jak poziom irytacji i gniewu wzrasta w profesorce.

- To, że postać którą mi pani zaproponowała, zupełnie nie odpowiada moim wymaganiom. O umiejętnościach już nie wspominając!

- A jakich potrzebuje pan umiejętności, aby zagrać rolę księdza?!

- Najwyraźniej jakichś potrzebuje .. - rozległ się ironiczny głos, połączony z prychnięciem tuż za nauczycielką.

- McKenzie! Co pan powiedział?!

- Że tutaj obecny Oliwer Simons, najwyraźniej potrzebuje jakichś niezwykłych umiejętności do odegrania roli księdza.. A raczej Ojca. Ojca Laurentego. - powiedział niezrażony chłopak, jednak z nutką ostrożności w głosie.

- Czyli uważa pan, że pan osobiście zagrałby tę rolę lepiej ?

- Tego nie powiedziałem, ale ..

- A więc niech będzie! - gestem ręki uciszyła Kevina, który właśnie otwierał usta, aby coś powiedzieć - Kevin zostaje obsadzony w roli Ojca Laurentego a Oliwer.. Merkucja. A teraz, skoro ta kwestia została już rozstrzygnięta, zajmijmy się pozostałymi postaciami, ponieważ Szekspir nie skupiał się tylko na mężczyznach. Kluczową rolę w tym dramacie odgrywa bowiem kobieta. Kobieta imieniem Julia..

* * *

- Cofam to! Cofam moje słowa, że Twój pomysł z wystawieniem sztuki Szekpira był genialny - jęczał mi Jacob za uchem, kiedy to chwilę temu profesor Perco obwieściła jego klasie "wspaniałą nowinę" .
Z racji tego, że moja klasa a w tym i Chrisa, jest na profilu humanistycznym, a dodatkowo naszą wychowawczynią jest nauczycielka języka polskiego, z obowiązku musimy wziąć udział w wystawieniu sztuki.
Zaś klasa Jake'a, który również jest na profilu humanistycznym, została "zmotywowana" (żeby nie użyć słowa zmuszona) do wzięcia w tym udziału.
"Niedługo ukończycie liceum! Wypada, abyście zaszczycili imię szkoły, swoim pozytywnym nastawieniem zarówno do sztuki jak i przedmiotu!" . Był to początek długiego monologu profesorki, gdy prowadziła lekcje ze swoją klasą. (Tak, profesor Elizabeth Perco jest wychowawczynią Jacoba).
Nie muszę chyba mówić i uświadamiać co po niektórych, o tym, jaką radość ta informacja wywarła na uczniach klasy 2 b ? Dla większości na szczęście, dla niektórych - na nieszczęście, tylko kilka osób będzie występować, zaś reszta (podobnie jak z mojej klasy) pomagać będzie przy robieniu dekoracji.

- No stary.. - Max poklepał przyjaciela po ramieniu - Będziesz sławny! Aż sam Ci zazdroszczę. Taki zaszczyt Cię spotkał, czyż to nie cudowne?

- Max.. Uważaj na słowa, których za krótką chwilę możesz pożałować - warknął blondyn przez zaciśnięte zęby.

- Nie bij! - Max odważne schował się za swoją dziewczyną a wychylając się z ponad jej ramienia dorzucił :
- Romeo! Czemuś Ty jesteś Romeo?

- Liczę do trzech.. Jeżeli w tym czasie z mojego pola widzenia nie zniknie Twoja wykuwiście piękna twarzyczka, to słowo daję, że nie będzie już tak piękna. Jeden.. - jeden głęboki wdech - Dwa.. - drugi głęboki wdech, podczas którego Max ucałował Ann w policzek i zniknął za rogiem szybciej niżbym przypuszczała rzucając przez ramię "Roomeoo!" - Trzy. Boże daj mi cierpliwość, żeby nie uszkodzić go poważniej - mruknął Jake i powędrował za przyjacielem.

- Czy Ty też uważasz, że oni zachowują się momentami jak dzieci ? - zagadnęła mnie Annabell, gdy sylwetka chłopaka zniknęła za rogiem .

- Kochana! Ty jeszcze nie wiesz do czego oni są zdolni.. Nie byłaś jeszcze z nimi na mieście. Z nimi wstyd się pokazać w miejscu publicznym!

- Ej.. Ty weź mnie nie strasz - powiedziała, a ja dostrzegłam jak jej źrenice w jednym momencie robią się coraz szersze - Nie mówisz serio, prawda? Powiedz, że nie mówisz serio..

- Ee.. Zapytaj o to Maxa. Jestem strasznie ciekawa jego odpowiedzi - odparłam z szerokim uśmiechem na twarzy, co przyjaciółka skwitowała tylko cichym prychnięciem pełnym dezaprobaty -A jak wam się układa? Cały czas prawie jesteś z Maxem, więc jakoś nie było chwili żebym zapytała.

- Jest.. Jest całkiem znośnie - spojrzałam na nią z wysoko podniesionymi brwiami, więc zaraz się zreflektowała :

- Ehh. On jest cudowny. Uroczy. Słodki. Czuły. Troskliwy..

- I ten rozmarzony wyraz twarzy, gdy tylko o nim wspomnisz.. - zacytowałam ją, kiedy powiedziała mi tak samo jak rozmawiałyśmy na temat "Jacob i Melissa, już przyjaciele ale czy też para?". Dostałam za to porządnego kuksańca w bok, co tylko wywołało szeroki uśmiech na mojej twarzy.

- Czepiasz się szczegółów moja droga. Ot co! - odparła zadziornie, również się uśmiechając.

- Szczegóły, szczegółami a my odbiegłyśmy ciut od głównego tematu. Powiedz mi.. Jesteś z nim szczęśliwa ?

- Uśmiecham się nawet wtedy, gdy nie mam na to najmniejszej ochoty. Potrafi wywołać u mnie śmiech jednym gestem, jednym słowem. Gdy go widzę, czuję.. Czuję jakbym odnalazła brakującą część siebie. Czuję się przy nim niezwykle.. Inaczej niż przy kimś innym i nie chcę, żeby ktokolwiek zastąpił jego miejsce. Ale..

- Ale co ? - spytałam momentalny, gdy w jednej chwili wyraz jej twarzy diametralnie się zmienił.

- Ale obawiam się, że jest za cudownie. Że ja na niego nie zasługuję. Że to tylko złudzenie. Że będę.. Że on będzie tego żałować . Że to się skończy i całość pryśnie niczym mydlana bańka..

- Ktoś kiedyś powiedział, że nie warto żałować rzeczy, które wywołują uśmiech na naszej twarzy i radość w sercu . Nie przerywaj - uciszyłam ją gestem ręki, zasłaniając usta dłonią, gdy chciała to skomentować - Poza tym, czemu przejmujesz się tym wszystkim na zapas? Nie sądzisz, że za bardzo wybiegasz naprzód z tym wszystkim? Żyj chwilą i ciesz się tym co masz, a reszta..
Reszta sama się ułoży, a niedopowiedziane elementy dopisze za was życie.

I gdy zdjęłam swoją dłoń z ust przyjaciółki, nie musiałam więcej powtarzać tego gestu, bowiem ona sama na przemian zamykała i otwierała usta nie wiedząc co powiedzieć.
Trwało to dobrą chwilę, a gdy ponad naszymi głowami rozbrzmiał dźwięk dzwonka, Annabell nadal niewiedząca co odpowiedzieć odeszła w kierunku swojej klasy a ja swojej.

* * *

- To co teraz gramy ? Teraz Ty wybierasz i nie przyjmuję odmowy! - dziewczyna siedząca naprzeciw mnie na tarasie, miała zadowolony z siebie uśmiech, który nie schodził jej z twarzy od dłuższego czasu.

- Gotten? - rzuciłam pierwszą propozycję, która przyszła mi do głowy.

- Jasne. Czemu nie - zgodziła się z szerokim uśmiechem i ustawiła palce na odpowiednich progach gitary - Gotowa? - kiwnęłam głową, odpowiadając niemo "tak" - To zaczynamy.

Zarówno jej palce, jak i moje, początkowo delikatnie szarpiąc struny stopniowo przyspieszały, tworząc idealnie harmonijną melodię tak dobrze znanej mi piosenki.
Jednak, gdy pierwsze pociągnięcia moich strun rozpoczęły solówkę dźwięki gitary Kate jakby przycichły dając mi pełną swobodę ruchów. Spojrzałam na nią, lecz ona tylko szeroko się uśmiechnęła więc skupiłam się na grze.
Ostatni ruch kostką. Ostatnie szarpnięcie struny. Ostatni wydobyty ze struny dźwięk. Po tym wszystkim wystąpiły.. Oklaski?

Obróciłam głowę w stronę, z której dochodził dźwięk.

- No no. Widzę , że uczeń przerósł mistrza - źródło dźwięku : Tom. Z cwaniackim uśmiechem, z nieładem na głowie i niedbale oparty był o framugę drzwi prowadzących na taras, gdzie przebywałam z Kate podczas dzisiejszej lekcji gry na gitarze.

- Czy mówiłam już jak bardzo lubię, gdy zakłócasz spokój naszych lekcji? - ze sztucznym uśmiechem przyczepionym do twarzy, Kate odwróciła się w stronę brata.

- A czy mówiłem już, jak mnie to bardzo nie obchodzi? - przedrzeźniając siostrę, z czarującym uśmiechem usiadł obok mnie, przysuwając sobie krzesło - Nie musisz mnie lubić. Mam Melissę - pokazał dziewczynie wyciągnięty język, przypominając mi w tym momencie oburzone małe dziecko.

- Hola hola! Kto powiedział, że ona jest Twoja ?

- No jak to kto ? Ja? Pomyśl trochę i nie potwierdzaj stereotypu, że blondynki na serio są głupie - postukał się delikatnie w czoło, co sprawiło, że dziewczyna mimowolnie zacisnęła dłoń w pięść.

- Odezwał się ten, którego włosy wcale nie są koloru "blond" - rozluźniła zaciśniętą w pięść przez tę krótką chwilę dłoń i ciągnęła dalej :
- A teraz będę niezmiernie wdzięczna, jeżeli zabierzesz stąd swój tyłek i wrócisz do własnego świata, który kręci się wokół bmx'a, deski i Bóg jeden wie czego jeszcze.

- Zazdrościsz i mówiąc tak próbujesz się tym tylko dowartościować, moja droga, kochana siostro. Zgadłem, czy może błędnie odczytałem te błyskawice w Twoich oczach?

- Wyjdź mi stąd, bo jeszcze chwila i pożałujesz pięknisiu!

I jedyne co zdążyłyśmy jeszcze zobaczyć to trzęsące się ze śmiechu ramiona chłopaka, gdy przekraczał drzwi prowadzące go głębi domu.

* * *

- Dobiega koniec października a Ty już potrzebujesz kolejnej pary butów? Wytłumacz mi to proszę Gabriello, bo nie wiem jak to się stało.. - spokój mojej mamy był zadziwiający, gdy rozmawiała z moja młodszą siostrą.

Gdy weszłam do domu z plecakiem zarzuconym na dwa ramiona i do tego pokrowcem z gitarą, usłyszałam tylko głośne i przeciągłe "Ależ mamooo!".

- Co się dzieje ? - zaciekawiona prowadzoną dyskusją, wkroczyłam do salonu, podbierając uprzednio butelkę wody mineralnej z lodówki.
Spojrzałam pytająco na mamę, lecz ona przeniosła tylko wzrok na moją siostrę i gestem ręki zachęcając do wyjaśnień.


- No i tak to się stało - Gabriella zakończyła opowieść, którą można było zatytułować "Trampki - życie i twórczość" - I jak sama widzisz mamo, to nie do końca tylko moja wina

- To może Twoja koleżanka dołoży się do kosztu nowych butów? - spytała moja rodzicielka, przymykając powieki i wypuszczając z płuc powietrze.

- To ja was zostawiam samych i udaję się do mej samotni. Czytajcie : moje małe królestwo na piętrze. - wtrąciłam się i wymknęłam się z pomieszczenia, chwilę później przekraczając próg pokoju.

Spoglądając na plan lekcyjny wiszący na dużej tablicy korkowej przyczepionej na ścianie nad biurkiem, uśmiechałam się sama do siebie. Normalni nastolatkowie, chodzący do szkoły tego nie robią, prawda? Nie cieszą się patrząc na swój plan lekcyjny. Jaki był więc powód mojej owej radości i samozadowolenia?

Otóż, przed próbą do przedstawienia, mojej nauczycielce, z którą miałam mieć lekcję wyskoczyło nagle ważne spotkanie gdzieśtam w sprawie jakiejśtam . Korzystając z tego, że mieliśmy okienko zrobiłam wszystkie zadania domowe, jakie miałam zadane na dzień następny. Tak więc, miałam wolną resztę popołudnia i wieczór i zamierzałam do wykorzystać.


* * *

- No więc mówisz, że Jake będzie Romeem? Tak to się odmienia? To w sumie dziwne słowo.. Imię jest - dumała Annabell idąca po mojej lewej stronie.

- Tak. Jacob został obsadzony w roli Romea - westchnęłam, gdy dziewczyna skończyła swój monolog.

- A Ty w roli Julii.. To podejrzane. Podejrzanie podejrzane. - zastanawiała się na głos moja przyjaciółka, a gdy posłałam jej Spojrzenie, zrobiła typową dla siebie minę niewiniątka - No co tym razem zrobiłam, hę? Ja się tylko zastanawiam nad ciekawym zbiegiem okoliczności z jakim mamy tutaj do czynienia.

- Zbieg okoliczności? Nie sądzę - pokręciłam przecząco głową, idealnie naśladując przyjaciółkę, która często (stanowczo zbyt często) używała tego zwrotu.

- Ale czy można zbiegiem okoliczności nazwać sytuację, w której dziewczyna (w tym wypadku Lisa), która odgrywać miała główną rolę Julii, złamała nogę i to właśnie Ciebie wzięto na jej miejsce ? A może to nie zbieg okoliczności a przeznaczenie ?

- Annabell..

- Tak się zastanawiam.. Czy wy się pocałujecie? Tak.. W usta? Na oczach całej szkoły? - gestykulując rękoma, chciała unaocznić wizję tejże sceny – ciągnęła dalej całkowicie mnie ignorując.

- Ann.. - czułam, że jeśli jej nie powstrzymam wpadnie na osobę idącą z naprzeciwka. Problem polegał na tym.. Że to było prawie niewykonalne zadanie.

- A co na to Perco? Ona absorbuje ten pomysł? A jeśli.. - urwała zdanie, wpadając na chłopaka, przed którym chciałam ją ostrzec. Jednak przyjrzawszy się uważniej zauważyłam, że z tego nie wyniknęło w sumie nic złego - Przepraszam. Aczkolwiek.. W Twoje ramiona mogłabym tak wpadać cały czas - wymruczała uśmiechając się delikatnie do blondyna, nadal ją obejmującego.

- Za to ja Ciebie mógłbym tak trzymać bez przerwy - uśmiechnął się, tuląc do siebie moją przyjaciółkę.

- Jakie to słodkieeee! - przyłożyłam dłoń do ust udając znudzenie, po czym zaprezentowałam obrazek "rzygam tęczą".

- O! Cześć Mel! - chłopak, jakby teraz mnie zauważył i uśmiechnął się jeszcze szerzej niż dotychczas.

- Witam Cię, Max - przywitałam się, także "zakładając" na twarz uśmiech - Co tam u Ciebie ciekawego, bądź też nie?

- A jakoś leci. Nie narzekam. A co u Ciebie ? - mówiąc to, zaczął się bawić kosmykami włosów Annabell.

- Także nie narzekam.

Rozmowa potoczyła się dalej i już nie staliśmy pośrodku chodnika, a siedzieliśmy na trybunach przy naszym szkolnym boisku. Rozmawialiśmy na wszystkie tematy jakie tylko przyszły nam do głów, oglądając w tym samym czasie rozgrywający się mecz.

Po tym, jak minęła przerwa po pierwszej połowie meczu wszyscy troje obróciliśmy się do tyłu słysząc długie, głębokie westchnięcie i ciche przekleństwo, z ust blondyna, który opadł na ławkę za nami.

- Jaki wynik? - jego głos był suchy, beznamiętny, a oczy pozbawione tych charakterystycznych dla niego błysków.

- Trzy dwa, dla czarnych. A to wszystko tylko dlatego, że obrońca strzelił gola.. Własnej drużynie - Max prychnął z pogardą, przyglądając się, rozgrywającej się akcji na boisku.

- Kretyn - rzucił tylko Jake i ułożywszy ramiona na kolanach oparł głowę na dłoniach zaciśniętych w pięści.
Kilkanaście minut później, wynik meczu diametralnie się zmienił, co oczywiście nie obyło się bez komentarza Jacoba lub też Maxa. Aczkolwiek ich komentarze obecne były przez całą drugą połowę ... "Co Ty odpierdzielasz?!" (Max stwierdził, że przy Ann postara się powstrzymać od przekleństw) ; "To piłka, kretynie! Takie małe okrągłe coś do kopania a nie łapania, geniuszu!" i inne podobne teksty.

- Ten bramkarz chyba pomylił się z powołaniem. Bardziej widziałbym go w roli primabaleriny czy coś, patrząc na jego wygibasy na boisku! - z irytacją w głosie, Max oceniał każdego z zawodników.

- Wyluzuj kocie - Ann próbowała go uspokoić, co przyniosło oczekiwane rezultaty. Ta to potrafi na niego działać.. Nie ma co .

- Dla Ciebie wszystko, mała - nachylił się w jej kierunku, z zamiarem dania jej całusa w usta, co zostało przez nią odwzajemnione.

- No, ale żeby tak przy ludziach.. - jęknął Jake, patrząc na siedzącą przed nim parę.

- A co zazdrosny? - rzucił Max, z zadziornym uśmiechem na twarzy obejmując jednocześnie w pasie Ann - Ja przynajmniej robię to legalnie - w jego głosie słychać było nutkę ironii i drwiny, tak jakby chciałby mu coś przez to przekazać.

- Max, zamknij się. Dobrze Ci radzę, żebyś trzymał język za zębami, zanim czegoś za dużo nie powiesz - warknął Jake, gdy tylko jego przyjaciel powiedział ostatnie zdanie.

- A jak nie to co? - spytał zaczepnie, jego rozmówca.

- Zaraz sam się przekonasz .. - w tym momencie niebieskooki zaczął się delikatnie podnosić z ławki a jego dłoń mimowolnie zaciskać w pięść. Nie mogłam nie zainterweniować.

- Jake, spokojnie. Usiądź - wstałam ze swojego miejsca i kładąc mu ręce na ramiona zaczęłam ściągać w dół. Po chwili siedział, ciskając błyskawicami z oczu w stronę Maxa.

- Stary. Co Ci dzisiaj się stało ? - w głosie przyjaciela zniknęła drwina i ustąpiła miejsca trosce (?) .

- Nic - odparł nie próbując włożyć w to najmniejszych starań - Zajmij się lepiej swoją dziewczyną (z naciskiem na swoją) a mnie daj spokój z łaski swojej .

- Dobra, dobra! Wyluzuj ! - Max podniósł ręce w obronnym geście, wywracając przy okazji oczami.

- To nie ma sensu.. - mruczał pod nosem Jacob zaciskając kciuk i palec wskazujący na wewnętrznych kącikach oczu - Ja się będę zbierać. Udanego dnia życzę - pożegnał się z wymuszonym uśmiechem i włożywszy ręce do kieszeni skierował się do wyjścia z boiska.

- Mel .. - zaczął Max, gdy sylwetka blondyna zniknęła z naszego pola widzenia.

- Tak ? - obróciłam głowę w jego stronę.

- Mam do Ciebie ogromną prośbę..

- Jasne - od razu zrozumiałam o co mu chodzi, więc wzięłam tylko mój telefon od przyjaciółki, która chętna była do przetrzymania go gdy tylko wyszłyśmy z domu. Jaki był tego cel? Nie mam pojęcia - Miłego siedzenia, gołąbeczki - pożegnałam się i udałam się do wyjścia z boiska.

Sylwetki chłopaka nie sposób było nie zauważyć, gdy wolnym krokiem zbliżał się do wyjścia. Biały t-shirt doskonale był widoczny z odległości, w której się znajdowałam. Schowałam telefon do tylnej kieszeni spodni i przyspieszyłam kroku. W momencie, gdy chłopak dotarł do wyjścia zdążyłam go złapać za ramię.

- Czego kurw.. O. To Ty - zaczął ostro, lecz gdy zobaczył kto go zatrzymał zareagował trochę mniej wulgarnie - Sorry. Myślałem.. Z resztą nieważne.

- Niby nieważne a jednak ważne. Co Cię dzisiaj ugryzło? - spytałam krzyżując ramiona na klatce piersiowej.

- Dłuższa historia a ja wątpię, że chcesz poświęcić mi swój czas - rzucił i odwrócił się na pięcie .

- Dzięki. Serio, wielkie dzięki, że tak mnie traktujesz - powtórzyłam jego gest i zaczęłam iść w kierunku przeciwnym do jego.

Nagle poczułam, że mnie zatrzymuje łapiąc za dłoń. Chwycił mnie za ramiona i obrócił tak, żebym stała twarzą do niego.
Początkowe unikanie patrzenia prosto w jego oczy się sprawdzało, do momentu gdy uniósł mój podbródek i zmusił, żebym spojrzała.

- Przepraszam ? - jego niebieskie oczy szukały czegoś w moich oczach. Jakiejś iskierki, że jednak się nie gniewam - Mel. Nie gniewaj się. Jesteś osobą, na której mi zależy i nie chciałbym, żeby przez mój zjebany humor to się rozpadło.

- Wiesz.. Masz w sobie "to coś" co nie pozwala mi się na Ciebie długo gniewać - odpowiedziałam po krótkim zastanowieniu, na co blondyn mnie przytulił i przez dłuższą chwilę nie wypuszczał z objęć - To co, opowiesz w końcu co takiego się stało?

- Jeżeli chcesz i nie poczujesz, że to zmarnowany czas.. - zgodził się w końcu, wypuszczając mnie z objęć.

- Czas z Tobą nigdy nie uważałam za zmarnowany - wyszeptałam najciszej jak mogłam i zaczęłam słuchać opowiadania Jacoba.

Piętnaście minut później siedząc na ławce w parku, rozmawialiśmy na każdy z możliwych tematów, nie poruszając jednak tego dotyczącego humoru Jake'a.

- Więc.. Romeo - zaczęłam na co z ust Jake'a wydobyło się długie westchnięcie - Po raz drugi przyszło nam udawać parę.

- Ju.. Julio? - spytał zaskoczony, gdy dotarł do niego sens moich słów.

- Zgadza się. Zagram Julię Kapulet- przytaknęłam z uśmiechem, który sam "wypłynął" na moją twarz.

Chłopak uśmiechnął się tylko od ucha do ucha i po raz drugi tego popołudnia mnie przytulił.
W tym samym czasie w głowie chłopaka pojawiła się tylko jedna myśl. Jedna myśl dotycząca szatynki, którą trzymał w ramionach.

"Tak bardzo chciałbym zebrać się na odwagę i zrobić tak, żeby nie musieć udawać z Tobą pary .. Żeby to stało się rzeczywiste"


_______________________________

Cześć c:

Już 24 rozdział .. Jak to zleciało. XDD

No ale do rzeczy. Kolejny w miarę możliwości za tydzień (w porywach do dwóch).

Udanego piątku życzę. ^.^
 

 
Rozdział 23.

Kiedyś ktoś powiedział, że błąd jest rzeczą ludzką . Ale czy prawdą jest twierdzenie "Uczymy się na błędach", jeżeli wciąż powtarzamy ten sam błąd, nie wyciągając z tego żadnych wniosków ?
Być może chodzi o to, że gdy zrobimy coś złego wobec innej osoby, albo ona zrobi coś nieodpowiedniego wobec nas, musimy nauczyć się przebaczyć. Przebaczyć i tej osobie i sobie samemu .
Ale co, jeśli nie możemy znaleźć w sobie tej odwagi ? By przemóc się, żeby powiedzieć, chociażby niby banalnie proste "przepraszam" ?
Niektórzy powiedzą "Zostaw to tak jak jest. Niech się samo w końcu rozwiąże". Jednak inny NIGDY nie odpuszczą tak łatwo, jeśli naprawdę im na czymś zależy .
Idealnym przykładem walki o coś, na czym naprawdę komuś zależy są moi rodzicie . Niespełna tydzień temu, ostro się pokłócili. O zwykłą błahostkę, ale wynikło z tego tyle, że od tamtego dnia mój tata okupuje kanapę, do pracy wychodzi wcześniej niż zazwyczaj mijając się tylko w kuchni z mamą - robiąc poranną kawę.

Od wczorajszego wieczora, po rozmowie z tatą wiedziałam, że dziś ma zamiar zrobić coś, co jak sądził uda mu przekonać mamę, żeby mu wybaczyła. W związku z tym Gabriella dostała pozwolenie na nocowanie u swojej koleżanki z klasy - Cassidy, a ja dostałam pieniądze na kino "z przyjaciółką" jak to sam stwierdził. Po wyjściu ze szkoły, a przed wyjściem do kina miałam pomóc przygotować mu "romantyczną kolację, niczym w najlepszej restauracji we Francji". Czemu akurat restauracja we Francji ? Tego nie wiem dokładnie, jednak przypuszczam, że ma to związek z tym, że to właśnie tam poznali się moi rodzice.

Rozmyślając o dzisiejszym dniu i planach taty względem mamy, leżąc na łóżku mogłam z czystym sumieniem stwierdzić, że nie mam najmniejszej ochoty na to, aby wstać z mojego legowiska . Niechęc do wstania pogłębiła się, gdy tylko spojrzałam na widok za oknem . Całą powierzchnię nieboskłonu pokrywały ciemnoszare burzowe chmury .

"Nie ma co. Pogoda na dziś zapowiada się wyśmienicie" pomyślałam i przykryłam się ciemnoszarą kołdrą po czubek głowy, chowając się przed światem. Światem, który dzisiejszego dnia utonął w szarości.
"Raz kozie śmierć" - z taką myślą, energicznym ruchem zrzuciłam z siebie okrycie, wyskoczyłam z łóżka i rzucając przelotne spojrzenie na okno, wkroczyłam do łazienki.
Po porannej toalecie, gdy moje włosy schnęły w turbanie na głowie zrobionym z ręcznika, zaścielałam łóżko, sprawdziłam, czy niczego nie zapomniałam spakować (stary nawyk pakowania się wieczorem) i z powrotem podążyłam do łazienki. Starannie wysuszyłam włosy, zrobiłam lekki makijaż i wróciłam do pokoju. Z szafy wyciągnęłam czarne rurki i szary podkoszulek.

- Dzień dobry - rzuciłam, gdy weszłam do kuchni i dostrzegłam mamę siedzącą przy stole a obok niej Gabriellę.

- Dzień dobry - odpowiedziały jedna po drugiej .
Nalałam pomarańczowego soku, do wysokiej szklanki, z lodówki wzięłam jogurt i usiadłam naprzeciw mamy.

- Jakie plany na dziś? - dobiegło mnie pytanie mamy, gdy dostrzegłam, że z pojemniczka zniknęła połowa jego zawartości.

- Szkoła. Dom. Obiad. Nauka. Kino. Dom. - odparłam beznamiętnie.

- Oj. Coś widzę, że wstałaś z łóżka chyba lewą nogą - poczułam na sobie skupione spojrzenie rodzicielki.

- Ta pogoda mnie dobija - wymamrotałam z łyżeczką w ustach , skupiając wzrok na widoku za oknem.

- Nie warto się łamać! Po każdej, nawet najgorszej burzy, musi w końcu wzejść słońce, więc nie martw się. A nóż widelec może jutro będzie ciepło i słonecznie?

Optymizm mojej mamy : Włączony.

Spoglądałam na czynności wykonywane przez moją mamę - włożenie talerzyka do zmywarki, umycie kubka po kawie własnoręcznie.

- Czemu tak ? - spytałam, gdy wycierała kubek z wody.

- Nie rozumiem do czego odnosi się Twoje pytanie
- schowała naczynie do szafki.

- Czemu zawsze kubek, TYLKO kubek myjesz ręcznie, a resztę naczyń wkładasz do zmywarki ?

Mama wzruszyła tylko ramionami, a po krótkim zastanowieniu dostałam swoją odpowiedź.
- Z przyzwyczajenia .

- No to żeś mi duużo wyjaśniła . Naprawdę. - prychnęłam sarkastycznie zniekształcając w dłoniach pudełko po jogurcie - A teraz żegnam miłą panią, ponieważ nie chcę się spóźnić do szkoły. Miłego dnia życzę - cmoknęłam rodzicielkę w policzek i ruszyłam na piętro do mojego pokoju.

Swoje kroki od razu skierowałam do łazienki, żeby wyszczotkować zęby. Po zakończonej czynności, plecak zarzuciłam na jedno ramię i wolną ręką zagarnęłam przygotowaną wcześniej szarą bluzę firmy Nike.
Sznurując obuwie w przedpokoju, przez okno na przeciwległej ścianie dostrzegłam chylące się od silnych podmuchów wiatru, czubki wysokich zielonych świerków na podwórku państwa Ross.
Po zakluczeniu drzwi wyjściowych upewnieniu się, że wszystkie najpotrzebniejsze na dziś rzeczy mam ze sobą, wybrałam ulubioną playlistę i ruszyłam w drogę do szkoły.

Pomimo silnych podmuchów wiatru, nie odczuwałam zbytnio zimna. A wręcz przeciwnie.
Było duszno i parno. Bardzo.
Nim się obejrzałam, przeminęła jedna czwarta mojej playlisty, a mnie zostało zaledwie kilka minut drogi do szkoły.
"Tylko ja potrafię mieć takie szczęście" - mruknęłam pod nosem, gdy pierwsza kropla deszczu spadła mi na czubek głowy. Po niej pojawiły się następne, a ja zmuszona zostałam do ubrania bluzy . Zarzucając plecak na plecy, coś mi nie pasowało więc spojrzałam po sobie i stanęłam w miejscu.
Szara bluza z Nike z mojej szafy, wyjęta dzisiejszego ranka ... Nie była moja. Za to ja doskonale wiedziałam do kogo należy.

- Ładna bluza - przywitał mnie dobrze znany mi głos, a gdy się odwróciłam dostrzegłam szeroki uśmiech i parę oczu skupionych na mnie, z charakterystycznym błyskiem.

- Jeśli chcesz, to nie ma problemu. Mogę Ci ją zwrócić, chociaż miałam , a raczej powinnam to zrobić w wakacje. Ale skoro teraz ją mam przy sobie nic nie stoi mi na przeszkodzie, żeby .. - zaczęłam się rozgadywać, jednakże czyjaś ręka na moich ustach, wyraziła stanowcze zaprzeczenie mojego towarzysza.

- Wyluzuj, kocie. - zdjął rękę z moich ust - Jeśli ktokolwiek miałby nosić moje ciuchy, to pewne jest to, że powinnaś być to Ty. Swoją drogą.. Do twarzy Ci w niej - przy wypowiadaniu ostatniego zdania, poczułam jak cieplejsze robią się moje policzki - A z tymi rumieńcami wyglądasz niemal jak anioł - szepnął mi do ucha nachylając się w moją stronę.

- Dziękuję - wymamrotałam, tak cicho, że ledwo mnie było słychać.

- Nie musisz dziękować . Ja tylko stwierdziłem fakt. - uśmiech, który posłał mi Jacob, niejedną dziewczynę wprawiłby w szybsze bicie serca. W tym także mnie .

Spojrzałam na swoje buty, potem na zegarek a zaraz po tym na schody prowadzące na piętro naszej szkoły. Jake jakby czytał mi w myślach, chwycił delikatnie moją dłoń w swoją i poprowadził na górę.

- Co teraz masz ? - dobiegło mnie Jego pytanie, pośród zgiełku i rozgadanego korytarza, którym właśnie szliśmy.

- Historię sztuki. A Ty?

- WOK - odparł, a gdy zobaczył moje pytające spojrzenie wyjaśnił :

- Wiedza O Kulturze.

- Nie mogłeś tak od razu ? - zaśmiałam się, jednak mój śmiech utonął w dźwięku rozbrzmiewającego nad naszymi głowami dzwonka - O ile się nie mylę, Ty lekcję masz w innej części szkoły, niż ja .. Więc czemu idziesz razem ze mną? - Spytałam, gdy dźwięk rozpoczynający lekcję przestał dzwonić.

- Myślałaś, że pozwolę swojej dziewczynie samej przemierzać ten korytarz ? Chciałabyś.

- Spóźnisz się tylko na lekcje przeze mnie.. - mruknęłam, odgarniając jednocześnie włosy spadające mi na oko.

- Tak szybko chcesz się mnie pozbyć? - zmienił wyraz twarzy z uśmiechniętej - do smutnej.

- To nie tak, że chcę się Ciebie pozbyć. Jednakże jako "Twoja dziewczyna" troszczę się o Ciebie i nie chcę, abyś przeze mnie dostał uwagę od nauczyciela za to, że mnie odprowadzałeś - wyjaśniłam, robiąc cudzysłów w powietrzu przy wymowie "Twoja dziewczyna"

- I Ty myślisz, że oni mi coś zrobią jeśli spóźnię się tę krótką chwilę? - zaśmiał się, przystając obok mnie, niedaleko mojej klasy - Przyzwyczaili się już do tego prawie wszyscy nauczyciele - uśmiechnął się od ucha do ucha - A więc zapewniam Cię, że nic a nic mi się nie stanie.

- No ja mam nadzieję - uśmiechnęłam się, po czym przysunęłam twarz w jego stronę, niczym do pocałunku, jednak w ostatnim momencie obiema rękami zaczęłam czochrać jego włosy. Na co Jake, stanął oburzony i zmierzchwił dłonią włosy, które teraz były w artystycznym nieładzie.

A to wszystko moja zasługa! Ha! Uśmiechnęłam się czule w jego stronę, a w duszy pogratulowałam sobie takiego rozegrania sprawy.

- Jesteś niemożliwie zaskakująca - odwrócił głowę w moją stronę mówiąc to - Ale podoba mi się to. Lubię dziewczyny z takim charakterem - mrugnął do mnie jednym okiem, po czym spojrzawszy ponad moim ramieniem w jednej chwili spoważniał - Dzień dobry panie profesor.

- Jacob - profesor powitał go skinieniem głowy - Czy Ty nie powinieneś mieć czasem lekcji z panem Blore'em?

- Oczywiście ma pan rację. Jak zawsze z resztą - delikatnie uniósł oba konciki ust w górę - Życzę miłej lekcji. Panie Profesor, Mel - ukłonił się teatralnie i..

I już go nie było.

W miejscu, w którym stał dotychczas, teraz znajdowała się wolna przestrzeń, którą w tym momencie przekroczył mój nauczyciel historii sztuki .

- Zapraszam na lekcję panno Rose. - nauczyciel gestem ręki "zaprosił" mnie do sali, trzymając jedną z rąk otwarte drzwi.

- Dziękuję za to zaproszenie, profesorze. Z chęcią skorzystam.

* * *

- A co jeśli on się ją o to zapyta? A co jeśli ona odpowie tak? - mówiła moja przyjaciółka, gdy po chwili zaczęła machać mi ręką przed oczami z jej stały tekstem w takich momentach :

- Mel! Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?

- Ee.. Oczywiście - uśmiechnęłam się - Po prostu na chwilę się zamyśliłam, to wszystko. Ale znam większą część tego co powiedziałaś - zastrzegłam obronnie.

- Taak? - spytała zdumiona, a gdy przytaknęłam zadała jedno pytanie, na które niestety nie znałam odpowiedzi :
- Skoro znasz "większą część tego co powiedziałam" w takim razie bez problemu odpowiesz na moje pytanie, które brzmi następująco.. Jak nazywa się główna bohaterka i główny bohater serialu, o którym Ci właśnie opowiadałam?

- Ee.. No wiesz.. Ich imiona są tak popularne.. - jednak widząc jej wzrok wiedziałam, że źle dobrałam słówko - .. Popularnie oryginalne, oczywiście, że niestety umknęło to gdzieś w tłoku Twojej wypowiedzi.

- Mówiłam to na samym początku ! - rzuciła oskarżycielsko odgarniając z twarzy niesforny kosmyk.

- No dobra! Poddaję się! Zamyśliłam się trochę..

- O Jacobie zapewne .. - mruknęła tylko moja towarzyszka, bardziej stwierdzając niż pytając.

- Skąd wiedz.. Skąd takie przypuszczenia ?
- Kochana! - klepnęła mnie ręką w ramię - Nie mam żadnej, ze znanych mi wad wzroku, więc widzę co tu się dzieje.
Jak o nim mówisz w oczach pojawiają Ci się takie dwa małe płomyki jak u małego dziecka, gdy widzi zabawkę, którą chce. Jak tylko go widzisz na horyzoncie pytasz mnie jak układają Ci się włosy, albo nie pytając przeczesujesz je palcami. Uśmiechasz się do niego tak, jak ja do Maxa a on do mnie. Często z nim piszesz, a na przerwach o ile to możliwe stoicie blisko siebie.
I nie wmówisz mi, że to tylko dlatego, że udajesz jego dziewczynę, żeby Alyson się odczepiła od niego.

- No no.. Jestem pod wrażeniem Twojej spostrzegawczości - pokiwałam z uznaniem w jej stronę - Serio się tak zachowuję? - spytałam z dziwiona, bo nie przypuszczałam, że tak wyglądają fakty.

- Serio, serio. Ty nawet nie widzisz, jaki on jest zazdrosny jak wygłupiasz się z Chrisem.

- Ooo - tylko tyle zdołałam wykrztusić, gdy zauważyłam przestraszone spojrzenie Ann, zerkającej na zegarek - Co teraz masz?

- Angielski.. - mruknęła niechętnie - No co tak patrzysz? Sprawdzian mam .

Westchnęła ciężko i po szybkim "do zobaczenia później, bo idę powtórzyć" chwili zniknęła za rogiem.

Ja natomiast odwróciłam się i powędrowałam do sali, w której miałam mieć właśnie lekcję literatury.
Instynktownie naciągnęłam rękawy na dłonie, bo w jednej chwili przeszły mnie ciarki. Od sali dzieliło mnie zaledwie kilkanaście kroków, jednak w tym momencie nie dane było mi dotrzeć do celu, ponieważ za sobą usłyszałam sztucznie przesłodzony głosik, który rozpoznałabym wszędzie. Po prostu WSZĘDZIE.

- Melissa ! Jak ja Cię dawno nie widziałam !
Odwróciłam się w stronę nieuniknionego spotkania z Tess Lopez.

- Tess .. Moja ulubiona koleżanka, która jest obecną dziewczyną, mojego byłego chłopaka - wycedziłam przez zaciśnięte zęby, nie siląc się nawet na najmniejszy odruch, który chociaż w małym stopniu przypominałby uśmiech.

Moja "koleżanka" stojąca naprzeciw mnie, zaśmiała się głośno i robiąc charakterystyczny dla siebie gest, odrzuciła przez ramię blond pukiel włosów.
Gdy ponownie spojrzała na mnie, a raczej obok mnie, zatrzepotała zalotnie uginającymi się od tuszu rzęsami. Usta przeciągnięte błyszczykiem ułożyły się w idealny uśmiech, odsłaniając równe, białe zęby. Gdy już otwierała usta by coś powiedzieć, które po chwili zamknęła wyraźnie zaskoczona, ja poczułam obejmujące w talii ramiona. Oczy Tess robiły się coraz większe, a gdy dostałam buziaka od Jake'a w policzek wyglądały niczym spodki.

Miałam ochotę parsknąć śmiechem, ale się powstrzymałam i zamiast tego przedstawiłam ich sobie :
- Jake poznaj Tess, dziewczynę z którą teraz prowadza się mój były. A Ty Tess poznaj Jacoba - mojego chłopaka.

Oboje przez chwilę mierzyli się wzrokiem, jednak Jake - ostrożnie, nie wiedząc czego się po niej spodziewać, a Tess- wyraźnie zainteresowana blondynem. MOIM blondynem!

- Miło mi Cię poznać - Tess wyciągnęła rękę w kierunku Jake'a, co Jacob z wyraźną niechęcią odwzajemnił ale uścisnął jej dłoń i w następnej sekundzie położył ją tam, gdzie uprzednio.

- Co nowego u Daniela? - spytałam od niechcenia, nie kryjąc niezainteresowania.

- A może sama go o to spytasz? - spytała ze skrzyżowanymi ramionami na klatce piersiowej, wskazując ruchem głowy postać za mną.
Wysoki szatyn, o idealnej sportowej sylwetce podszedł do Panny Blondi (nowa ksywka wymyślona niedawno przez Annabell), która z szerokim uśmiechem na twarzy rzuciła mu się na szyję. Jake wykrzywił tylko twarz w grymasie, ponieważ dokładnie znałam jego zdanie na temat takich par i związanych z nimi sytuacjami.

Gdy oderwali się od siebie (w końcu!), z objętą w pasie Blondi, Daniel zwrócił się twarzą w naszym kierunku.
Swój wzrok początkowo skupił na Jake'u, jakby oceniając "przeciwnika", a później na mnie.

- Melissa - skinął lekko głową uśmiechając się.

- Daniel .. - odparłam bez uśmiechu, gdy ponad naszymi głowami rozbrzmiał dźwięk dzwonka, oznajmiający początek lekcji.

Odetchnęłam z ulgą w duchu, wcale nie żałując, że właśnie w tym momencie, on zadzwonił.

- Upss. Jakże mi przykro - jęknęłam z udawaną rozpaczą - Najwyraźniej musimy zakończyć tę jakże.. Uroczą pogawędkę. Jake odprowadzisz mnie ? - spojrzałam na blondyna a ten pokiwał twierdząco głową - Dziękuję za tę rozmowę. Musimy to powtórzyć. Koniecznie!

Oddaliłam się z chłopakiem, nadal mnie obejmując w stronę sali lekcyjnej. Jacob miał po drodze, tak więc nie było to raczej dla niego żadnym utrudnieniem.

- Ty wyobrażasz sobie.. Że moja mama chce Cię bardzo poznać? - zagadnął Jake opierając się o parapet okienny spoglądając na mnie, gdy zarzucałam plecak na ramiona .

- Mnie? - rzuciłam mu zdziwione spojrzenie - Przecież ona mnie nie zna. Nie wie nawet jak wyglądam ..

- Jeżeli chcesz zgonić na kogoś winę, to obwiń o wszystko Maxa! To tylko i wyłącznie jego wina.

- Maxa? A co on ma do tego wszystkiego ?

- Noo.. No właściwie to on jest przyczyną tego, że moja mama zainteresowała się Twoją osobą. Ale dokończymy to za godzinę.. Bo wtedy kończysz, prawda?- gdy potwierdziłam, mówił dalej :
- No to do zobaczenia za godzinę - potargał mi grzywkę i "uciekł" do swojej klasy.

- Dzień dobry pani profesor - uśmiechnęłam się do Elizabeth Perco, z którą właśnie miałam lekcję literatury.

- Witaj Mellisso. Po skończonej lekcji nie uciekaj tak szybko i przyjdź do mnie. Musimy porozmawiać.

* * *

- No no. Moja dziewczyna jest genialna - uśmiechnął się szeroko Jake, gdy opowiedziałam mu o rozmowie z profesorką.

- Jaka tam genialna.. To był impuls. Samo jakoś tak wyszło..

- Czyli twierdzisz, że podanie 3 pomysłów, które można prowadzić w życie szkolne i zaakceptowanie jednego z nich przez całe grono pedagogiczne, z dyrektorem Thibaultem na czele to impuls? I nic takiego? - postukał się z zamyśleniem w podbródek.

- Ee.. No tak - zaśmiałam się - Oj no daj spokój! Ja tylko rzuciłam pomysł, pt.: "Czemu by nie zrobić przedstawienia teatralnego, żeby coś więcej się zadziało w szkole?".

- Genialny pomysł, skoro spodobał się profesorom.

- Dobrze, dobrze. Niech Ci będzie - poddałam się nie mając siły kłócić się z chłopakiem - Teraz lepiej dokończ tę historyjkę z Maxem .

- Więęęc.. Pewnego dnia, a raczej popołudnia, odwiedził mnie Max. Siedzieliśmy u mnie w salonie nabijając się ze zdjęć pewnych osób. Moja mama przygotowywała akurat podwieczorek w kuchni niedaleko nas, więc można powiedzieć, że miała łatwy dostęp do nas. No i trafiliśmy na zdjęcie klasowe Twojej klasy. To oglądamy, uważnie, twarz po twarzy. A tu nagle wyskakuje z tekstem "Jake! Jake! Twoja dziewczyna!" . Z miejsca oberwał ode mnie w ramię, jednak moja mama jak to ona, nie odpuściła . No i zaczęła się rozmowa. Pragnę zaznaczyć, że to była dosyć długa rozmowa, bo moja rodzicielka musiała wiedzieć wszystko. Począwszy od tego, "gdzie spotkałem tę dziewczynę", a skończywszy na Twoim kolorze oczu.

- Czyli mam rozumieć, że Twoja mama wie o mnie wszystko, czego mogłaby się dowiedzieć.

- Myślisz, że odpowiadałem na wszystkie zadane przez nią pytania? - prychnął pogardliwie - Stwierdziłem, że skoro jest tak żywo zainteresowana Twoją osobą, to mogę Cię do nas zaprosić i sama się wypyta.

- Blefujesz!

- Fajnie, że mi wierzysz! Dziękuję bardzo!

- Wierzę.. Serio. Tylko to było takie dziwne.

- Dziwne, nie dziwne. Tak czy inaczej jutro po szkole moja mama zaprasza Cię na obiad - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu od ucha do ucha.

- A jeśli .. Jeśli ja już mam plany na jutrzejsze popołudnie? - spytałam, mając nadzieję, że jednak uda mi się go przekonać do tego, żeby w to uwierzył.

- Blefujesz! - odparł pokazując język - Widać po oczach. Oczy mówią wszystko o człowieku. Tak bynajmniej twierdzi moja babcia. A ona rzadko kiedy się myli .

- Okej, okej. Poddaję się. Przyjdę.

- I bardzo dobrze. Moja mama się ucieszy. Nie wspominając już o mnie.

- A ja bym się bardzo ucieszyła, gdyby w tym momencie nie zaczęło padać - mruknęłam gdy poczułam pierwsze krople deszczy na twarzy.

Jacob nie czekając chwili dłużej złapał moją dłoń i popędził przed siebie w kierunku mojego domu.
Kilka chwil później, po kilkunastu długich i głębokich wdechach i wydechach, dotarliśmy na moją werandę. Pod daszek wskoczyliśmy akurat w momencie, gdy zaczęło jeszcze mocniej padać niż przed kilkoma sekundami .

- Słuchaj.. Jak Ty wrócisz do domu ? Jak będziesz szedł w tą ulewę, to jeszcze się przeze mnie przeziębisz - powiedziałam spoglądając kątem oka na chmury .

- Nawet nie żartuj . Wiesz ile razy tak spacerowaliśmy z Maxem ?

- Drogi młodzieńcze, nawet nie licz na to, że w taką pogodę opuścisz ten dom. Nie ma takiej opcji - w drzwiach werandy pojawił się mój tata.

- Dzień dobry. Nazywam się Jake Luck - przyjaciel pańskiej córki - wyciągnął przed siebie rękę, którą potrząsnął tata, także się przedstawiając.

- Miło mi poznać. A teraz wchodźcie do środka.

No to weszliśmy.

Jacob zaoferował się do pomocy przy przygotowaniu kolacji dla moich rodziców.

Nie obyło się bez tradycyjnych żartów taty i pogawędki na temat motoryzacji. Przysłuchując się tym dwojgu, można stwierdzić, że odnaleźli bez problemu wspólny język.

Najciekawsze jest to, że gdy Jake zaproponował że porwie mnie do siebie na czas kolacji rodziców, bo jego rodzice mają rocznice więc wychodzą; tata zgodził się bezproblemowo i bez żadnego ale.
Gdy kolacja była gotowa, stół nakryty i wszystko co potrzebne zrobione, ulotniłam się do swojego pokoju, żeby doprowadzić swój wygląd do stanu względnego ładu. Moja mama mogła pojawić się w każdej chwili, więc nie było sensu, żebym zmieniała ubranie. Spryskałam się tylko perfumami ( Jake się chyba nie obrazi, za nowy zapach bluzy..) i wróciłam na dół.

- Jestem gotowa - oznajmiłam wchodząc do kuchni, gdzie tata i Jake prowadzili kreatywną rozmowę na temat najnowszych udogodnień w najnowszym modelu samochodu.

- No to w drogę. Akurat przestało padać. Do widzenia. Mam nadzieję, że dokończymy tę szalenie porywającą rozmowę.

- Ja także Jake! - uśmiechnął, się do nas tato, po czym odprowadził na werandę i machał, dopóki nie zniknęliśmy mu z oczu.

- Ładnie to tak? Podlizywać się mojemu tacie..

- To całkiem spoko gość. Aczkolwiek nie pomyślałbym, że ma takiego nosa do motoryzacji i tych spraw.

- On lubi zaskakiwać ludzi.
- No to teraz wszystko jasne, po kim to masz - uśmiechnął się .

Tak jak powiedziano wcześniej : rodziców Jake'a nie było w domu. A z racji tego, że jest jedynakiem w domu byłam tylko ja i on .
Proszę bez żadnych domysłów! Nic się nie stało.
Zrobiliśmy popcorn i oglądaliśmy Avengers'ów. Dacie wiarę, że oboje lubimy te same filmy?

______________________________________
Witajcie! : )
Przepraszam, za nieobecność.. Rozdział miał być duużo wcześniej ale pinger się na mnie obraził i nie mogłam nic dodawać.

A teraz szczerze ... Jak bardzo beznadziejnie wyszedł ? Proszę, o szczere opinie!

A teraz informacja: Kolejny rozdział za tydzień (max. do 2 tyg.)

Życzę udanego dnia i pozdrawiam wszystkich moich czytaczy!

See you soon.
Malinowaa.
  • awatar Gość: hm, historia sztuki i wok to ten sam przedmiot ;) a, i zwroc uwage na szczegoly: kiedy mel rozstaje sie z jacobem, idzie na historie sztuki. pozniej rozstajac sie z ann idzie na historie sztuki, ale dociera na lekcje literatury z p. elizabeth perco. wychodzi tak, ze ma jedna lekcje w ciagu dnia i to nie wiadomo czy jest to hist. sztuki, czy literatura. pozdrowionka ;];]
  • awatar Oddycham muzyką Bednarka <3: :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zawieszam bloga.
Na tydzień (max. 2)

Wybaczcie. Muszę nabrać weny do kolejnych rozdziałów.

See you soon.
Malinowaa.
  • awatar Gość: JA CHCĘ WIĘCEJ. A NIE. TA MI BLOGA ZAWIESZA ;_;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rozdział 22.

*Miesiąc później. Pokój Melissy. Późna noc*

Księżyc od dłuższego czasu widniał już na granatowym niebie, za towarzyszki mając jedynie gwiazdy znajdujące się dookoła niego . Zważywszy na to, że dziś wypadał dzień pełni wszystko jak okiem sięgnąć było doskonale oświetlone przez tarczę księżyca. Pomimo późnej pory od czasu do czasu, przez ulicę przejeżdżało auto, na skos drogi przebiegał pies, zdarzyło się nawet, że pod osłoną nocy, nie skryła się nawet para młodych ludzi, która szła obejmując się nawzajem.
Zielonooka dziewczyna o kasztanowych włosach siedząc na parapecie w swoim pokoju, obserwowała oświetlony przez latarnię skrawek ulicy. Ze swojego miejsca, ubrana w szare krótkie spodenki i szary podkoszulek na szerokich ramiączkach, które służyły jako piżama, oprócz obserwowania tego co się dzieje za oknem, rozmyślała o wydarzeniach ostatnich dni.

"Czy to co czuję do Jake'a, to tylko zauroczenie czy zakochanie? A jeśli on coś czuje do mnie?" przeleciało przez myśl Melissie.

Podciągnęła kolana do klatki piersiowej i objęła je ramionami. Przez rozmyślanie, "o wszystkim i o niczym" nie mogła zasnąć, gdy kilka godzin temu kładła głowę na poduszce.
Zegar na nocnej szafce, wskazywał kilka minut przed czwartą, ale dziewczynie w dalszym ciągu nie chciało się ani trochę spać.

Przyglądając się poruszanym przez wiatr liściom na pobliskim drzewem, analizowała sytuacje, które nie zdarzyły się w prawdzie tak dawno.
Zaczęło się w wakacje .. Kiedy to zgodziła się być udawaną dziewczyną Jake'a, już wtedy jej się podobał. Nie tylko z wyglądu, ale i z charakteru, tyle, że na samym początku sama przed sobą nie chciała się do tego przyznać.
Potem te wszystkie sytuacje i wydarzenia, które miały na celu utwierdzić Alyson (namolną dziewczynę zakochaną w Jacobie) do tego, że ona - Mel, naprawdę chodzi z Jake'iem.
Do momentu, gdy Jake pewnego dnia przyszedł rankiem pod jej dom, specjalnie po to, żeby odprowadzić ją do szkoły; wierzyła, że dla niego to wszystko nic nie znaczy.

Oczywiście oprócz tego, żeby "odpędzić" Alyson.
Później jednak, stał się stałym bywalcem w jej domu, czasem też z Maxem i Ann (chociaż ona już wcześniej) . Jej rodzicie bardzo go polubili i jak to jej rozdzicielka stwierdziła : " To bardzo miły chłopiec. I co najważniejsze, dobrze z oczu mu patrzy!", tata także się z nią zgodził.
Zaśmiała się do siebie, gdy przypomniały jej się odwiedziny jej babci, a Jake akurat do niej wpadł. Ukryła twarz w poduszcze, aby stłumić chichot, który wydobył się z jej ust na wspomnienie twarzy babci, gdy Jacob pocałował ją w dłoń na powitanie. Pamięta to tak, jakby to było wczoraj ..

Jake podchodzi do babci, skłania głowę i całuje rękę mówiąc "Miło mi poznać osobę, po której zarówno Melissa, jak i jej mama odziedziczyły urodę." na co babcia : "A już myślałam, że prawdziwi dżentelmeni wyginęli śmiercią naturalną". Oburzenie taty - bezcenne, mina babci i mamy - bezcenna, śmiech Gabrielli - nie do opisania. Następnego dnia, co tam ! wieczora!Babcia zasypała ją gradem pytań typu "A co tam u Twojego narzeczonego?" itepe. itede.

*Powrót do narracji pierwszoosobowej*

- Och ta moja babcia .. Nic, tylko by mnie za mąż wydawała w moim wieku i narzeczonych szukała! - zaśmiałam się do siebie. Ale tak samo jak mamie i tacie, Jake baaardzo spodobał się babci.- Jak to ona powiedziała? "Takiego młodzieńca, to ze świecą szukać! Myślałam, że już dawno takich nie ma, a tu proszę! Taka niespodzianka!" - nie przestawałam mówić do siebie pod nosem - Koniec tych wygłupów! Spać! Rano do szkoły trzeba iść!- rozkazałam sobie, po czym wpakowałam się do łóżka, okrywając pierzyną po czubek głowy.

* * *

- A więc, kto mi powie co Szekspir miał na myśli ? - w klasie rozgległ się głos nauczycielki, zwracającej się "do ogółu".

- To jest bez sensu - doszedł mnie szept Chrisa, siedzącego obok mnie .

- Może mi pan powiedzieć, panie Wood, co według pana jest bez sensu na mojej lekcji? - głos profesorki, wydawał mi się być dziwnie blisko naszej ławki.

- Eee.. No tego .. Wie pani .. - rzucił Christopher - Stwierdziłem, że to bez sensu, ponieważ to co autor miał na myśli może wiedzieć tylko sam autor . My jedynie możemy snuć przypuszczenia co do tego .. - powiedział ostrożne, będąc niepewny reakcji nauczycielki.

- Christopherze Wood! Masz rację - uśmiechnęła się, na co Chris prawie niezauważalnie odetchnąl z wyrazem ulgi - Zapiszcie punkt drugi w zeszytach ! - poleciła, maszerując w stronę biurka .

- Lizus! - rzuciłam otwierając zeszyt i sięgając po długopis .

- Uuuu! Czyżby zazdrość Cię pożerała moja droga sąsiadeczko z ławki ?

- Chciałbyś! - fuknęłam skupiając się na punkcie dyktowanym przez profesor Perco.

* * *

- Możemy pogadać ? - na długiej przerwie zagadnęła mnie Ann.

- Oczywiście - odpowiedziałam jej po czym zwróciłam się do Jacoba :

- Przepraszam . Wrócę za .. Dłuższą chwilę - poczochrałam mu włosy, po czym odwróciłam się biorąc za rękę Ann kierując się do naszego stałego kącika, gdzie z reguły siedziałyśmy.

Gdy doszłyśmy do "naszego miejsca", Annabell odwróciła się twarzą do okna, spoglądając na boisko szkolne, gdzie w tej chwili odbywały się na zawody w biegach . Pośród zawodników, dostrzegłam wysokiego blondyna z numerem '7' na koszulce, żywo gestykulującego podczas rozmowy z innym chłopakiem.
Usłyszałam ciche westchnienie, które wydobyło się z ust Ann, a gdy przeniosłam na nią wzrok dostrzegłam nikły uśmiech na jej twarzy .
Na samym początku, postanowiłam, że nie będę nalegać, żeby od razu powiedziała mi o co chodzi. Jednak to, że gdy tylko spojrzała na Maxa rozgrzewającego się na trawie nieopodal boiska, bardzo mnie zaciekawiło, nie powiem, że nie.

- Wieeeeesz .. - zaczęła, ale przerwała, podsycając tym samym moją ciekawość.

- Wieeeeem.. ? - spytałam, unosząc brwi, nie wiedząc o co chodzi.

- Pamiętasz, jak kilka miesięcy temu rozmawiałyśmy o chłopakach ? - zaczęła, a gdy potwierdziłam kiwnięciem głowy kontynuowała dalej :
- Powiedziałam wtedy, że po ostatnim związku z Mattem, więcej się nie zakocham ...

- No tak. Pamiętam to. Ale do czego zmierzasz, bo nadal nic nie wiem ?

- Co by było, gdyby to się znowu stało? Ale nie to, że jestem z Mattem! Co to, to nie! - zaprzeczyła, gdy zakrztusiłam się wodą - Chodziło mi o to, co by było, gdybym znowu się zakochała ? Z wzajemnością ?

- O czym ja nie wiem?! - spojrzałam na nią pytająco - Wracając do pytania... Musiałabym się dowiedzieć, kto to jest, jaki jest, no i co Ty w nim takiego widzisz - uśmiechnęłam się.

- A gdybyś znała odpowiedź na to, kto to jest i jaki jest ? A dopowiedziałabym Ci tylko, co takiego w nim widzę ? - rzuciła, odwracając wzrok ponownie do okna.

- Kto to taki ? - moją pierwszą myśl był Max, ale wyrzuciłam ten pomysł z głowy - Czy ta osoba, o której myślę, że to właśnie ta osoba ?

Odpowiedzi nie doczekałam się od razu. Zaczęłam odliczać w myślach sekundy. Gdy doszłam do jednej minuty i jednej sekundy, Ann się odezwała.

- Max. Zapytał mnie czy nie chciałabym z nim być - powiedziała wypuszczając powietrze z ust i spoglądając na mnie kątem oka.

A ja... Zaniemówiłam. A jednak! Udało mi się! - zaczęłam triumfować w myślach, podczas, gdy sobie coś uzmysłowiłam.

- Dobrze. Zapytał. Pytanie teraz, a raczej dwa pytania, kiedy się zapytał i co Ty mu na to odpowiedziałaś ?

- Dziś rano. Jak rano po mnie przyszedł przed szkołą, to zrobiliśmy zrobiliśmy sobie taki mały spacer a później znaleźliśmy się na boisku szkolnym, gdzie się właśnie o to zapytał. - kiwnęła głową, spoglądając na rozpoczynające się zawody - Co mu odpowiedziałam? Że się zastanowię.

- A nie mówiłam? Ha! Od samego początku, jak poznałam go na wakacjach wiedziałam, że między wami coś powinno być! Ja to mam nosa do związków - uśmiechnęłam się dumnie, krzyżując ramonia . W chwili, gdy chciałam dopowiedzieć jeszcze coś, ponad naszymy głowami rogległ się dźwięk dzwonka.

- Mam fizykę. I sama rozumiesz, że nie mogę się spóźnić. Thibault by się wściekł

- Ej! Ale dokończymy to na następnej przerwie? - złapałam ją za ramię, zanim zdążyła się odwrócić i iść do klasy, która znajdowała się w przeciwnym kierunku do mojej.

- Jasne. Ale teraz naprawdę muszę lecieć.. Do zobaczenia.

I już jej nie było.

Westchnęłam cicho pod nosem, po czym skierowałam swoje kroki do sali, w której teraz miałam mieć lekcję francuskiego.
Gdy wychodziłam zza rogu pogrążona w myślach na temat "Maxann", wpadłam na kogoś.

- Zawsze się tak okrutnie witasz? - spytała brunetka pocierając lewe ramię.

- Przepraszam! - przyjrzałam się uważniej osobie, na którą wpadłam - Claudia .. ? - zapytałam niepewnie

- Melissa - odpowiedziała brązowooka pewna swojej odpowiedzi. - A Ty nie na lekcji?

- Ehm. Właśnie zmierzałam do klasy. Ale znając życie, Alexia Verges spóźni się kilka minut, tak więc mam jeszcze chwilę czasu - odpowiedziałam akcentując imię i nazwisko nauczycielki francuskiego - A ty.. Ty nie powinnaś być na lekcji ?

- Chwila, chwila.. Czy Ty i Twoja klasa, macie właśnie lekcje z Alexią?

- No taaak, zgadza się. Właśnie to powiedziałam, ale o co konkretnie chodzi? Coś się stało? A może nie ma Verges? - spytałam, a sądząc po uśmiechu Claudii, w moich oczach pojawił się pewien znaczący błysk.

- Widzę, że ktoś tu musi pisać coś na francuzie? Niestety, muszę Cię rozczarować. Lekcja się odbędzie, Verges jest. A jeśli nie wierzysz, to patrz - wskazała podbródkiem coś za moimi plecami.
Odwróciłam się i z wymuszonym uśmiechem na twarzy (pomijając fakt, że naprawdę lubię pannę Verges) powiedziałam słodkim głosem :
- Dzień dobry pani!

W odpowiedzi posłała mi uśmiech, kiwnęła głową i stukając obcasami podreptała do wejścia, a ja wraz z Claudią - zaraz za nią.

Gdy wszyscy obecni zajęli swoje miejsca, Alexia zwróciła się twarzą w naszą stronę i rozpoczęła lekcję :
- Dzień dobry uczniowie! Co to byłby za dzień, gdybyśmy nie uświęcili go kartkówką? - zaśmiała się - Jednakże po waszym minach, stwierdzić mogę że wielu z was nie do końca się oswoiło z materiałem. Macie czas prawie do końca lekcji. 10 minut przed dzwonkiem WSZYSCY wyciągacie kartkeczki - gdy wszyscy wyrazili swoje zadowolenie, uciszyła nas gestem dłoni i kontynuowała dalej - Będę wdzięczna, jeżeli zachowacie względny spokój. Muszę przygotować uczennicę do konkursu.

W klasie zapadła cisza, jakby makiem zasiał. Każdy otworzył, a to zeszyt, a to książke i skupił się na nauce. Ja przeczytałam tekst 2 razy i to wystarczyło, ponieważ uczyłam się w domu, poprzedniego dnia.

Swój wzrok przeniosłam nad parę naprzeciwko pochyloną nad plikiem kartek, zawzięcie o czym dyskutującą.

Claudii opisywać raczej nie muszę, ale tak dla przepomnienia : Brutnetka, brązowe oczy, zazwyczaj ubrana "na ciemno", chodzi w glanach, poznana na urodzinach w lesie.

Druga osoba.
Kruczoczarne włosy, zebrane z tyłu, starannie zaplecione w kłosa, poczynając od samego czubka głowy. Na nosie okulary.

Kwiecista sukienka sięgająca do kolan, przewiązana w pasie czarną wstążką z misternie ułożoną kokardą na lewym boku.
I jeszcze ten francuski akcent .. Rodem z Francji!

- Wyciągamy karteczki! - czarnowłosa kobieta odeszła od biurka i trzymając srebrne pióro firmy Parker w prawej dłoni wskazała po kolei :
- Grupa A; Grupa B; Grupa C. Zaczynamy! Koniec rozmów! Pytanie pierwsze ..
 

 

* * *

- Zgódź się! Czemu nie chcesz się zgodzić ? Wy powinniście być razem! - stojąca naprzeciw mnie Annabell, rozszerzyła oczy ze zdumienia, podczas, gdy ja nadal żywo gestykulowałam - No ale czemu nie? Wy jesteście idealnie kompatybilni dla siebie! Musicie ! Musicie być razem!

- Ej, ej! Wyluzuj .. Oddychaj. Wdech, wydech, wdech, wydech. Widzisz? To nie takie trudne! - pochwaliła mnie z uśmiechem na ustach, gdy oparta plecami o parapet zaczęłam miarowo wciągać i wypuszczać powietrze - A tak na spokojnie. Nie odpowiedziałam mu "nie". Pogadamy na ten temat po szkole.

- Jeeeej! - zaczęłam piszczeć jak głupia i rzuciłam się na szyję przyjaciółce

- M..Może pozwolisz, żebym chociaż dała mu odpowiedź, za..Zanim mnie udusisz ze szczęścia ? - wymamrotała, próbując uwolnić się z uścisku .

- Jasne. Przepraszam.. - mruknęłam speszona - A więc..Co mu odpowiesz? - spytałam ściągając brwi , nie mogąc opanować ciekawości.

- Chciałaś mnie udusić, a teraz chcesz poznać odpowiedź? Niedoczekanie Twoje! - prychnęła w moją stronę z rozbawieniem. - Poczekaj do wieczora..Wtedy będziesz wiedzieć co odpowiedziałam, a teraz żegnam i uciekam na wuef- pokazała mi język i uciekła za róg ściany nie dając mi szansy odpowiedzenia.

Zgarnęłam z para plecak i podreptałam w kierunku wyjścia ze szkoły, jednak przy drzwiach wyjściowych coś, a raczej KTOŚ mi w tym przeszkodził. Na początku widziałam ręce, potem zielone liście, a na końcu białe płatki. Duużo białych płatków.

- He.. Hej. Przepraszam, nie zauważyłem Cię - wyjęknął wysoki brunet, zza dużego bukietu białych tulipanów .

- Jaasne .. Nic takiego się nie stało. - wymamrotałam i uważniej przyjrzałam się chłopakowi.

Krótkie włosy, ciemne - prawie czarne i intensywnie zielone oczy. Wystające kości policzkowe kontrastowały z delikatnymi rysami jego twarzy .
Ubrany w granatowe dżinsy, czarną koszulkę i niebiesko-szaro-białą koszulę w kratę oraz granatowe Conversy . Przez prawe ramię przewieszona była czarna torba, z przypinkami i naszywkami jego ulubionych zespołów.
Zanim jednak zaczęłam odczytywać nazwy z przypinek i naszywek, zauważyłam że chłopak przygląda mi się z zaciekawieniem.

- Pozwól, że się przedstawię . Jestem Peter. A Ty... Melissa ?

- Ładne imię dla przystojnego chłopaka - pomyślałam, zaś głośno powiedziałam :
- Tak. Skąd Ty ..

- Urodziny. Poznałaś moją dziewczynę Claudię, ale my jakoś nie mieliśmy okazji się poznać .

- Claudia .. No tak. - uśmiechnęłam się kątem ust. - Zgaduję, że czekasz na nią ? - ruchem głowy wskazałam na bukiet białych tulipanów.

- Zgadza się - uśmiechnął się szeroko - A oto i Moja Claudia - spojrzał ponad moim ramieniem, a w jego zielonych oczach pojawił się ten sam błysk, który pojawia się jak Max patrzy na Annabell.

- O czym tak zawzięcie dyskutujecie? - usłyszałam głos Claudii, tuż za sobą - więc się odwróciłam w jej kierunku.

- O Tobie - odparłam - To ja was zostawię samych . Miłego dnia - pomachałam im po czym przekroczyłam próg szkoły, zmierzając do bramy.

- Co tak długo ? - spytała mnie mama, gdy zamknęłam za sobą drzwi auta, od strony pasażera.

- Koleżanka i jej chłopak mnie zagadali - wyjaśniłam wskazując dłonią na wychodzącą ze szkoły parę.

- Ładne kwiaty - przyznała moja rodzicielka spoglądając na białe tulipany - Zapomniałam Cię uprzedzić. Najpierw jedziemy do Centrum, a później odwożę Cię do Kate.

- Jasne, nie ma problemu - odparłam z uśmiechem, zapinając pas.

* * *

- Maaamo! Proszę, proszę, proszę, proszę! Ja ją MUSZĘ mieć! - zajęczałam, gdy przechodząc obok wystawy sklepowej, w oczy rzuciła mi się czarna koszulka z Linkin Park.

- Dlaczegóż to twierdzisz, że MUSISZ ją mieć? - spytała z naciskiem na 'musisz'.

- No bo Linkin Park ! - wskazałam rękami koszulkę, na potwierdzenie swoich słów - Nie chcesz uszczęśliwić swojej córki, kupując koszulkę z jej ulubionym zespołem ?

- A co dostanę w zamian ?

- A co byś chciała ? - spytałam wymijająco, ponieważ miałam w głowie kompletną pustkę, co mogłabym zaoferować mojej mamie w zamian za ubranie.

- Przez miesiąc, od dziś, zmywasz naczynia - uśmiechnęła się chytrze.

- Ale mamo! - jęknęłam.

- Żadnego 'ale'! Przypominam Ci moja droga, że kupiłam Ci już dziś sweterek i spodnie, które jak stwierdziłaś "muuusisz mieć" - przedrzeźniała mnie.

- No dobra .. - mruknęłam przegrana, ponieważ wszystko to co powiedziała mama, było prawdą - Dziękuję! - ucałowałam ją w oba policzki i z szerokim uśmiechem na ustach weszłam do sklepu, a w ślad za mną mama.

* * *

Uwielbiam czwartki. Dla niewtajemniczonych sprecyzuję : Uwielbiam czwartki, przed piątkiem. Przed piątkiem, kiedy nic nie piszemy w szkole. Żadnych kartkówek, sprawdzianów, prezentacji ..
Po prostu cud, miód i orzeszki!
Tak więc, wykorzystałam wolny czas od nauki i wybrałam się na spacer z moim nowym zwierzakiem. Psem - Husky'im - Sivil'em.

Muzyka w moich słuchawkach wypełniała połowę moich myśli. Drugą połowę zajmował Sivil.

Mały, czarno - biały szczeniak, o niebieskich jak morze oczach, którego rodzice jej uratowali ze schroniska. Jak wyjaśnił pracownik schroniska - był porzucony na śmietniku, a gdy go znaleźli - kuśtykał na jedną z łap.
Ale teraz, co rusz skacząc w kierunku stada ptaków, był całkiem zdrowy i zadowolony z obecnego stanu rzeczy.

Każdemu z rodziny od pierwszego dnia przypadł bardzo do gustu. Pomimo początkowych narzekań mamy, typu "Na moich nowych butach znalazłam ślady zębów! To znowu sprawka Sivila! Mel!"
Ale cóż poradzić skoro on tak bardzo lubi te buty? Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym. Mój uśmiech zrobił się jeszcze szerszy, gdy zobaczyłam jak Siliv prawie dopadł ptaka, ale ten umknął mu sprzed nosa .

- Siliv! - krzyknęłam - Chodź do mnie piesku! Dobry piesek. - podrapałam go za uchem zapinając go na smycz - Jeszcze jedno małe okrążenie i wracamy do domu.

Gdy doszliśmy do wyjścia z parku, dostrzegłam grupkę osób, z papierosami w dłoniach. Zignorowałabym to, tak jak zazwyczaj to robiłam, ale usłyszałam znajomy głos, należący do jednego z chłopaków. Początkowo myślałam, że tylko mi się wydawało, ale gdy ktoś inny krzyknął "Erick! Daj bucha!", wyzbyłam się wszelkich wątpliwości.
Stanęłam kilka metrów od nich, żeby Sivil mógł zrobić co potrzeba, a w tym czasie ukradkiem zerknęłam na grupę. Pięć osób, a wśród nich Erick. Ten sam Erick, który w dniu moich 17'tych urodzin, wyznał mi, że mu się podobam. Ten sam, który był oczkiem w głowie rodziców.Ten sam, z którym przyjaźnię się od podstawówki i myślałam, że nie mamy przed sobą tajemnic.

Naszła mnie myśl, żeby podejść i mu wygarnąć to co myślę, ale po przemyśleniu stwierdziłam, że byłoby to głupie. Muszę zrobić to inaczej, a tymczasem będę udawać, że nic nie wiem - postanowiłam, wychodząc z parku i kierując się do domu z Sivil'em u boku.

- Już jesteśmy! - oznajmiłam zamykając za sobą drzwi do domu i odpinając smycz Sivila, który od razu pobiegł do kuchni, wyczuwając tam swoją kolację.

- Mama mówi, że w kuchni masz kanapki! - dobiegł mnie głos taty, siedzącego na kanapie.

- Dzięki! Idę do siebie! - rzuciłam, wchodząc po schodach na górę, z talerzem kanapek w jednej ręce i butelką wody mineralnej w drugiej.

Postawiłam wszystko na rogu biurka, włączyłam laptopa i zgarniając po drodze spodenki i podkoszulek, poszłam do łazienki.
Gdy wyszłam, związałam włosy w niedbałego koka i usiadłam przy biurku.
Zajadałam jedną z kanapek, przeglądając jednocześnie powiadomienia i aktualności na facebooku, gdy natrafiłam na jeden, przez który kawałek kanapki utknął mi w przełyku, więc szybkim ruchem odkręciłam stojącą niedaleko butelkę wody .
Opanowując oddech, przeczytałam jeszcze raz post, aby się upewnić że nadal tam jest i nic mi się nie przewidziało.

A jednak! Udało się, udało się! Naprawdę się udało! - mówiłam w myślach, z szerokim uśmiechem na ustach. Przeczytałam jeszcze raz informację po czym sięgnęłam po telefon .

"Annabell Collins, zmieniła status z "wolny" na "w związku" z użytkownikiem : Max Moon."


_______________________________________

Przepraszam!
Przepraszam, że dopiero dziś, ale wczoraj nie dałam rady go dodać. Dopiero dziś mi się udało i to w dwóch częściach.. ;c
Wybaczycie mi ? c:

No cóż .. Takiego obrotu sprawy, raczej się nie spodziewaliście ^ ^
Wyraźcie swoje opinie w komentarzach. c:

Do następnego : )
 

 
Nie mogę dodać rozdziału .. ;/
Wyskakuje komunikat : "Błąd dodawania wpisu. Wykryto spam."

Wiecie o co chodzi ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przepraszam, przepraszam, przepraszam!
Zawaliłam po całości ..
Rozdział, no cóż ; tydzień temu miał być, ale jakoś nie miałam motywacji, żeby go skończyć. Obiecuję, że postaram się, żeby jutro (max. w piątek) się pojawił.

Szykujcie się na niespodziankę. Mam nadzieję, że warto będzie czekać c:

Do jutra (ew.piątku).
Malinowaa13
 

 
Rozdział 21.

- Nie, nie. To ma być D-dur, a nie d-moll - westchnęła cicho dziewczyna spoglądając na mnie ze swojego miejsca.

- Ale .. Czyli palec środkowy powinien być na tej strunie? - ułożyłam odpowiedni palec na odpowiedniej strunie.

- Właśnie tak - dziewczyna pokiwała twierdząco głową - Tylko one Ci się mylą prawda ?

- Tak, tylko te - potwierdziłam z cichym jęknięciem - Resztę nawet w miarę ogarniam.

- W miarę? W miarę?! Dziewczyno, załapałaś to jeszcze szybciej niż ja, gdy uczył mnie Tom!

- Tom? - spytałam ściągając brwi w pytającym wyrazie twarzy - Twój kuzyn, wujek, brat, nauczyciel, dziadek ..

- Ale się zagalopowałaś! Tom to mój brat - zaśmiała się odpowiadając i zaraz po tym usłyszałyśmy odgłos zamykanych drzwi na dole, wzrok Kate powędrował na zegar wiszący na ścianie za mną, uświadamiając mnie jednocześnie :
- Będziesz miała okazję go poznać. Właśnie wrócił. Poczekasz chwilę ? Zejdę do niego na moment - spytała wskazując ręką na drzwi - Może chcesz coś do picia? Cola, Sprite, Fanta bądź też cokolwiekinnegocomójbratposiadawswoichzapasach ? - powiedziała na jednym wdechu.

- Woda. Wystarczy woda - uśmiechnęłam się ciepło po czym blondynka zniknęła za drzwiami i za chwilę usłyszałam jej rytmiczne postukiwanie na schodach.

Po chwili drzwi do tej pory lekko uchylone, otworzyły się szeroko i wyłoniła się zza nich głowa mojej nauczycielki. W każdej dłoni trzymała szklankę; jedna z nich wypełniona przezroczystą cieczą z cytryną na dnie, a druga - pomarańczowym płynem.

- Dziękuję - odparłam odbierając naczynie z jej rąk, tym samym odkładając gitarę na bok.

- Mój brat zaraz .. Tom! Nie strasz tak ! - warknęła w jego stronę, gdy w tej samej chwili podszedł i wystraszył ją od tyłu - Uspokój się choć na chwilę, proszę.

- Co dostanę w zamian ? - założył ręce na klatce piersiowej jednocześnie opierając plecy o ścianę i wpatrując się w nią zaciekawionym wzrokiem.

- Moją wdzięczność i poprawienie opinii o moim małym słodkim Tomie.

-Ehh. Niech Ci będzie skoro tak ładnie mnie prosisz..

-Dobra, dobra. Już bądź cicho - skarciła go po czym zwrócona w moją stronę powiedziała :

-Melisso poznaj mojego brata Toma. Tom, poznaj Mel, moją uczennicę - wskazała ręką to na mnie, to na niego.

Chłopak odwrócił się w moją stronę, przez co dokładnie obejrzałam go od stóp do głowy. Blondyn, troszkę dłuższe, proste włosy (bardziej proste od moich!), i czarne oczy. Szara bluza z napisem po lewej stronie Nike, czarne spodnie i szare Vansy.

Uśmiech zagościł na jego twarzy, po czym wyciągnął rękę i sam się przedstawił :
- Tom jestem. Jak tam nauka z moją kochaną siostrzyczką ? - posłał w jej stronę znaczące spojrzenie, wyszczerzył się szeroko i spojrzał ponownie na mnie - Mam nadzieję, że jest w stosunku do Ciebie .. Normalna?

- Mel. Ale to już wiesz- uśmiechnęłam się - A co masz na myśli mówiąc normalna ?

- No wiesz taka miła, nie opryskliwa, nie wulgarna, spokojna, grzeczna .. Takie uosobienie aniołka.

- Pfff. Zawsze taka jestem jakbyś nie zauważył geniuszu - prychnęła blondynka krzyżując jednocześnie ramiona .

Blondyn rzucił w jej stronę tylko przelotne spojrzenie, pokręcił głową i mruknął do siebie :
- Jak zawsze .. Jak zawsze.

- Co tam mruczysz pod nosem mój mały, słodki braciszku ?

- Jak to ja Cię wielbię i kocham moja siostrzyczko! - objął ją ramieniem - Uparcie i skrycie, och Kate
kocham i wielbię Cię ponad życie!

- Bleee .. - odsunęła się od niego z szerokim uśmiechem na twarzy - Idź sobie wielbić tego twojego BMX'a a nie mnie .

- Skoro chcesz - wzruszył ramionami - Żegnam miłe panie i życzę miłej nauki - posłał mi uśmiech, siostrze poczochrał włosy po czym opuścił pokój.

- Ughh. Jak ja go nie cierpię ! - z głośnym westchnieniem opadła na miejsce naprzeciwko mnie.

- Słyszałem! - dobiegł nas przytłumiony głos zza drzwi.

- I bardzo dobrze! Mogłeś nie podsłuchiwać! - zripostowała dziewczyna.

- U was tak zawsze?
Przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią, ale w końcu odparła:
- Cóż. Jeżeli pod uwagę wziąć by opinię mamy i taty na temat naszego zachowania, to .. Tak.

- Zupełnie jak u mnie. Mam tak samo, tyle, że z siostrą. I to młodszą.

- Rozumiem twój ból. - pokiwała z uznaniem głową - A teraz koniec przerwy. Powtarzamy chwyty i kontynuujemy przerabianie materiału na dziś - wzięła do ręki leżącą nieopodal gitarę, tak więc ja zrobiłam to samo.

* * *

Od inspirującej i jakże ważnej czynności, jaką jest pakowanie się do szkoły na następny dzień, oderwał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości tekstowej. Jednakże zignorowałam go i kontynuowałam wcześniej wykonywaną czynność.
Po upewnieniu się, że wszystko jest spakowane i ułożone wg mojego określonego porządku, odłożyłam plecak na bok i sięgnęłam po urządzenie, które w tej samej chwili poinformowało mnie o drugiej nowej wiadomości.

- Albo napisały dwie osoby, albo jedna jest od jednej a druga od innej .. No i może też być taka możliwość, że jest to reklama z sieci, bądź też powiadomienie typu : "Zostałeś wylosowany! Aby odebrać nagrodę wyślij sms .. bla bla bla" - powiedziałam do siebie, wpisując kod odblokowujący telefon.

Jedna z moich opcji się zgadzała. Dwa różne sms'y, od dwóch osób. Mój "chłopak", i Ann.

Nadawca : Ann.
"RATUJ! Tonę w stercie ciuchów i nie mogę nic wybrać! ;c
Może będziesz tak dobra i pomożesz swojej niesamowicie nierozgarniętej przyjaciółce?
Oferuję dozgonną wdzięczność! ^^"

Po przeczytaniu, spojrzałam na szafę, później na telefon, na szafę i na telefon i .. Zaczęłam się śmiać. To była moja naturalna reakcja na tego typu sms'y od Annabell. Szybko wystukałam odpowiedź i otworzyłam kolejną wiadomość.

Nadawca : Jake.
"Witam moją wspaniałą dziewczynę!
Może miałabyś ochotę na mały spacer, lub wypad do skate parku ze mną i Max'em ? ^.^"

Potwierdzenie wysłania wiadomości ukazało się chwilę przed przyjściem kolejnego sms'a.
Po przeczytaniu, chwyciłam tylko słuchawki i zbiegłam na dół.

- Mamo wychodzę! - w pokoju rozległ się mój głos .

Głowa mojej rodzicielki wyłoniła się zza oparcia kanapy, zmuszając tym samym mojego tatę do zdjęcia z jej ramion ramienia, którym ją obejmował.

- Gdzie idziesz? Z kim idziesz? Za ile wrócisz? Weź telefon - spytała spoglądając na mnie, gdy wkładałam na nogi trampki.

- Najpierw do Ann pomóc jej w wybraniu ubrań, później na spacer z Jake'iem i Maxem. Wrócę .. Tak jak zwykle? Mogę?

- Jasne. Baw się dobrze i pozdrów mamę Annabell.

Zanim otworzyłam drzwi wejściowe poprawiłam kilka niesfornych kosmyków, wypadających z koka, chwyciłam klucze, które po chwili znalazły się w kieszeni dżinsów i wyszłam rzucając tylko do rodziców :
- Dzięki. Wy też bawcie się dobrze.

Nucąc pod nosem rytm piosenki, mijałam kolejne domki zmierzając do celu. Każdy z nich miał inny kolor, nie licząc bliźniaków oczywiście. Jak to kiedyś stwierdziła Ann ? "Twoja ulica, to taka tęczowa droga. Nic, tylko patatajać wzdłuż niej na wyjebistym jednorożcu!" .
Tak, dokładnie tak powiedziała, gdy pewnego zimowego dnia, spacerowałyśmy tam gdzie nas nogi poniosą.
Wraz z końcem piosenki, ujrzałam przed sobą brzoskwiniowy dom mojej przyjaciółki. Czarny kot, z białą plamą na lewym oku wesoło biegał w tę i we w tę, raz po raz podskakując do góry chcąc upolować ptaka .
Zaraz, zaraz ... Kot? W ogrodzie Ann ? KOT?! I podczas, gdy ja uporczywie wpatrywałam się w zwierzaka, niezidentyfikowany osobnik niezidentyfikowanej płci wyszedł z domu i zmierzał w kierunku bramy, w związku z czym doszło do małego zderzenia. Szybko schyliłam się, aby pozbierać porozrzucane dookoła arkusze białego papieru, jednak Tajemniczy Ktoś wpadł na taki sam pomysł z czego wynikło zderzenie się głowami.

Wyciągając lewą rękę z zebranymi arkuszami w kierunku chłopaka, drugą z rąk masowałam prawą skroń.

- Proszę. I przepraszam - uśmiechnęłam się, jednocześnie przestając pocierać część głowy.

- Dziękuję. I to raczej ja powinienem Cię przeprosić. Teoretycznie oberwałaś z mojej winy, tak więc ja winny jestem Cię przeprosić za to.

- Powiedzmy, że wina leży po obu stronach . I mojej, i Twojej. Co Ty na to ? - wyciągnęłam rękę w geście zatwierdzenia porozumienia.

- Zgoda - ścisnął delikatnie moją dłoń, którą puścił po krótkiej chwili i zaczął porządkowanie dokumentów. Gdy skończył, podniósł na mnie wzrok i powiedział :

- Jestem Kyle . A Ty, to kto, bo dobrze byłoby wiedzieć kogo przepraszam.

- Rzeczywiście . Melissa - przedstawiłam się zakładając za ucho niesforny kosmyk .

- Miło mi Cię poznać Melisso . Annabell czeka już na Ciebie i jeśli dobrze przypuszczam, potrzebuje Twojej pomocy, tak więc nie będę Cię dłużej zatrzymywać.

- Po tych dokumentach w Twoich dłoniach, mogłabym przypuszczać, że to ja Cię zatrzymuję a nie Ty mnie - uśmiechnęłam się, odsłaniając rządek zębów.

- To w sumie .. Nie jest aż tak bardzo ważne. Ale sterta ciuchów u Belli w pokoju, zdaje się ją przerastać powoli - zaśmiał się.

- Czyli lepiej jak już pójdę .. Miłego popołudnia życzę i do zobaczenia, Kyle.

- Do zobaczenia, Melisso. - posłał mi uśmiech, po czym skierował się do wyjścia z działki mojej przyjaciółki.

Chwilę później stojąc w progu pokoju Annabell, nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać i dramatyzować, więc stałam tak jak słup soli, spoglądając na przyjaciółkę "spomiędzy palców".
Tuż przed orzechową szafą, w stercie ubrań ogromnych rozmiarów zagrzebana była Ann.

- Pomożesz mi się stąd wydostać ? - spytała spoglądając na mnie swoimi piwnymi oczyma - Dziękuję - odparła, gdy stanęła pośrodku chaosu.

Jednak, gdy spojrzałam na jej twarz, znaczy się wyżej - na czubek głowy, już nie mogłam się powstrzymać i ukrywając twarz w dłoniach zaczęłam chichotać. Napotykając pytająco-zdezorientowane spojrzenie Annabell, palcem wskazującym pokazałam tylko jej głowę.
W następnej chwili, gdy ręka przyjaciółki powędrowała we wskazane wcześniej przeze mnie miejsce i dotknęła przeszkody, mimowolnie odrzuciła rzecz na drugi koniec pokoju, o mały włos nie przewracając przy tym doniczki ze storczykiem.

Nie mogąc powstrzymać śmiechu, na widok przerażonej twarzy Annabell, chwyciłam się za brzuch i wybuchnęłam śmiechem. Po krótkiej chwili zawtórowała mi zaatakowana przez ubrania dziewczyna.
- To nie jest zabawne ! - rzuciła oskarżycielsko pod moim adresem, nadal jednak nie przestając się śmiać.

- A jednak się śmiejesz ! Sama z siebie! - zripostowałam, powoli się opanowując.

Gdy w końcu stwierdziłyśmy, że tak popularna wśród dzisiejszej młodzieży głupawka nam przeszła, omijając porozrzucane dookoła ubrania, przemieściłam się na drugi koniec pokoju. Podniosłam wysoko, małą różową koszulkę i wyciągając obie dłonie w stronę Ann spytałam :
- Czemu ja, Twoja najlepsza przyjaciółka od podstawówki, dopiero teraz dowiaduję się, że jesteś fanką Hanny Montany?

Jej mina ? Bezcenna.

- To nie moje! - odparła i krzyżując ręce na klatce piersiowej spojrzała na mnie znacząco- Istnieje jeszcze prawdopodobieństwo, że Ty - moja najlepsza przyjaciółka od podstawówki, potajemnie mi ją podłożyłaś, aby w tej oto chwili mnie oskarżyć!

- Och! Twe słowa ranią me kruche i delikatne serce, które chciało być dla Ciebie tak miłe i zaproponować coś co na pewno by Ci się spodobało ..

- Koszulka Frannie, mojej małej siostry ciotecznej, która uwielbia robić sobie z mojej szafy szałas, a nocowała u nas w zeszłym tygodniu - wyrecytowała na jednym oddechu, po czym w jednej chwili przemieściła się i stając ze mną twarzą w twarz kontynuowała swój monolog - A teraz gadaj, co to za propozycja. Proszę . - uśmiechnęła się szeroko.

- No nie wiem, nie wiem .. Dobra, dobra! Powiem jeśli Ty mi coś powiesz i nie będziesz patrzyć na mnie takim wzrokiem!

- Ale przecież ja nic nie robię. Nie wiem zupełnie o co Ci chodzi, Mel - zamrugała kilka razy powiekami.

- Tak, tak! Ty już doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, o co mi chodzi! - Pogodziłam w nią palcem- A teraz gadaj .. Kim jest ten chłopak, który wychodził z Twojego domu i mówi na Ciebie Bella ?

- Kyle. Mój brat cioteczny.

- Dziękuję za odpowiedź. A więc zastanawiałam się, czy nie miałabyś ochoty wybrać się z Nami na skatepark. Ale patrząc na tę stertę ciuchów, nie jestem pewna czy jesteś wolna..

- Oczywiście, że chciałabym. Oczywiście, że za chwilkę będę wolna, jeśli Ty mi pomożesz wybrać ubrania. Co to w ogóle za pytanie, czy miałabym ochotę? Wiesz jak ja lubię skate'ów ! - posłała mi znaczące spojrzenie, po którym od razu wiedziałam o którego konkretnego skate'a jej chodzi.

- Bierzmy się za ubieranie Cię, bo w końcu się spóźnimy.

- Czekaj, czekaj .. Mówiąc wcześniej " z Nami", to kogo konkretnie miałaś na myśli zadając mi to pytanie.

- Zobaczysz - zaśmiałam się, wygrzebując czarny t-shirt spod sterty ubrań - Chodź tu do mnie, mamy niewiele czasu .

*15 i pół minuty później. Skatepark. Oczami Maxa*

- Ty kretynie j**y! Jeszcze raz tak zrobisz, to tego gorzko pożałujesz! - warknąłem w stronę przyjaciela, który stał teraz z założonymi na klatce piersiowej rękoma i szczerzył się do mnie, jakby nic nie zrobił.

.- A czy moją winą jest to, że nie umiesz tak perfekcyjnie jeździć, że wywalasz się nawet na prostej drodze? - zripostował, nie przestając się uśmiechać od ucha do ucha.

- Jeszcze pożałujesz - pogroziłem mu - Zemsta będzie słodka, mój przyjacielu!

- Skończyłeś? Bo jakoś w dalszym ciągu, nie czuję się nawet odrobinę przestraszony. Chyba, że ... Nie. Jednak nie - odparł, przykładając dłoń do ust, udając, że ziewa.

- Jeszcze zoboaczymy! Może zmotam Mel do mojego planu? - zastanawiałem się na głos.

- Skoro wspomniałeś już o Mel, to już powinna tu być - mruknął spoglądając na zegarek - Chyba, że się rozmyśliła.

- A rozmyśliła się dlatego, że Ty jej to zaproponowałeś? To by w sumie miało sens .

- A może raczej dlatego, że wspomniałem, że Ty będziesz ze mną?

- Pożałujesz swoich słów .. - zacząłem, jednak w jednej chwili zamilkłem.

- Ej. Stary, co jest ? - Jake zaczął mi machać dłonią przed oczami.

- Anioły .. Widzę Anioły ...


*W tym samym czasie. Skatepark. Oczami Mel*

- Czeeemu mi nie powiedziałaś, że będzie Max? - jęknęła mi do ucha Annabell, gdy już dotarłyśmy na skatepark a ona dostrzegła Jake'a z Maxem.

- Myślisz, że zrezygnowałabym, z widoku twojej miny? Jak go widzisz, to od razu masz banana na twarzy, moja droga!

- Eee .. Na prawdę? - na jej twarz wypłynął rumieniec, i od razu ukryła twarz za włosami.

- Uuuuu! Wiedziałam, że coś z tego będzie!

- Zamknij się już, Mel ! Dokończymy to później.

- Jeśli myślisz, że jeżeli przełożymy to na później to o tym zapomnę, to przykro mi, ale Cię rozczaruję. Nie zapomnę. Moja pamięć jest zbyt doskonała, żeby zapomnieć o ..

- Zapomnieć o czym? - zapytał Jake, z szerokim uśmiechem na twarzy .

- Nieważne - machnęłam ręką, kątem oka spoglądając na Ann, która ponownie ukryła twarz we włosach - Jake .. Co zrobiłeś Maxowi ? - spytałam, zmieniając temat.

- Sam chciałbym to wiedzieć! Gadaliśmy sobie normalnie, aż tu nagle bum,trach,jeb! Max stanął jak wryty i mówi do mnie " Anioły... Widzę Anioły..." . Ej, ej, ej ! To wszystko, jak tylko Was zobaczył!
- Sugerujesz, że to Nasza wina?

- Skądże! Ja mam co do tego stuprocentową pewność, Skarbie!

- Hej . - usłyszeliśmy głos Maxa i najpierw spojrzeliśmy po sobie, później wzrok skierowaliśmy na Maxa a na sam koniec, zaczęliśmy się śmiać - Co zrobiłem? - spytał zdezorientowany Max, nie wiedząc co wywołało taką reakcję.

- Nic - odparłam, próbując zachować spokój i się nie śmiać.

- To dobrze. Co tam? Wskakujesz na deskę? - rzucił Max, spoglądając początkowo na mnie, później jednak przenosząc wzrok na Annabell - Ale zajebista! - rzucił się w kierunku mojej przyjaciółki, która stanęła jak wryta, nie wiedząc co robić (zupełnie jak ja wcześniej, gdy do niej przyszłam).

- Ale .. Ale o co chodzi ? Bo nie za bardzo rozumiem ..

- No jak to o co ? O koszulkę! Zajebista jest! - pociągnął za jeden jej koniec.

- Dziękuję - uśmiechnęła się do niego.

- Ty też sądzisz, że oni są dla siebie idealne kompatybilni ? - spytał mnie Jacob, wychylając się ponad moim prawym ramieniem, spoglądając wesoło, na dwójkę przed nami, która w dalszym ciągu uśmiechała się do siebie.

- Mówiłam Ci już o tym w wakacje, u mojej cioci. Już wtedy stwierdziłam, że do siebie pasują.

- W sumie racja .. Punkt dla Ciebie - cmoknął mnie w policzek, jednocześnie obejmując mnie ramionami w talii.

- Nie romansujecie już tak ! - zganił nas Max, który skończył "romansować" z Annabell - Porywam
Twoją dziewczynę na rampy, a Ty zaopiekuj się w tym czasie Ann - puścił jej oczko . A nie mówiłam, że coś z tego jeszcze będzie? Jestem Medium!

- Opiekuj się nim. Nie chciałbym, żeby coś mu się stało - szepnął mi prosto do ucha Jake, po czym wypuścił z objęć i delikatnie popchnął w kierunku Maxa.

- A więc co tam u Ciebie Annabell? - usłyszałam jeszcze wesoły głos "mojego chłopaka", gdy razem z Ann kierowali się w stronę najbliższej ławki.

- Max! Poczekaj chwilę ! - rzuciłam do przyjaciela i popędziłam do Ann.

- Popilnujesz ? - spytałam ją podając na otwartej dłoni klucze i telefon.

- Jasne. Uważaj na siebie - odebrała ode mnie rzeczy.

- Zawsze uważam - uśmiechnęłam się i wróciłam do Maxa - To od czego zaczynamy ? - spytałam go.

*33 minuty później. Skatepark*

- Max .. Na dziś mam koniec - jęknęłam, gdy obok mnie na desce pojawił się blondynek.

- Ej no! Nie rób mi tego, Mój Aniele!

- Przykro mi, ale nie zmienię zdania. Idę usiąść - skierowałam swe kroki w stronę ławki, na której
znajdowała się moja przyjaciółka z Jake'iem.

- Mel! Co Ci się stało w oko? - spytała Ann spoglądając na lewą stronę mojej twarzy.

- Max, coś Ty jej zrobił ? - do Annabell dołączył się Jake.

- Nic takiego .. Znaczy się.. Przez przypadek oberwała ode mnie łokciem..

- To nic takiego. Nic mi się nie stało - uspokoiłam ich, bo znając Annabell za chwilę by się zaczęło : "jak się czujesz?", "wszystko gra?" - Moja najdroższa przyjaciółko.. Mam propozycję - wyszczerzyłam się spoglądając na nią.

- Jak tak na mnie patrzysz, to zaczynam się bać ..

- Nie ma czego. Pamiętasz, kiedy pewnego dnia powiedziałaś do mnie "zrobię wszystko" ? Już nie pamiętam, za co to konkretnie było, ale coś takiego zaistniało ..

- No tak. Zgadza się. Pamiętam to. O co Ci konkretnie chodzi ? - spytała z lekkim przerażeniem w oczach.

- Nauczysz się jeździć na desce! - klasnęłam w dłonie z zachwytu na swój genialny plan pt. „Jak zbliżyć Ann i Maxa?"

- A kto mnie będzie uczyć? Ty?

- Ja z chęcią. - zaoferował się Max, dotychczas stosunkowo mało się wypowiadający - Oczywiście, jeśli chcesz ..?

- Pewnie. W sumie, czemu nie? - wzruszyła ramionami, nie spuszczając oczu z Maxa.

- Doskonale! Więc wskakuj na deskę i pokaż co potrafisz! - podsunęłam jej deskę pod same stopy - Będę trzymać kciuki! - uniosłam obie dłonie w geście udowodnienia, zajmując miejsce na ławce obok Jake'a.

Patrzyliśmy jak odchodząca para, dyskutuje o czymś, raz po raz zaczynając się śmiać.

- Ładna byłaby z nich para, prawda? - rzucił Jacob, gdy nauka jazdy na desce dla Ann się rozpoczęła, a ona postawiła stopę na deskorolce.
- Byłaby ? Jeszcze mnie nie znasz .. Oni powinni być ze sobą. Ja tego dokonam - uśmiechnęłam się szeroko, wyobrażając sobie tę sytuację. Ona i On ..

- Może Ci pomóc? Wypytam o Nią Maxa i tak dalej.

- Spoko . Informacji nigdy dość, Wspólniku.

- Wspólniczko .. - posłał mi jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów, który tak uwielbiałam - Co byś powiedziała, gdybyśmy zostawili te dwa gołąbki i poszli gdzieś? - zaproponował po chwili.

- Gdzieś, czyli gdzie ? - spytałam posyłając zaciekawione spojrzenie w jego kierunku.

- Zobaczysz - pokazał mi język i zaczął wystukiwać coś na ekranie telefonu, który po chwili znalazł się w jego kieszeni - Idziemy ? Max już dostał wiadomość, także ..

- Annabell ma mój telefon i klucze .. Czemu się tak szczerzysz ?

- Poznajesz? - wyciągnął owe przedmioty nie przestając się uśmiechać.

- Będziesz tak dobrym chłopakiem i mi je zwrócisz ? - zrobiłam minę kota ze Shreka

- A co w zamian za to dostanę ? Bo tak to nie wiem, czy mi się opłaca iść na taki układ ..

- A co byś chciał ? - w głowie układałam już różnorodne scenariusze dotyczące różnych możliwości.

- Zastanowię się nad tym, a w tym czasie to przechowam - mówiąc to, schował urządzenie i klucze do kieszeni, po czym wstał z ławki i wyciągnął dłoń w kierunku do mnie :

- Czy pozwoli się pani porwać w pewne bardzo ciekawe miejsce?

- Pewnie. W sumie czemu nie.

Niecałe 15 minut później dotarliśmy do .. Kawiarenki. Uśmiech przez ten cały czas nie spływał z twarzy Jacoba. Po złożeniu zamówienia, i dyskusji kto za to zapłaci, skierowaliśmy się do najbardziej odległych od wejścia miejsc . Tak jak w tych wszystkich amerykańskich filmach, była tu kanapa, ława czy jakkolwiek to można było nazwać, tak więc zajęliśmy ją, mając doskonały widok na wszystko dookoła, począwszy od wejścia i stolików przed kawiarenką, skończywszy na całym wnętrzu lokalu.

- Jak tam minął dzień w szkole ? - zagadnął mnie Jake, odrywając jednocześnie od obserwacji wystroju kawiarenki.

- Oprócz tego, że prawie zostałam wyrzucona z klasy, bo przez Chrisa cały czas się śmiałam, to dobrze. A Tobie ?

- Też dobrze, chociaż wolałbym w tym czasie być w domu i brzdąkać na mojej gitarze - rozmarzył się, jednak przerwało mu to przyjście kelnerki z naszym zamówieniem - Dziękuję bardzo - rzucił jej przelotne spojrzenie i swoją uwagę skupił na mnie.

- Coś się stało? - odwróciłam się, w kierunku drzwi wejściowych - Mam coś na twarzy ? To o co chodzi ? - spytałam w końcu, gdy nie doczekałam się potwierdzenia.

- Mówiłem Ci już, że masz zajebiste oczy ?

- Hahahahahahaha. Nie. - zaśmiałam się ironicznie - Nie mam zajebistych oczu, w przeciwieństwie do Ciebie, mój drogi.

- Ty, Ty, Ty! Nie zmieniaj mi tu tematu! Rozmawiamy o Tobie, a nie o mnie! I nie rób tych wszystkich słodkich minek, mających na celu mnie przekonać! - pomachał w moim kierunku łyżeczką.

- Ależ ja nic nie robię. Nie wiem o co Ci dokładnie chodzi - zatrzepotałam rzęsami jak Ann jakiś czas wcześniej.

- Przypuśćmy, że Ci w to wierzę. - mruknął niechętnie, nabierając lody na łyżeczkę. W odpowiedzi na to tylko się uśmiechnęłam.

- A jak tam Alyson ? Już Cię nie dręczy ? - zapytałam po pewnym czasie, gdy nasze pucharki opróżnione były do połowy.

- Jak na razie cisza, jak makiem zasiał - uśmiechnął się szeroko, jednak gdy spojrzał ponad moim ramieniem uśmiech ten powoli znikał - No to wykrakałaś ...

Na te słowa obróciłam głowę i przy drzwiach wejściowych dostrzegłam ową Alyson.

- Mel, chodź tu do mnie - Jake poklepał miejsce obok mnie - Dziękuję - powiedział, gdy spełniłam jego prośbę.

- Nie ma za co - podczas wypowiadania ostatniego słowa, moja łyżeczka powędrowała w stronę jego twarzy i maznęła jego nos, pozostawiając białą plamkę lodów śmietankowych.

- Pożałujesz za to .. - mruknął tylko i do ręki ujął także swoją łyżeczkę, nabierając na nią czekoladowych lodów, które po chwili wylądowały na mojej twarzy.

- Ty to umiesz człowiekowi humor poprawić - uśmiechnęłam się, biorąc do ręki jedną ze stojących na stoliku serwetek papierowych.

- A to znaczy, że do tej pory nie był najlepszy? - odsunął się na długość ramienia, robiąc zdziwioną minę.

- To nie o to chodzi, że nie był najlepszy. Powiedzmy, że to jest moje stałe powiedzenie, gdy ktoś mi go jeszcze bardziej polepszy.

- A więc .. Co mógłbym jeszcze zrobić, żeby Twój humor był jeszcze lepszy ?

- Hm.. Kochaj mnie, karm mnie i nie opuszczaj - rzuciłam cytatem z "Garfielda".
Nachylił się w moim kierunku i zanucił prosto do ucha nieznaną mi dotąd melodię - I love you forever, forever and always* .


* Parachute - Always and forever.

_____________________________________
Wielki powrót! XD
Przejdźmy do sedna . Najważniejsze informacje <uczyć się muszę> :
- Kolejny rozdział : ZA TYDZIEŃ!
- Pytanie : Co myślicie o połączeniu Ann i Maxa ?
- Czekam na komentarze, które mnie baardzo motywują XD

Tak więc to chyba wszystko .. Lecę się uczyć.
Miłego czytania.

Malinowaa. XD
 

 
Witam, witam :3
Informuję, że za niedługo znów powrócę na bloga . XD
Nowy rozdział powinien pojawić się w środę wieczorem )

Udanego dnia.
See you soon. Malinowaa.
 

 
Ważne ogłoszenie!
Zawieszam bloga.
Nie mam czasu na pisanie, a za 2 tygodnie mam egzaminy, więc muszę się skupić na nauce.

Wybaczcie.
No to, do.. Po egzaminach! XD

Pozdrawiam. Malinowaa. ^^
 

 
Rozdział 20.

"Oczy są odzwierciedleniem duszy człowieka ."
Ciekawe dlaczego akurat to stwierdzenie przyszło mi do głowy. Ciekawe dlaczego akurat to, się nie sprawdza. W ciemnobrązowych oczach brunetki, usadowionej tuż naprzeciw mnie, dostrzegam jedynie żądzę zemsty. Zemsty za próbę wyprowadzenia jej z równowagi. Najwidoczniej mi się to udało, tak więc z ręką na sercu mogę powiedzieć, że cel na dzisiaj, na dobre rozpoczęcie dnia szkolnego, został całkowicie zrealizowany. Na potwierdzenie tego, mam odzwierciedlenie błyskawic w "nutellowych" oczach dziewczyny. Sądziłam, że po takiej ilości "pobudek", podczas której każda przebiegała tak samo; oraz spożywania śniadań już się przyzwyczaiła. A jednak się myliłam. Jak łatwo może zmylić nas zachowanie osoby, z którą żyjemy pod jednym dachem od 11 lat.

- Możesz łaskawie, przestać się we mnie tak uporczywie gapić? Byłabym wdzięczna. - syknęła moja towarzyszka, gdy mama oddaliła się na wystarczającą odległość, aby nie usłyszała naszej rozmowy.

- Och. Czyżby Ci nerwy puszczały? A może to Twoje alter ego, rodem z kreskówki Marvella, Hulka się ujawnia? Jeśli tak, to mnie przynajmniej uprzedź - ucieknę, gdzie pieprz rośnie.

- Ha ha ha .. Ale zabawne. - skwitowała z grymasem na twarzy, nabierając na łyżkę dużą ilość czekoladowych groszków, które tak uwielbia - Może, gdy kiedyś będę mieć własne TalkShow, zaproszę Cię, a ty w stroju błazna rozbawiać będziesz widzów? Praca idealna dla Ciebie!

- A może chcesz Snickersa? Jak masz za mało cukru, zaczynasz strasznie gwiazdorzyć - zripostowałam.

Widok przymrużonych oczu, ust zaciśniętych w cienką linię, dłoni mocno zaciśniętej na łyżce, działały na mnie jak czerwona płachta na byka. Chciałam coś jeszcze dopowiedzieć, jednak moje plany spełzły na niczym, ponieważ w tej oto chwili, do kuchni, stukając wysokimi obcasami, wmaszerowała mama grzebiąc w obszernej torebce. Po chwili opuściła pomieszczenie, a jej kroki odbiły się echem po przedpokoju.

- Za 5 minut przy samochodzie! Chyba, że chcecie się spóźnić do szkoły!

Tak więc, w błyskawicznym tempie, naczynia po śniadaniu, znalazły się w zmywarce, a ja i moja siostra, w naszych pokojach. Mój czarno-fioletowy plecak stał już gotowy przy biurku, czekając aż go ze sobą wezmę. Tak więc przerzuciłam go przez ramię, do jednej ręki zagarnęłam telefon (z słuchawkami oczywiście) i odruchowo, bransoletkę od Jacoba i Maxa, po czym w szybkim tempie zbiegłam na dół a stamtąd do garażu. Tam, wpakowałam się na miejsce pasażera, za co otrzymałam rozczarowane spojrzenie brunetki, która z torbą przewieszoną przez prawe ramię po chwili zajęła jedno z miejsc z tyłu. Od razu swój wzrok - podobnie jak i ja - skierowała w stronę szyb, i w takowej pozie, pozostała dopóty, dopóki nie dojechałyśmy do celu. Nie odezwała się ani słowem przez całą drogę a wychodząc rzuciła krótkie "Cześć" i "Kończę po drugiej". Czyżby nadal była na mnie zła za tą pobudkę i późniejsze śniadanie?
Chyba będę musiała to wybadać później - po szkole.

- Więc .. Jak było na rozpoczęciu ? Bo wczoraj jakoś o to nie zapytałam. - przerwała moje rozmyślania mama.

- No wiesz, jak zwykle. Przemówienie dyrektora, zapoznanie się z wychowawcą, rozeznanie w planie szkoły, wylanie farby na woźnego .. - tu przerwałam, bo na samo wspomnienie tego zaczęłam chichotać.

- Może rozwiniesz bardziej tę myśl? - zasugerowała moja rodzicielka, spoglądając na mnie z ukosa spod czarnych okularów. "To nasze cudne słońce, które świeci prosto w oczy podczas jazdy .. " jak to stwierdziła moja mama, gdy usiadłam na miejscu pasażera w domu.
Tak więc, zanim dotarłyśmy na miejsce historia pt.: "Przemiana woźnego w Czerwonego Kapturka" została w całości przekazana w formie ustnej.

- Masz bardzo .. Kreatywnych kolegów . A teraz powiedz mi, o której kończysz?

- 15 .. Czy tam 16, sama nie wiem. A dlaczego pytasz?

- Bo dziś miałaś jechać na lekcje gitary, a może się mylę?

- Orzesz ty! Na śmierć o tym zapomniałam ! - ukryłam twarz w dłoniach, a czując na sobie wzrok mamy spojrzałam na nią spomiędzy palców - No co? To przecież nie moja wina! - podniosłam dłonie w obronnym geście.

- Ach ta twoja niezawodna pamięć .. - pokręciła głową z cichym westchnieniem - Tak więc, kiedy już się zorientujesz o której kończysz lekcje, napiszesz mi sms'a a ja wraz z Twoją gitarą przyjadę po Ciebie. Zaraz potem zawiozę Cię tam tam - machnęła ręką wskazując kierunek północny (o ile się nie mylę, bo z moim określeniem kierunków jest nie za dobrze).

- Jasne. Dzięki wielkie - posłałam jej promienny uśmiech - A więc żegnam miłą panią, bo udać się muszę na język polski. Udanego dnia i miłej pracy życzę! - ucałowałam prawy policzek mamy, po czym wyskoczyłam z auta i swe kroki skierowałam do głównego wejścia do szkoły.

Powitał mnie .. Hałas. Tylko tak można określić tę kakofonię dźwięków, jaką dało się słyszeć tuż po wejściu do holu szkolnego.
Co rusz mijałam a to pary przyjaciółek, które podzielić musiały się "najnowszymi newsami", a to samotników z słuchawkami w uszach. Nauczyciele, którzy stali w tej chwili na dyżurze posyłali w moją stronę ciepłe uśmiechy, po czym wracali do swoich zajęć. Za swój teraźniejszy cel obrałam dotarcie do szatni, tak więc już po chwili wiązałam swoje czarne trampki w dużym boksie dla klasy Ib. Przeskakiwałam po dwa stopnie na raz, co przyczyniło się do tego, że na samej górze schodów wpadłam na blondyna wesoło gawędzącego z innymi.

- Mam nadzieję, że nie obgadujesz mnie? - spytałam, kładąc głowę na ramieniu blondyna.
Chłopak spojrzał na 'intruza' kątem oka, po czym uśmiechnął się szeroko i poczochrał mi grzywkę.

- No witam moją drogą przyjaciółkę, której oczywiście nie obgadujemy - odparł z cwaniackim uśmiechem - Poznaj .. Roberta, Alexa, Harrego, Jassona i Rona - powiedział wskazując po kolei poszczególną osobę - Chłopaki, to Melissa.

Po tym nastąpiła seria wymiany 'cześć' połączonych z uśmiechami na twarzach nowych kolegów Chrisa. Pogawędziłam z nimi przez chwilę, po czym pożegnałam się i pomaszerowałam pod klasę, w której za chwilę miałam mieć język polski. Jak zawsze, moja niezdarność musiała dać o sobie znać i w momencie, gdy wychodziłam zza rogu, wpadłam na kogoś .

"No masz .. " mruknęłam tylko pod nosem, a głośno powiedziałam :
- Ja .. Ja przepraszam. Nie zauważyłam pana - zaczęłam mówić, gdy tylko zorientowałam się z kim mam do czynienia - Przepraszam ..

- Nie musisz się powtarzać - zaśmiał się mężczyzna - Nic takiego się nie stało. Ja w młodości też często na kogoś wpadałem. Tak więc jesteśmy w tym podobni - powiedział posyłając mi ciepły uśmiech.

- A to ciekawe. Ja już pójdę .. Udanego dnia panie dyrektorze.

- Wzajemnie Melisso - odparł po czym skierował się do wyjścia ze szkoły.

Przez całą drogę do klasy zastanawiałam się, skąd dyrektor znał moje imię. Przecież wcześniej mu nie mówiłam.. Bo nie mówiłam, prawda?

- Buu!- moje rozmyślania przerwał widok ucieszonej mordki Chrisa, która w tej samej chwili pojawiła się przede mną - O czym tak rozmyślałaś?

- Wpadłam przez przypadek na dyrektora.. I on znał moje imię .. A ja nie wiem skąd.

- Uuuu! Już pierwszego dnia wpaść na dyrektora. - zacmokał z dezaprobatą krzyżując jednocześnie ramiona na klatce piersiowej- No no.. Nie poznaję Cię Mel..

- Daj spokój! - uderzyłam go żartobliwie w ramię - A ty wcale nie lepszy! Pamiętasz piątą klasę ? Lekcja przyrody, temat o wężach i tych takich wszystkich..

*Retrospekcja.
Klasa piąta, lekcja przyrody*

Młoda kobieta, z wyglądu 28 lat, wchodzi do klasy, trzymając przyciśnięty do piersi bordowy przedmiot, wielkości zeszytu A4. Zaraz za nią kroczy nauczyciel informatyki, którego poprosiła o pomoc przy projektorze multimedialnym i odtworzeniu prezentacji.
Uczniowie klasy siedzą spokojnie (stanowczo zbyt spokojnie), co powoduje przeciągłe spojrzenie nauczycielki zza mahoniowego biurka, zastawionego różnego rodzaju notesami, książkami i stosikiem zeszytów, czekających na sprawdzenie.
Gdy rozlega się "Gotowe. Możemy zaczynać", przenosi wzrok z uczniów na informatyka, posyłając promienny uśmiech z lekkim rumieńcem na twarzy. Mężczyzna odpowiada jej tym samym, po czym zajmuje wolne miejsce niedaleko wyjścia, czujnie obserwując kruczowłosą kobietę. Przesuwające się po kolei slajdy, mają nam przybliżyć życie gadów i płazów, które podobno jest szalenie interesujące. Gdy obraz zatrzymuje się na fotografii wielgaśnego grzechotnika, do klasy wbiega zdyszany brunet i od razu kieruje się do biurka, głęboko oddychając. Informuje o czymś nauczycielkę, a ta z przerażeniem i zdziwieniem w oczach gestem przywołuje profesora . Ten, także zdziwiony, rozgląda się po klasie, a gdy jego wzrok zatrzymuje się na pewnym punkcie w głębi sali, podniesionym głosem oznajmia, że w tym momencie uczniowie muszą opuścić klasę. Przez uchylone drzwi, można usłyszeć było głos nauczycielki : "Uważaj ! Za Tobą!", a zaraz potem informatyka : "Podaj mi klatkę! Szybko!".
Lekcja nie została dokończona, a to za sprawą genialnego pomysłu jednego z uczniów. Właśnie owego bruneta, który spóźnił się na lekcję. Jak się później dowiedziała niewtajemniczona część klasy, brat Chrisa - bo tak miał na imię winowajca - ma słabość do węży, i ma posiada kilka okazów, więc zważywszy na temat przeprowadzanej lekcji, Pan Pomysłowy odkrył, że skoro jego brata nie ma akurat w mieście, nikt się nie dowie o tym, jak "pożyczy" sobie gada. Jednakże maskotce nie przypadł do gustu pomysł wycieczki krajoznawczej i pozwiedzał sam szkołę, do której uczęszcza Chris. I takim oto sposobem, Romeo - bo tak nazywał się wąż - znalazł się w sali przyrodniczej"

- A już miałem nadzieję, że o tym zapomniałaś i nie będziesz mnie dręczyć .. - westchnął ze smutkiem w głosie.
- Haha. To niewykonalne zadanie. Ja nigdy o tym nie zapomnę - zastrzegłam i w tym samym momencie usłyszałam ponad swoją głowę dzwonek.

- To co .. - zatarł ręce naśladując emotkę z gadu "cwaniak" - Przygotowana na swoją dzienną dawkę witamy C ? C jak Chris ?

Wchodząc do klasy oboje nie mogliśmy przestać chichotać. A gdy Chris po "dżentelmeńsku" wybrał nam ławkę, od razu się w niej rozgościł i przywitał mnie ze słowami "Witaj moja towarzyszko na dobre i złe". Już pierwszego dnia, na pierwszej lekcji i to z wychowawczynią, zostałam kilkakrotnie upomniana. Jednakże nie była to moja wina. To Chris! Albo zaczynał mnie dźgać, albo opowiadał śmieszne (według niego) historyjki, albo .. Albo wszystko inne tylko po to, abym to ja się śmiała i zachowywała jak najgłośniej.

- Zobaczysz .. Jeszcze się zemszczę za to - pogroziłam mu, gdy przemierzaliśmy korytarz szkolny kierując się do kolejnej sali, tym razem historycznej.

- Aaaa! Już się boję i jak tylko wrócę do domu, to schowam się pod łóżko w pokoju Billa* - wyraz jego twarzy z początku wyrażał strach, ale zaraz potem ustąpił miejsca zawadiackiemu uśmiechowi.

- Grabisz sobie Chris - wycedziłam przez zaciśnięte zęby, czując jak dłonie mimowolnie zaciskają mi się w pięści . Podniosłam do góry prawą rękę, po czym "lekko" uderzyłam go w lewe ramię - To na początek - wyszczerzyłam się szeroko.

- Ej, ej! Stop ! Jak pognieciesz mi koszulę, to Ci tego nie daruję ! - pogroził, wierzchem dłoni wygładzając jedną z fałdek na jego czerwono-czarnej koszuli . Dodatkowo nie mógł się oprzeć pokusie i ze swojej czarnej koszulki strząsnął kilka paproszków - No. Teraz jest idealnie - powiedział do siebie - No co ? Czemu się tak dziwnie na mnie patrzysz ?

- Zaczynasz zachowywać się jak mój tata .. Wszystko idealne, idealnie dopasowane ..

- To źle ? Mel .. Masz może lusterko ? - stanęłam jak wryta na środku korytarza, uniemożliwiając swobodny ruch kilkunastu uczniom - O co tym razem chodzi? Co takiego zrobiłem ?

- Po jaką cholerę Ci lusterko? - spytałam (zapewne) z tępym wyrazem twarzy, bo mój towarzysz uniósł jedną brew zdziwiony.

-No jak to po co .. Moja grzywka też musi być ułożona idealne. Włos do włosa, kosmyk do kosmyka, przedziałek wprost proporcjonalnie do ..

Jednak nie dane było mu dokończyć, bo na jego słowa dopadł mnie napadu śmiechu, co jeszcze bardziej go zdziwiło. I tak wchodząc do sali - ja śmiejąc , a Chris patrząc na mnie spod byka - powitał nas zdezorientowany wyraz twarzy profesora. Jednakże zignorował nas (czytaj : mnie) i moje zachowanie i gestem wskazał nam nasze miejsca . Gdy zajęłam swoje miejsce z Chrisem po mojej lewej i wypakowałam to, co było mi potrzebne, rozejrzałam się po klasie. Niektórzy szeptem przekazywali sobie zapewne ważne informacje, inni zaś wpatrywali się a to w ścianę, albo w okno, a jeszcze inni czekali na pierwsze słowa nauczyciela, które usłyszeliśmy już po krótkiej chwili.

- Będę wdzięczny, jeśli skupicie choć odrobinę swej uwagi na mojej osobie i przedmiocie który ze mną będziecie poznawać - wszystkie twarze zwróciły się w jego kierunku,tak więc odchrząknął i z lekką chrypką w głosie kontynuował dalej - A więc, jestem Edward Lupié i przez kolejne trzy lata, będę wam nauczał o historii sztuki.

- A to pan jest z Fraaancji ? - padło pytania z przedniej części klasy, co wywołało nikły uśmiech na twarzy nauczyciela.

- Tak. Zgad...

- A to pan jadał ślimaki?! - usłyszeliśmy pytające stwierdzenie pewnego blondyna z pierwszych ławek w środkowym rzędzie (prawdopodobnie autora poprzedniego pytania o pochodzenie naszego nauczyciela)

Salwa śmiechu przetoczyła się przez klasę, a Lupié patrzył na nas .. Przez palce. Tak, do dobre określenie. Na policzkach miał lekkie wypieki i swoimi ciemnymi oczyma penetrował każdego z nas z osobna. Po chwili, gdy wszyscy już się opanowali (lub powstrzymywali od śmiechu) westchnął cicho i powiedział :
- Coś czuję, że to będą najbardziej niezapomniane trzy lata w moim życiu .. Już na pierwszej lekcji potrafiliście spowodować, że zacząłem myśleć w jakim stanie psychicznym moja psychika będzie za jakiś czas. Co tam ! Za tydzień, albo i krócej!
Ale wróćmy do spraw pierwszorzędnych. Każdy z was opowie mi teraz coś o sobie. Ale nie w zwyczajny sposób typu : Jestem Ktosiem, lubię to i tamto .. Tego sposobu zapewne jeszcze nie znacie, ale to się zmieni.

I przez kolejne 25 minut, każdy starannie wypełnił polecenie profesora, opowiadając o sobie to i owo. Jednakże sposób w jaki to robiliśmy, znacznie odbiegał od typowych metod innych nauczycieli. Nie powiem, zaintrygował mnie ten pomysł. Dodatkowo powiem, że profesorowi spodobała się i moja i Chrisa wypowiedź. Mój przyjaciel jak to on, mówił tylko "To nic takiego", "Ale ja nic takiego nie zrobiłem!"

- No bo nic nie zrobiłem! - próbował przekonać mnie do swoich racji wychodząc z klasy - Za to, to Twoje .. Genialne! - objął mnie ramieniem i kontynuował : To było coś. A gdybyś widziała oczy profesora! Zupełnie jak perełki! Widocznie odkrył, drzemiący w Tobie potencjał.

- Hahahah. Ciekawe jaki potencjał? Ja nie posiadam żadnego potencjału - prychnęłam nie mogąc uwierzyć w jego słowa.

- Tak, tak, tak. Nie wciskaj mi tu kitu ! Ja znam prawdę!

- Tłumacz to tak sobie . -mruknęłam tylko, wyjmując z małej kieszonki plecaka idealnie złożony biały kwadrat. Po rozwinięciu i zlustrowaniu go wzrokiem powiedziałam : Sala 36, północne skrzydło, pierwsze piętro. Historia z panią .. Elizabeth Perco.

- A więc historia, powiadasz? - poruszał brwiami w znaczący sposób.

- Nie, nie! Błagam nie! Niech to nie będzie to, o czym myślę, że to będzie właśnie to! - jęknęłam zrozpaczona na raz rozumiejąc o co chodzi.

- Ooo tak. Chodzi dokładnie o to, o czym myślisz - potwierdził moje obawy - A teraz chodź. Bo zaraz się spóźnimy - pociągnął mnie wzdłuż korytarza.

- A Tobie od kiedy zależy na tym, aby nie spóźniać się na lekcję? - przystanęłam zdziwiona jego nagłą zmianą.

- Od zawsze ! - wypiął dumnie pierś.

I takim sposobem, po raz kolejny dzisiejszego dnia wprawił mnie w śmiech. Z bananem na twarzy, zaraz po
tym, jak zadzwonił dzwonek, przeszliśmy przez próg sali i zajęliśmy miejsca w ławce przy ścianie. Dookoła na ścianach wisiały portrety królów i innych takich, w gablotach na końcu klasy leżały jeden na drugim pergaminowe zwoje, a na przodzie sali - na tablicy - zawieszona była lekko pożółkła mapa Europy. Za mahoniowym biurkiem, na krześle siedziała kobieta . Na ok.30 / 20 kilka lat , blond włosy upięte w wysokiego koka i tylko kilka poszczególnych kosmyków z boku, burzyło idealnie ułożoną fryzurę. Strój - podobnie jak włosy - idealnie dobrany . W klasie panował istny harmider dopóki postać nie wstała i postukując raz po raz obcasami stanęła na środku sali. Szmery ucichły, każdy obrócił swoją głowę w kierunki profesorki. Gdy przemówiła, każdy, KAŻDY bez wyjątku wpatrywał się w nią jak urzeczony. Jej melodyjny, spokojny głos, docierał do uszu każdego obecnego w sali i działał uspokajająco.

Na każdej kolejnej lekcji, każdy wspominał lekcję historii.
Zarówno na lekcji wuefu, jak i po niej dało się słyszeć przytłumione szepty, pełne podziwu do talentu lektorskiego profesor Perco. Oprócz tych szeptów słyszeliśmy <z Chrisem> westchnienia ulgi, że jest to nasza przedostatnia godzina lekcyjna. Lekcję wychowania fizycznego mieliśmy razem z klasą na profilu, na którym była Ann i Erick. A zważywszy na fakt, że po wczorajszym sms'ie od Jake'a, "lekko" się fochnęła muszę ją przeprosić i wyjaśnić całą sytuację. Z Erickiem będzie dużo trudniej, bo ten - w ogóle się nie odzywa, nie odbiera telefonów, nie odpisuje na wiadomości a w szkole - omija mnie tak szerokim łukiem, na ile pozwala na to korytarz szkolny.

- Ann! - złapałam przyjaciółkę za pasek torby - Możemy porozmawiać?

- Mówisz to do mnie, czy do ściany? Bo reakcja na to będzie taka sama. - odparła z przekąsem

- Ann.. Błagam. Nie bądź taka. Jeśli dasz mi to wytłumaczyć, to dowiesz się, że tak naprawdę nie ma o co się obrażać !

Spojrzała na mnie oczami, w których dwa sprzeczne sobie uczucia toczyły ze sobą walkę. W końcu złość i rozczarowanie, ustąpiły miejsca chęci poznania prawdy.
Wchodząc po schodach na górne piętro odwróciłam się na chwilę w stronę Annabell, dosłownie NA CHWILĘ a w rezultacie wpadłam na kogoś i oboje wylądowaliśmy na schodkach.
Gdy podniosłam głowę, spojrzałam na osobę, leżącą pode mnś (bez skojarzeń!) i zatopiłam się w błękitnym odcieniu jego tęczówek od razu wiedziałam z kim mam do czynienia.

- Uuuu! Aleee słooodko! - zawył blondynek stojąc kilka schodków wyżej od nas.

- Max zamknij się! - syknęliśmy jednocześnie, co wywołało uśmiech na twarzy naszej czwórki (czytaj : na mojej, Jake'a, Maxa i Annabell)

- Czy możesz .. - powiedział bezradnie blondyn w dalszym ciągu znajdujący się pode mną.

- Um. No pewnie - mruknęłam podnosząc się, żeby za chwilę podać rękę mojemu "chłopakowi" - Ann, możesz tu podejść? - spytałam i za chwilę przyjaciółka pojawiła się po mojej lewej stronie stając
obok Maxa, objadającego się jabłkiem. Odwróciłam się w ich stronę, po czym dokonałam oficjalnej prezentacji : Ann, to jest Max, wieczny głodomorek, ale to już wiesz, a to Jake - mój "chłopak". Jake, Max, poznajcie moją najlepszą przyjaciółkę od podstawówki - Annabell.

Oczywiście Max, nie byłby Maxem, gdyby nie zrobił czegoś głupiego, lub (jak on to woli tłumaczyć) czegoś co nie wzbudziło na twarzy uśmiechu. Zamiast prawej dłoni podał Annabell lewą, z jabłkiem. Wybuchnęliśmy śmiechem, Max stał zdezorientowany, co jeszcze bardziej nas rozśmieszyło.

- No to gratuluję stary ! Znacie się kilka minut z Annabell a ty już jej prezenty dajesz? - Jake poklepał po ramieniu w dalszym ciągu zdezorientowanego przyjaciela.

- Cholera .. Przepraszam, przepraszam ! Wybaczysz? - spytał odbierając jabłko z rąk mojej przyjaciółki, na twarzy której pojawiły się rumieńce.

- Ja .. Jasne - mruknęła po czym uśmiechnęła się szeroko.

- Jasna cholera .. Jake. Alyson właśnie zmierza w naszym kierunku - oznajmił Max spoglądając w górę - na początek schodów.

- Mel ? Mogę .. No wiesz? - Jake spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.

- Jeśli to ma pomóc. Rób co uważasz za stosowne - posłałam w jego stronę szeroki uśmiech.

Tak więc podszedł do mnie od tyłu, objął ramionami w pasie a podbródek położył na moim lewym ramieniu . Max pokazał dwa uniesione do góry kciuki, i zaraz po tym minęła nas rudowłosa dziewczyna, która zlustrowała Jake od góry do dołu, ale ten, zainteresowany moją osobą w tym samym momencie ucałował mnie w policzek.

- To było genialne ! Gdyby wzrok mógł zabijać,to bez obrazy Mel, ale zostałabyś kilkakrotnie pozbawiona życia - pochwalił Max.

- Czyli się udało to co miało się udać? - rzuciła nadal niewtajemniczona Ann.

- Tak - potwierdził Jacob i ucałował mój policzek - Dziękuję.

- Ależ nie ma za co - poczochrałam go po głowie i w tym momencie nad naszymi głowami rozległ się głośny dźwięk dzwonka.

- Dobra. Spadamy stary - mruknął Max - Żegnamy miłe panie, ale musimy lecieć.

- Do domu! - wyszczerzył się Jake ukazując szereg śnieżnobiałych zębów. - Auu! No co zrobiłem? - spytał nie rozumiejąc, gdy dostał ode mnie w ramię.

- Ja kończę za godzinę..

- Hahahaha! Auu! Przepraszam. - powiedział skruszony - A teraz leć, bo będziesz mieć źle u nauczyciela.

Życzyłyśmy im udanego dnia, a na odchodne Max powiedział :
- Żegnaj Mój Aniele! Niedługo się spotkamy!

- Słodki jest .. - szepnęła do siebie Ann, odprowadzając wzrokiem blondyna.

- Uuuu! - zapiszczałam jak wcześniej Max.

- Przymknij się i chodź na lekcje! - tym zdaniem skończyła naszą miłą pogawędkę i pociągnęła mnie do góry.

* * *
Gdy zadzwonił dzwonek, tym samym zakańczając ostatnią lekcję w tym dniu, z klas wylał się tłum uczniów, którzy przepychając się, próbowali jak najszybciej dostać się do szatni, a stamtąd do domu.
Tuż przed schodami, przystanęłam z Chrisem czekając na Ann i Ericka, którzy już po chwili wyłonili się zza zakrętu, śmiejąc się i rozmawiając.

-To co, idziemy?Czy będziemy tak tutaj stać?- padło pytanie z ust Annabell, gdy tylko do nas dołączyli.

Zeszliśmy do szatni, gdzie w błyskawicznym tempie nałożyłam na nogi buty i pędem wybiegłam na dwór.
Czarna karoseria auta mojej mamy, lśniła w promieniach letniego słońca, które jeszcze nie zamierzało zachodzić za linią horyzontu.

- No czeeeść ! - przywitałam się radośnie, wyciągając się wygodnie na fotelu.

- Hej, hej. Gotowa? - kiwnęłam twierdząco głową - No to jedziemy.

*20 minut później*

- Dzięki wielkie ! - powiedziałam zakładając plecak i przewieszając futerał z gitarą przez ramię.

- Trafisz dalej?

- Pewnie. To kawałeczek drogi, więc sądzę, że nie będzie problemu. Muszę iść, inaczej się spóźnię. Zadzwonię jak będę miała wracać. Baj - ucałowałam jej policzek, po czym odwróciłam się i podreptałam do alejki kolorowych domków.

Na samym jej końcu, odnalazłam ogrodzenie a na niej tabliczkę, z dużymi napisem "13".

- Przepraszam .. Ty jesteś Kate? - zagadnęłam nieśmiało dziewczynę o blond włosach, spiętych w niedbałego koka, bawiącej się w ogródku z rudo-białym puchatym psem.

- A ty zapewne Melissa ?

_________________________________
Przepraszam za dłuuuugą nieobecność. ;<
Już więcej spróbuję tego nie robić. Obiecuję!
Na wasze opinie na temat rozdziału czekam w komentarzach, które baaaardzo mnie motywują )
PS. Przepraszam, za brak rozdziału wczoraj (na prawdę chciałam go dodać!) ale się coś z pingerem działo .. ;v

See you soon. Malinowaa :3
  • awatar nemA.: Faaajne *_*
  • awatar Gość: Świetny rodział :)
  • awatar Ursiiiii: Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak <3333333333
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie wiem co się dzieje, ale nie mogę dodać rozdziału .. W momencie, gdy klikam na "dodaj wpis" strona się aktualizuje, a rozdział nadal jest w polu do wpisywania. ;/
Nie wiem co robić .. ;<
 

 
Tak wiem, że rozdział powinien się pojawić w weekend, ale mam pewien problem .. Nie umiem go skończyć . Zostało mi zaledwie kilka notatek ( bo piszę na telefonie), a nie wiem, co napisać ..
Wybaczycie ?
  • awatar ♥ eMka ♥: Zapraszam do mnie wielka wyprzedaż ; ciuchy , buty , telefony . Moze akurat wpadnie Ci coś na prawdę tanio :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
WAŻNE!

Bardzo, bardzo, bardzo was przepraszam za swoją nieobecność (tak długą), ale miałam dużo (za dużo) do zrobienia w szkole / do szkoły .. Dodatkowo moja osobista sytuacja z lekka mnie dobiła i to wszystko złożyło się na brak rozdziału.
Jeszcze raz przepraszam i obiecuję, że 20' pojawi się w ten weekend, a następny - tj.21 - w miarę możliwości i weny w następnym tygodniu.
Pozdrawiam i przepraszam. Malinowaa ^^
  • awatar Gość: Rozumiem Cię ^^ Ciszę się ze napiszesz, już się nie mogę doczekać :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rozdział 19.

- No już wstaję .. - mruknęłam do siebie, zaraz po wyłączeniu upartego budzika.

W rzeczywistości, poleżałam sobie jeszcze chwilę dopóty, dopóki słońce wpadające przez okno nie zaczęło mnie razić po oczach. Teoretycznie rzecz biorąc mogłabym przekręcić, się na drugi bok ewentualnie zakryć kołdrą po czubek głowy, ale po co? Jest 7.09, na 8.10 mam być na skrzyżowaniu, gdzie umówiłam się z Ann, a do tego czasu, wykonać muszę, szereg różnych czynności. Jedną z nich jest umycie włosów i zmotywowana tą myślą, wstałam i podreptałam do łazienki. Po prysznicu i umyciu włosów, które zaczęły się lekko falować, wyszłam z łazienki. Otworzyłam drzwi od balkonu i włączyłam moją stałą playlistę na laptopie. Wsłuchując się w dźwięczny głos Chestera Benningtona, ubrałam się, pościeliłam łóżko, wysuszyłam włosy i nałożyłam tusz na rzęsy.

Dochodziła 8, więc wyłączyłam komputer i zeszłam na dół, gdzie z kuchni dobiegały odgłosy krzątania się mamy .
Podeszłam do niej cicho i przytuliłam, w wyniku czego wzdrygnęła się zaskoczona i jednocześnie przestraszona .

- Mel! Nie strasz mnie tak następnym razem ! - skarciła mnie śmiejąc się - Dzień dobry, skarbie.

- No czeeeść - uśmiechnęłam się szeroko - Co dobrego? - spojrzałam jej przez ramię na porozkładane składniki.

- Kanapki. Z czym masz ochotę? Jakieś specjalne życzenia?

- Niee. Liczę na twoją twórczość. Daję Ci wolną rękę, wymyśl coś kreatywnego - odparłam - A ja za chwilę wrócę. Idę do pokoju po torebkę i telefon.

Jestem tak genialna, że wczoraj położona torebka spokojnie na łóżku, jakimś sposobem znalazła się pod łóżkiem, więc chcąc nie chcąc, musiałam się tam wgramolić, aby ją wyciągnąć.
Gdy już ją wyciągnęłam i chciałam zejść na dół, po chwili namysłu chwyciłam bransoletkę od Jake'a i Maxa i dopiero wtedy zeszłam na niższe piętro. Na stole czekał na mnie talerz z dwiema kanapkami, na których z warzyw ułożone były buźki. Oczywiście wszystkie uśmiechnięte.
No tak, przecież moja mama to życiowa optymistka, nawet w pierwszy dzień szkoły. Nie tak jak tata, który bardziej jest realistą. A skoro mowa o tacie, to gdzie on jest?

- I jak smakowały kanapki? - spytała mama, spoglądając na mnie, gdy odstawiałam talerz do zmywarki.

- Wyśmienite! - zapewniłam ją, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.

- To dobrze. A ty czasem nie powinnaś być teraz z Annabell w drodze do szkoły? - spytała spoglądając kątem oka na zegarek, na lewym nadgarstku. Ja odruchowo także spojrzałam na swój, który wskazywał 08.08.

- Cholera jasna .. - mruknęłam cicho pod nosem i pędem ruszyłam do drzwi, dodatkowo w jednej chwili zakładając na nogi czarne balerinki.
Z daleka zobaczyłam sylwetkę przyjaciółki, która zerkała na zegarek przytupując zniecierpliwiona nogą. Szybkim marszem doszłam do niej w ciągu 3 minut i z triumfalnym uśmiechem oraz telefonem w ręku podeszłam i podtykając pod nos urządzenie powiedziałam:

- Tylko minuta spóźnienia! To sukces i także nowy rekord!

- No niech Ci będzie .. Minuta minutą, ale powiedz mi, czemu ty jesteś tak ubrana? - spytała wskazując gestem ręki na mój dzisiejszy ubiór.

- Nie rozumiem .. Co w nim jest złego, co Ci nie pasuje?

- No heeeloł? Patrz tutaj - złapała rąbek swojej czarnej spódnicy i porzuszyła nim w tę i we wtę .
Jej strój w całej okazałości przezentował się następująco: czarna trójwarstwowa spódniczka w białe grochy do tego biały podkoszulek i czarna marynarka z wywiniętymi rękawami i czarne baleriny. Za to mój, o tak : czarne bombkowate spodnie, biała marszczona koszula i czarna kamizelka z ćwiekami na rogach. No i także baleriny.

- A myślałam, że będziemy jak siostry .. Obie założymy spódnice .. - udała, że płacze.

- Po pierwsze : Nie płacz, bo mi się tu rozmarzesz. Po drugie : Przecież doskonale wiesz, że ja nie lubię chodzić w spódniczkach. Po trzecie primo : Jeśli teraz nie przyspieszymy, to spóźnimy się na rozpoczęcie - poinformowałam moją towarzyszkę, spoglądając kątem oka na czarny zegarek na lewym przegubie mojej dłoni.

Na te słowa obie zareagowałyśmy tak samo. Ze spokojnego spacerku, przeszłyśmy w szybki marsz. Do szkoły, a dokładniej na salę gimnastyczną, dotarłyśmy równo na 8.25. Swoje kroki skierowałyśmy na prawą połowę sali, gdzie dostrzegłyśmy kilka wolnych miejsc. Chwilę po tym, jak zajęłyśmy miejsca nasz nowy dyrektor - profesor Remulus Thibault - zaczął nas jakże gorąco witać w naszym nowym i cudownym liceum. Na te słowa, ktoś z końca sali wybuchnął głośnym śmiechem, co także u mnie wywołało uśmiech na twarzy.

Kolejne dwadzieścia minut zleciało na przemówieniu . Podczas, gdy dyrektor opowiadał spokojnie o tym co oferuje nam szkoła, nagle drzwi wejściowe do sali gimnastycznej otworzyły się z głośnym hukiem . Osoba, bądź też osoby, które weszły właśnie do sali, wyraźnie miały coś na sumieniu, bo pan Thibault obrzucił ich srogim spojrzeniem.

- Jakże miło zrobiło mi się w sercu, gdy w tej oto chwili, swoją obecnością zaszczycili nas moi dwaj ulubieńcy! Panie Luck i panie Moon .. Proszę zająć miejsca - polecił im Remulus.

Osobiście, gdy tylko usłyszałam nazwiska : Moon i Luck, w tej samej chwili odwróciłam głowę w tamtym kierunku, jednakże nie zauważyłam nic, przez tłum ludzi, którzy zasłaniali mi wszystko.
Dalsza część przemówienia dyrektora minęła bez jakichś szczególnych wydarzeń. Podczas, gdy wszyscy chcieli jak najszybciej opuścić salę gimnastyczną i udać się do klas lekcyjnych, by w jak najszybszym tempie zniknąć stąd, ja z Annabell wlokłyśmy się za nimi na samym końcu.
W końcu, razem z naszą moją klasą znalazłam się w mojej nowej sali. Już wcześniej wiadome było, że będę w niej razem z Chrisem. Za to Ann, jest w klasie z Erickiem. A to wszystko dlatego, że moja najlepsza przyjaciółka, poszła na profil z fizyką, a ja wybrałam humanistyczny . No ale dobrze, że mam ze sobą przynajmniej Chrisa, więc nie będzie źle.

Moją wychowawczynią okazała się być Laura Croft, będąca jednocześnie nauczycielką języka polskiego.
- Witajcie moi drodzy ! - powiedziała z uśmiechem nauczycielka - Teoretycznie nie jest was aż tak dużo - zaśmiała się, wodząc wzrokiem po swojej nowej klasie - A więc .. Jak już wiecie, a może i nie, nazywam się Laura Croft i będziecie musieli wytrzymać ze mną przez kolejne 3 lata. Jednakże, mam nadzieję, że będziecie chętni do współpracy i nie będzie żadnych sporów i tym podobnych - obdarzyła nas promiennym uśmiechem - To może opowiecie coś o sobie, a zaraz potem pójdziemy na wycieczkę po szkole?

Chcąc nie chcąc, każdy obecny powiedział te kilka zdań o sobie. Zaraz potem udaliśmy się na wycieczkę krajoznawczą po szkole. Dowiedzieliśmy się tylko, gdzie jest : sekretariat, biuro dyrektora, pokój nauczycielski, biblioteka. W drodze do "podziemi", gdzie mieszczą się szatnie, minęliśmy salę gimnastyczną i stołówkę. Tuż przed naszą klasą, dumnie kroczyła klasa 2. Szczerze, żywiłam cichą nadzieję, że jest to klasa Maxa i Jacoba. Nie mogłam jednak tego potwierdzić, bo razem z Chrisem szłam na samym końcu. W pewnym momencie, gdy pani Croft mówiła nam o zmianach i renowacjach, jakie zaszły w szatniach i poszczególnych salach, nasz woźny - Simon Cove - wydał głośny okrzyk. Nasza wychowawczyni zaalarmowana tym, ruszyła w tamtym kierunku, stukając obcasami .

Gdy przedarliśmy się przez tłum ludzi i naszym oczom ukazał się woźny, staliśmy osłupiali nie wiedząc, czy śmiać się czy cokolwiek innego.

- Pa .. Panie Cove, co tu się wydarzyło? -spytała zdezorientowana Laura.

- Oooch. Żebym to ja wiedział! - machnął ręką, z uśmiechem ; z której skapnęła kropla czerwonej farby.

- A może wie pan przynajmniej, z czyjej winy TO się stało? - wskazała ręką na aktualny wygląd pana Simona, próbując dowiedzieć się kto TO zrobił.
Cały myk, polegał na tym, że puszka wypełniona czerwoną farbą, wylądowała prosto na głowie woźnego, stojącego po drugiej metalowego regału,,po brzegi zastawionego od różnych dziwnych rzeczy.

- Cosik mi się kojarzy.. Bynajmniej tyle zdążyłem zauważyć, że prawdopodobnie byli to ulubieńcy pana Thibaulta.

- Panie Moon i panie Luck ! W tej chwili zapraszam do pokoju nauczycielskiego ! - powiedziała do tłumu drugoklasistów.

Z tłumu wyłoniły się dwie postacie, które przechodząc obok mnie, głowy miały spuszczone, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Chwilę potem, za nimi podążyła pani Croft uprzednio informując nas, która szatnia należy do nas i serdecznie wita nas w szkole. Za nimi wiernie dreptał pan Cove, do którego teraz, idealnie pasowałoby określenie, że jest czerwony ze złości na twarzy.

I takim oto sposobem, zakończyło się rozpoczęcie roku. Cała nasza paczka, tj. Ann, Chris, Erick i ja, po wyjściu ze szkoły udaliśmy się do Mc'Donalda, "tak na dobre rozpoczęcie roku szkolnego", jak to stwierdzili moi przyjaciele. Usiedliśmy przy stoliku na zewnątrz budynku.

- Ej. Wiecie, że fizykę będziemy mieć z naszym dyrektorem? Tym Thibault'em .. - poinformowała nas Annabell, gestem wskazując na siebie i Ericka.

- Hahahahaha. No to genialnie macie! - wyśmiał ich Chris, przybijając ze mną tzw. żółwika - My mamy lepiej!

- To zależy pod jakim względem .. - dorzuciłam, gestykulując dodatkowo łyżeczką od McFlurry'iego w powietrzu.

- Wieeesz .. Nasza wychowawczyni nie jest dyrektorem, więc bezproblemowo możemy stwierdzić, że mamy lepiej. Prawda?- wyjaśnił.

- I z tym się zgodzę - przytaknęłam mu, nabierając część lodów na łyżeczkę.
I tak siedzieliśmy przez jakiś czas, pochłonięci rozmową na różnego rodzaju tematy, niekoniecznie związane z samą szkołą.


* * *

- Gabriello Claudio Rose! Masz minutę na zejście na dół ! - krzyknęła w przestrzeń moja rodzicielka, raz po raz brzdękając kluczykami od samochodu.

- Jeśli nie wykonasz tego zadania w ciągu sześćdziesięciu sekund zostaniesz zdyskwalifikowana! - dorzuciłam chichocząc cicho pod nosem. Wywołało to nawet uśmiech na twarzy mojej mamy.
Już po chwili usłyszałyśmy rytmiczne kroki na schodach informujące o obecności Gabi.

- Spóźniłaś się ! Aż 3 sekundy! - powiedziałam na wejściu, spoglądając na zegarek.
Na co moja siostra zareagowała następująco : przyłożyła dłoń do policzka otwierając przy tym usta w geście zdumienia, a po teatralnym przewróceniu oczyma, odparła cicho.:

- No patrz jaka ja okrutna jestem .. Jak mogłam się spóźnić AŻ 3 sekundy? Następnym razem to naprawię.

- No ja myślę. Aczkolwiek mam nadzieję, że za rok nie będzie takiej sytuacji. Nie rozumiem .. Jak można zapomnieć, na dzień przed pójściem do szkoły, że nie ma się butów do chodzenia po szkole właśnie! - pokręciłam z dezaprobatą głową.

Moja siostra jest tak genialna, że kupując rzeczy potrzebne do szkoły, zapomniała o jednym małym szczególe, jakim był brak obuwia szkolnego. Tak więc teraz, wraz z mamą i Gabriellą, musiałyśmy jechać na miasto, w poszukiwaniu odpowiednich butów. A musicie wiedzieć, że moja siostra jest bardzo wybredna w tej kwestii.
Tak więc teraz, wszystkie trzy wpakowałyśmy się do auta i udałyśmy do miasta.


- Gabi, nie załamuj mnie. Błagam! - jęknęłam, gdy 40 minut później, nadal nie miałyśmy wybranych butów - Zrób wyliczankę! Na pewno Ci to pomoże - rzuciłam do niej.

Po chwili namysłu, zrobiła tak, jak jej radziłam.
- Ene due rabe. Bocian .. - zaczęła wyliczać -
Ha! - powiedziała radośnie, gdy wybór padł na ciemno szare trampki do kostki. Widać, od kogo pochodzi ten nawyk .. Ode mnie oczywiście !

- To co możemy jechać? - wypowiedziane pytanie było skierowane do mnie i Gabi, przez mamę tuż po tym, jak odeszłyśmy od kasy, kierując się do wyjścia.

- Żartujesz? Skoro Gabriella przez 45 minut wybierała j e d n ą parę butów, to mnie chyba można na chwilkę wstąpić do Empiku? - spytałam robiąc słodką minkę.

- Niech będzie .- mówiąc to, machnęła ręką w powietrzu - Hola, hola, moja droga. To chyba, należy do Ciebie, nieprawdaż? - powiedziała do mojej siostry, wyciągając w jej kierunku dłoń z reklamówką.

Dziewczyna z szerokim uśmiechem na twarzy, odebrała pakunek z rąk mamy i sama potruchtała do do przodu.

- Mamooo .. Bo ja mam takie jedno malutkie, ale niezmiernie ważne pytanie .. - zagadnęłam po krótkiej chwili.

- Chcesz książkę, mam rację?

- Ej! Skąd ty .. Ty.. Ty.. Ty czytasz w myślach? - odsunęłam głowę, robiąc przerażoną minę.

- Oczywiście, że nie. Zawsze, gdy jesteśmy w Galerii, nie ma opcji, żebyśmy nie weszły do tego Twojego Empiku. A jeszcze jak robisz taką minę, nie ulega wątpliwości, że musisz chcieć książkę. - mruknęła do mnie lewym okiem.

- No patrz jak ty mnie dobrze znasz! - zaśmiałam się i poklepałam ją po raimeniu - To jak będzie?

- Złóż wniosek na piśmie. Zostanie on rozpatrzony w ciągu 48 godzin od momentu złożenia - odparła śmiertelnie poważnie, poprawiając jednocześnie pasek od torby na ramieniu.

- Mamo! - jęknęłam głosem pełnym rozpaczy - Nie rób mi tego !

- Hahaha. A co za to dostanę w zamian? - poruszyła znacząco brwiami.

- Twoje ulubione Latte Macchiatto w Starbucks?

- Wniosek przyjęty i oficjalnie zatwierdzony ! - zaśmiała się swoim perlistym śmiechem.

- A więc, kierunek Empik !


*Późne popołudnie. Sypialnia Melissy*

Od lektury, którą pochłaniałam w zawrotnym tempie, oderwał mnie dźwięk nowej wiadomości sms. Biorąc pod uwagę fakt, że siedziałam na moim ubóstwianym szerokim parapecie okna, wyłożonym poduszkami, nie miałam ochoty wstać i podejść do łóżka, na którym znajdowało się urządzenie.

- Do mnie! - rozkazałam wyciągając rękę, tak jak w pierwszej części Harrego Pottera, uczniowie przywoływali do siebie miotły - Boże .. Jestem dziwna - mruknęłam sama do siebie i niechętnie odłożyłam na bok książkę, poczłapałam do telefonu.

Nadawca : Annabell.
" Siema bejb ;3 Co byś powiedziała na spacer lub mały mecz kosza z naszymi przygłupami? ;D "

"Naszymi przygłupami" .. Ciekawe czemu skojarzyło mi się to z Jacobem i Maxem. Jednym okiem doczytując do końca rozdział, a drugim patrząc na wyświetlacz telefonu wystukałam wiadomość.
Odpowiedź przyszła błyskawicznie.

Nadawca: Annabell.
"No to za 20 minut widzimy się na szkolnym ^^"

20 minut to cholernie krótki okres czasu na
skończenie tych 10 rozdziałów książki . W myślach zanotowałam, że będę musiała ją skończyć wieczorem, zaraz po spakowaniu się do szkoły na następny dzień. Ehh. Wolałabym, żeby nadal trwały wakacje .

* 20 minut później. Boisko szkolne *

- No wreszcie ! -krzyknął Chris, radosnym głosem, gdy tylko mnie dostrzegł - Orientuj się! - rzucił mi piłkę do kosza.

- Czyli tak .. Ja jestem z Chrisem, a ty z Erickiem - oznajmiła Ann, z szerokim uśmiechem, odbierając ode mnie piłkę - Przegrana drużyna stawia lody.

- A ty tylko o jedzeniu ! - zaśmiałam się słysząc wypowiedź Ann.
- Dobra dobra . Koniec pogaduszek! Zagrajmy w grę - podszedł do nas Chris pocierając o siebie rękami, po czym wybuchnął głośnym, szyderczym śmiechem - No co? To jego wina! Namówił mnie na Piłę! - pogodził palcem w Ericka, opierającego się niedbale o słepek od kosza.

- Ja nic takiego nie zrobiłem! - podniósł dłonie w obronnym geście.

Ta ich sprzeczka trwała jeszcze przez krótką chwilę, jednak zaraz potem podaliśmy sobie ręce życząc powodzenia przeciwnikom.
Zastanawiacie się kto wygrał? Oczywiście, że ja i Erick . Chris tłumaczył się tym, że dziś wstał złą nogą z łóżka i chce dogrywki, a my w trójkę - kiwaliśmy z uznaniem głowami. Udając się w drogę powrotną z boiska, a wstępując jeszcze po naszą nagrodę za wygrany mecz, zrobiłam pewną zamianę. Zamiast lodów, jak to było początkowo ustalone, dostałam butelkę wody mineralnej, a Erick Sprite'a, co wyraźnie go ucieszyło.

- Ej! Co byście powiedzieli na seans filmowy? - wypalił w pewnym momencie Chris

- Chris .. Jutro jest szkoła. Wypadało by ..

- Tak, tak wiem co chcesz powiedzieć - przerwał mi - Jednak, teoretycznie to ostatni dzień, w którym możemy tak zrobić. Teoretycznie, bo są jeszcze weekendy, ale znając Mel, będzie się uczyć, odrabiać lekcje i robić tysiąc innych rzeczy. Po chwili wszyscy się zgodzili (nawet ja), a po ustaleniu co kto przynosi i na którą przychodzimy do Chrisa, każdy poszedł w swoją stronę.

- Już jestem! Ooo.. Ale mnie przestraszyłaś ! - krzyknęłam zaskoczona, gdy zza szafy w przedpokoju wyłoniła się uśmiechnięta twarz mojej rodzicielki - Co tam porabiasz ciekawego? - machnęłam głową w kierunku jej fartuszka obsypanego w kilku miejscach mąką i wielką łyżką, z której o mały włos nie spadła kleista masa.

- Ciasto - uśmiechnęła się dumnie wypinając lekko pierś do przodu - I bardzo dobrze się składa, że wróciłaś, bo ktoś musi mi zrobić piankę czekoladową.

- A Gabi? Albo tata? Gdzie oni są, że nie pomagają Ci w tym?

- Gabriella o ile się nie mylę ogląda ten swój ulubiony serial, więc nawet nie było sensu jej wołać. A tata pojechał na korty z Ronaldem. - pogodziła we mnie łyżką - A teraz zapraszam, moja ty ulubiona pomocnico - wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu. Tak więc zostałam mianowana "Główną prawą ręką, głównej kucharki". Brakuje mi tylko identyfikatora, wizytówki i własnej firmy.

- Mamoooo ..

- Co tym razem ode mnie oczekujesz? - spytała uprzedzając moją wypowiedź. Jak ona to robi? Medium jest czy jak?

- No bo , skoro od jutra zaczyna się szkoła, a później taki względny luz będzie tylko w weekendy, to pomyśleliśmy, żeby zrobić taki seans filmowy u Chrisa.

- Możesz iść, tylko nie wracaj późno. Jutro na 8 do szkoły .

- Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki! - rzuciłam jej się na szyję - To ja lecę się szykować!

- Ej! A kto to wszystko posprząta ? - krzyknęła za mną, gdy jak strzała pognałam na górę

- Gabriella! - odkrzyknęłam z triumfalnym uśmiechem , przeskakując po dwa stopnie na raz.

- Co ja tym razem zrobiłam? - spytała siostra, wychylając głowę ze swojego królestwa.

- Idź do kuchni. Mama ma dla Ciebie pewną .. Niespodziankę - odparłam przystając na chwilę, po czym skierowałam się do swojego pokoju. Na miejscu, chwyciłam plecak, portfel, telefon z słuchawkami i po przeczesaniu włosów, udałam się do sklepu.

* Domek Chrisa*

- No to .. Co oglądamy? - spytał nas gospodarz, rozglądając się czujnie po naszych twarzach - Noo ? Erick?

- Ty wybierz - rzucił Er sięgając po popcorn.

- Ej! To ma zostać na film ! - rzuciła się w jego stronę Ann tak, że siedząca ja obok Ericka, zostałam przewrócona, a w efekcie popcorn uratowany.

- To było mocne .. - westchnął teatralnie Chris, przyglądający się całej sytuacji z miejsca na pufie, niedaleko telewizora.

- Włącz .. Cokolwiek - mruknęłam Annabell, celując w niego popcornem.

- Stop! Stop .. Poczekaj chwilę - zniknął w kuchni, by po chwili pojawić się z salaterką pełną orzeszków solonych - Ha! Teraz mam amunicję!

- Orzeszki! - gdy tylko je dostrzegłam, w jednej chwili pojawiłam się tuż przed nim, zabrałam miseczkę i wróciłam na miejsce, między Annabell a Erickiem.

- Co ty .. Co to miało znaczyć? - spytał zdezorientowany.

- Uwielbiam orzeszki, przecież wiesz. A teraz rusz ten tyłek i włącz ten film - odparłam wsypując do ust kilkanaście orzeszków na raz.

Tak więc zaraz po włączeniu filmu ten geniusz Chris usiadł mi na kolanach, jednak szybko stamtąd zniknął i teraz siedział po prawej stronie Ericka. Szczerze? Nawet nie znam tytułu filmu, który oglądaliśmy, no ale cóż ..
W pewnym momencie filmu zapikał mój telefon. "Oho, pewnie mama się mnie doczekać nie może" - przeleciało mi przez głowę. Jednak, gdy sięgnęłam do tylnej kieszeni spodni, moja ręka natrafiła na pustkę. Rozejrzałam się dookoła siebie, usiłując znaleźć urządzenie, jednak nie było go. Gdy usłyszałam ciche prychnięcie (a może raczej ciche warknięcie?) uniosłam głowę znad krawędzi kanapy, przekonana, że telefon wpadł właśnie pod nią.

- Możesz mi powiedzieć, co ty do cholery robisz z moim telefonem? - syknęłam, gdy zobaczyłam kto trzyma mój telefon. Wstałam z klęczek i stanęłam naprzeciw Ericka.

On tylko popatrzył na mnie tymi swoimi bursztynowymi oczyma, a później wyrzucił z siebie słowa, które świadczyć mogły, że ten sms wytrącił go z równowagi.
- Kim jest Jake? I dlaczego pisze do Ciebie skarbie? ..


_______________________________
Witajcie XD
Przepraszam, że dziś nie wczoraj, ale miałam problemy z internetem ..
Za ewentualne błędy i literówki, także przepraszam ^ ^
Co sądzicie o rozdziale? Mam nadzieję, że nie wyszedł tak bardzo źle ..
Do następnego, Malinowaa :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rozdział 18.

Wpatrywałam się uparcie w kołyszące się na wietrze drzewa i trawy i ten właśnie moment wybrał sobie Erick, aby całkowicie mnie zaskoczyć. Zaskoczyć jedną informacją. Jedną ważną informacją, o której nigdy nie przypuszczałabym, że może wyjść z Jego ust.

- Podobasz mi się .. I to cholernie - wyznał w końcu spoglądając na mnie swoimi bursztynowymi oczami spod czarnej grzywki opadającej na prawe oko. Nie powiedział nic więcej czekając na moją reakcję.
Problem jednak polegał w tym, że nie wiedziałam jak zareagować. Miałam kompletną pustkę w głowie i nie miałam pojęcia co odpowiedzieć.

- Ekhm .. Ja. Ja nie wiem, co mam powiedzieć.. - wypowiedziałam cicho te słowa, nie patrząc na niego. W tym momencie podziwiałam swoje buty.

- Nie musisz teraz nic odpowiadać. Ja chciałem .. Musiałem Ci to w końcu powiedzieć. Dłużej już nie mogłem wytrzymać .

- Czyli jak długo to ukrywałeś?

- Zaraz tam ukrywałeś .. Nie miałem odwagi Ci tego wyznać. No bo wiesz.Przyjaźnimy się i nie chciałbym, aby to zaważyło na naszej przyjaźni.

- Na przyjaźni nic nie zaważy. Oto możesz być spokojny - posłałam mu uśmiech, odważając się na niego spojrzeć - Ale wracając do tematu. Ja .. Nie chcę. Nie chcę Cię zranić, ale nie mogę kłamać, bo wtedy właśnie to bym zrobiła. Ale znasz mnie bardzo dobrze i wiesz, że zawsze walę prosto z mostu. Tak więc.. Też jesteś dla mnie ważny i kocham Cię. Kocham Cię jak brata, którego nie mam. - coś w jego oczach i wyrazie twarzy mówiło mi, że go zraniłam. Jednak nie dał po sobie bardziej tego poznać.

- Ehh. Tak właśnie myślałem. Zawsze zakochuję się w dziewczynach, które nie czują tego samego. Wszystko kręci się w kółko. To jest właśnie mój zjebany świat .. - mruknął do siebie pod nosem, jednak wystarczająco głośno, żeby to usłyszała.
Otaczająca nas cisza, wcale nie była dobijająca. Wręcz przeciwnie. Dawała możliwość, żeby nasze myśli "były wolne" . Nasze oddechy były wyrównane, a jednak czułam, że coś ciąży mi na sercu.Być może było to poczucie winy, z którym będę się teraz zmagać. Może fakt, że swoimi słowami zraniłam w jakiś sposób Ericka.. Nienawidzę gdybać! Ughh. Nagle jakby ocknęłam się z transu i dostrzegłam rękę Er poruszającą się do góry i w dół tuż przed moją twarzą.

- Wreszcie się ocknęłaś - westchnął z ulgą mój towarzysz - Nie musisz się obwiniać, czy coś - machnął ręką, jakby chciała unaocznić to "coś" - Jesteś szczera i to się liczy. Cieszę się, że mam taką przyjaciółkę jak ty. - przyciągnął mnie do siebie, w sercu czując żal, że tylko przyjaciółkę.

- Er .. Ty piłeś? - odsunęłam się od niego zaskoczona własnym odkryciem.

- Eee .. Noo .. Troszkę - mruknął z zakłopotaniem.

- Właśnie widzę - powiedziałam sama do siebie, myśląc nad tym, czy to co powiedział było prawdą, czy alkohol to spowodował - Wiesz co. Lepiej wracajmy. Boję się myśleć, co się tam może dziać - zaśmiałam się cicho.

- Skoro tego chcesz, to chodźmy - podniósł się z konaru, o mały włos nie przewracając się do tyłu.

- Tylko troszeczkę? - posłałam mu długie wymowne spojrzenie.

- Noo.. Tak - uśmiechnął się, jednak jego uśmiech nie był taki jak zazwyczaj. Był .. Smutny? To chyba dobre określenie .

* Późny wieczór. Ok. 23. Skrzyżowanie niedaleko domu Melissy*

- I jak się podobała niespodzianka? - spytała się moja towarzyszka, gdy miałyśmy się rozejść do domów.

- Była zaskakująca. Nie wpadłabym na to, za nic - przyznałam szczerze - Dziękuję - przytuliłam ją jedną ręką, bo w drugiej trzymałam prezenty idealnie zapakowane do toreb od kilkunastu osób.

- Ha! Jestem świetna. Może powinnam planować imprezy niespodzianki? Może to idealny zawód dla mnie? - zaczęła się zastanawiać.

- Oj tak. Z tym się zgodzę. Jesteś świetna.

- Haha. Ale dziś to i tak Ty jesteś ważniejsza - zaśmiała się.

- Jeszcze przez chwilę tak, jednak 1 września dobiega końca geniuszu - wyciągnęłam w jej kierunku język.

- Nie pokazuj języka, bo Ci krowa nasika! - zaczęła się śmiać.

- Widzę, że ta późna pora wpływa na Ciebie troszkę niekorzystnie i lepiej byłoby, gdybyś udała się do domu. Do łóżka spać.

-No ale .. Ale ..- zaczęła się jąkać - W sumie masz rację. Padnięta jestem. Tak więc, jeszcze raz najlepszego i do zobaczenia jutro - potargała mi włosy na pożegnanie.

- Dobranoc! - krzyknęłam jeszcze, zanim zniknęła za zakrętem.

Udałam się do siebie. Otworzyłam furtkę i skierowałam swoje kroki w stronę tarasu. W całym domu nie paliło się ani jedno światło prócz salonu. Weszłam po schodkach, wyciągając jednocześnie klucze.

Telewizor był włączony i rzucał jasną poświatę na twarze moich rodziców, leżących na kanapie. Wzięłam więc koc ze schowka i przykryłam ich, całując każdego w czoło, po czym wyłączyłam telewizor i udałam się cicho do mojego pokoju. Tam zapaliłam światło, odłożyłam torby i rzuciłam się na łóżko. Nagle uświadomiłam sobie coś zaskakującego. To było tak nagła myśl, że aż się palnęłam otwartą dłonią w czoło.

Zeskoczyłam z łóżka i podeszłam do szafy, z której wyciągnęłam mój czarno - fioletowy plecak, który miałam ze sobą u cioci. Otworzyłam małą kieszonkę i wyjęłam czarne pudełeczko, owinięte srebrną kokardą. Podniosłam wieczko i moim oczom ukazał się zadziwiający widok. Otóż, znajdowała się tam srebrna bransoletka z przywieszkami. Jednakże trzy spośród nich najbardziej wpadły mi w oko. Dołączona była do tego karteczka, napisana starannych pochylonym pismem.


"O okazji 17 urodzin.
Od Maxa Moon'a i Jake'a Luck'a.
Aby zawsze przynosiła Ci szczęście
i uśmiech na twarz, wtedy, gdy nie
będzie nas z Tobą.
Ps. Mamy nadzieję, że ogarnęłaś dlaczego akurat taki prezent a nie inny ".


Owe trzy przywieszki przedstawiały odpowiednio : Maxa - Sierp księżyca (Moon) , Jake'a - Koniczynę (Luck) i mnie - Różę (Rose). Nie pomyślałabym, że Ci wariaci będą mieć, aż tak twórczy pomysł. Odłożyłam pudełeczko na szafkę nocną, chwyciłam telefon w dłonie i usiadłam po turecku na krześle przed komputerem.
Prawie bym z niego spadła, ale w tym momencie to było najmniej ważne. Szybko wystukałam wiadomość do dobrze znanego mi numeru i wysłałam, nie patrząc nawet na to, która jest godzina. Zegar w prawym dolnym rogu monitora wskazywał za piętnaście dwunastą, a ja jestem takim geniuszem, że piszę do kumpla, nie zwracając uwagi na późną porę. Taak ... Godne mnie.

Telefon położyłam tuż obok jednego z głośników, z którego dobiegały ciche dźwięki piosenek Linkin Park z płyty Meteora. Jak to miałam w zwyczaju, na samym początku otworzyłam facebooka, pocztę, gadu-gadu i całą masę innych okien, które zazwyczaj przeglądam. Skusiłam się nawet na to, aby obejrzeć film, a to przez to, że w najmniejszym nawet stopniu nie chciało mi się spać. Odkąd wróciłam nie ziewnęłam ani razu, a jeszcze przed powrotem do domu odczuwałam lekkie zmęczenie. Postawiłam na komedię - Kac Vegas. Znam to prawie na pamięć, ale obejrzeć jeszcze raz nie zaszkodzi.

Został włączony tylko facebook i stronka, na której ładował się film. Wykorzystując to, że na urodziny dostałam gitarę, to wypadałoby jeszcze nauczyć się na niej grać, prawda? Przeglądałam więc ogłoszenia osób, które dają takowe lekcje. Jedna z tych ofert wydała mi się naprawdę kusząca.


"Fascynuje Cię gra na gitarze, jednak nie umiesz grać? Chętnie pomogę! Napisz e-mail albo zadzwoń ! Resztę ustalimy podczas rozmowy
506355133 / threedayskate@gmail.com
Kate ."


Zapisałam więc numer, zaraz po odpisaniu na wiadomość od Jacoba. Jutrzejszy ranek wyznaczyłam na rozmowę z mamą i tatą, na temat lekcji gry. Film prawie skończył się ładować a ja w tym czasie zawędrowałam do łazienki. Zmyłam makijaż, wzięłam szybki a relaksacyjny i orzeźwiający prysznic po czym przebrałam się w piżamy i udałam się do kuchni.
Wyjęłam z lodówki jabłko i zielone frugo i z tym filmowym ekwipunkiem wróciłam do pokoju. Rozsiadłam się wygodnie na tyle na ile było to możliwe na fotelu
Podczas, gdy film się buforował, a ja przeskakiwałam z karty na kartkę, moje głośniki wyczuły przychodzącego sms'a. Już po chwili, poczułam jak telefon wibruje a, gdy moje spojrzenie powędrowało w tamtym, utwierdziło mnie to tylko w w przypuszczeniach. Wiadomość była bowiem od Jake'a.

"Tak późna pora, a moja "dziewczyna" jeszcze nie śpi? Opuszczasz się moja droga .. A nawiązując do Twojej wiadomości, nie musisz dziękować. Oboje z Maxem wiedzieliśmy, że to będzie genialny pomysł i Ci się spodoba ;3"

W błyskawicznym tempie wystukałam odpowiedź i powróciłam do przeglądania wiadomości e-mail. Chwilę potem mój telefon znów poinformował mnie o nowej wiadomości. Tak więc, trzymając telefon w jednej ręce, a w drugiej myszkę od komputera, jedno oko mając na ekranie telefonu a drugie na ekranie monitoru, odpisałam na wiadomość. Gdy moja skrzynka, została uprzątnięta, że wszelkich zbędnych rzeczy, westchnęłam cicho i pozamykałam niepotrzebne karty i pochłonęły mnie losy pokręconej paczki Alana, Stu, Philla i Douga.


*Ranek. 97*

- Ehh. No przecież już wstaję.. Ucisz się wreszcie! - warknęłam zaspana, szukając pod poduszką uporczywie dzwoniącego telefonu. Gdy wreszcie wyłączyłam alarm, ponownie ukryłam telefon po poduszkę. Przymykając oczy obiecałam sobie "Jeszcze tylko chwilkę .. Jeszcze minutkę". Jednakże moja "minutka", została brutalnie przerwana przez dobrze mi znany dźwięk nowej wiadomości. Zaraz po niej, doszła kolejna, a więc nie mając innego wyboru, otworzyłam leniwie oczy i przeczytałam wiadomość. Jednak to, że dopiero co się obudziłam, spowodowało, że każdą z dwóch wiadomości czytałam po dwa razy. Pomińmy fakt, że były one krótkie ..

- Meeel! - usłyszałam wołanie mojej mamy z dołu - Za pięć minut widzę Cię na dole! Z zegarkiem w ręku!

- No ale po co .. Przecież jest niedziela! - odkrzyknęłam. Niestety nie uzyskałam na swoje pytanie odpowiedzi.

Zwlokłam się z łóżka najwolniej jak mogłam, jednak, gdy tylko moje stopy dotknęły podłogi, ruszyłam pędem do łazienki. W zawrotnym tempie odbyłam poranną toaletę, a potem z takim samym pośpiechem się ubrałam. Po schodach można by rzecz, że biegłam. A raczej przelatywałam co 2 schodki .

- No co jest? - wykrztusiłam na jednym oddechu wpadając jak burza do kuchni - Po jaką cholerę tak wcześnie mnie wołasz, skoro do Kościoła idziemy na 11.30?

- A może by tak dzień dobry? - odmruknęła mama. Oho. Czyżby wstała dziś lewą nogą z łóżka? Wraz z lekko ironicznym uśmiechem, rzuciłam "dzień dobry" i usiadłam przy stole, prawą rekę trzymając przy ustach ziewając - Dziś idziemy wcześniej do kościoła. Później musimy jechać z tatą w ważnej sprawie do pracy i zostaniemy tak dłuższy czas.

- Jak bardzo długo będzie to trwało ?

- Do wieczora na pewno wrócimy. A teraz jedz i nie gadaj tyle, bo w końcu się spóźnimy - poleciła mi mama, wychodząc z kuchni i kierując się na górę, jednocześnie wycierając ręce w fartuszek. Już po chwili, przy stole zasiadła wesoła gromadka i wszystko zleciało bardzo szybko.


*Popołudnie. Godzina 14.11*

*Bip. Bip.*

- Tak myślałam, że zaraz to się stanie - powiedziałam sama do siebie, gdy siedząc przed otwartą szafą i szukając ubrań na jutrzejszy dzień; z mojego łóżka rozległ się dźwięk nowej wiadomości. Nietrudno było się domyślić, że nadawcą jest Annabell.

"Mama z tatą wybyli na uroczystą obiado-kolację, Tom polazł do Collina a Harry jest u Vivien, więc może urządzimy sobie takie małe party na zakończenie wakacji? D "

Podczas, gdy ja tu dramatyzuję, bo nie mam co założyć na siebie na rozpoczęcie, ta mi tu pisze o małym party .. Załamać się można. Ale i tak pójdę. Muszę tylko powiadomić o tym moją mamę .. Problem w tym, że nie ma jej w domu. Rano nie zdążyłam nawet powiedzieć jej o lekcjach gitary, bo pojechała z tatą gdzieś tam, w sprawie czegoś tam.
Wiedząc, że ,gdy jest w pracy, nie mogę do niej dzwonić (telefon i tak ma wyciszony) napisałam sms'a, informując o tym, że ja jestem u Ann, a Gabi u Cassidy. Odpisałam mojej przyjaciółce i zawędrowałam do pokoju mojej siostry. Gdy tylko weszłam do pokoju, musiałam uchylić głowę, aby nie oberwać pluszakiem, za którym za chwilę poleciał drugi.

- Gabi, możesz mi wyjaśnić co konkretnie robisz? I czemu twoje pluszaki chciały mnie zaatakować?

- A bo ja wiem ? - wzruszyła ramionami w górę i w dół - Uczę je latać. Całkiem nieźle im idzie, jednak muszę popracować nad lądowaniem i zmianą kierunku lotu.

- Co? A zresztą.. Never mind. Co ty na to, żebyś odwiedziła Cassidy?

- Chcesz iść do Annabell? - spytała pewnie, spoglądając na mnie, zza wielkiego kufra z pluszakami.

- Noo, tak - pokiwałam twierdząco głową, opierając się prawym barkiem o jej szafę w kolorze orzechowym - To jak? Zgadzasz się?
- A mama lub tata wiedzą?

- Tak. Zanim do Ciebie przyszłam, to napisałam jej o tym. Noo? Szybka decy

- A niech Ci będzie. Mogę iść - mruknęła uśmiechając się

- I oto chodziło. Za 30 minut wychodzimy- rzuciłam na odchodnym, zamykając za sobą drzwi do jej królestwa. Tuż po tym, jak wypuściłam z ręki klamkę usłyszałam jak coś uderza o powierzchnię drzwi. No tak .. Przecież tam trwa kurs latania. Zaśmiałam się sama do siebie.
Wróciłam do siebie do pokoju, a po wybraniu ubrań na jutro, które z gracją zaległy na moim łóżku, chwyciłam telefon i wykręciłam numer do Ann.

- No siemaaa Ann! - przywitałam się radośnie, gdy po drugiej stronie usłyszałam podejrzliwe "Haaalooo?" mojej przyjaciółki.


*30 minut później. Ulica, na której mieszka Annabell i Cassidy*

- Czyyli .. Jak do Ciebie zadzwonię, bo zadzwoni do mnie mama lub tata, to będzie znak, że masz się już szykować do wyjścia od Cass. Rozumiesz?
- Nawet dziecko w podstawówce by to zrozumiało .. - odmruknęła, uśmiechając się ironicznie.- Dziękuję bardzo, za przekazanie tej jakże ważnej informacji . Po raz drugi.

- Nie musisz dziękować. To dla mnie nie problem - uśmiechnęłam się szeroko. - A teraz żegnam panią i życzę udanej zabawy. Do zobaczenia za niedługo - Poczochrałam jej włosy na pożegnanie i szybko ruszyłam na przeciwną stronę ulicy, do domu, koloru brzoskwiniowego .

Gdy doszłam i stanęłam przed drzwiami, nie musiałam nawet dzwonić, bo oto w magiczny sposób, drzwi otworzyły się same a chwilę potem wychyliła się zza nich uśmiechnięta mordka Ann.

- Doobry ! Wesoły Kostek jestem! A Ty po ilu kostkach się uśmiechniesz? - poruszyła brwiami, naśladując głos z reklamy.

- Wariatka - odparłam tylko w odpowiedzi i przytuliłam mocno przyjaciółkę.

- Free Hugs! - wydarła się na całe gardło - Dobra, koniec już. Idziemy do mnie - pociągnęła mnie za sobą po schodach, prosto do jej pokoju.
Gdy tylko przekroczyłam próg, od razu rzuciłam się w stronę mojego ulubionego miejsca do siedzenia. Była to wielka .. Pufa, jakby. Wypełniona gąbką tak, że gdy się na niej siadało - "zatapiało się w niej".

I tak stało się tym razem. Pufa, wciągnęła mnie w swoje objęcia i ja za nic nie chciałam się w tym momencie, stąd ruszać.

- Tak myślałam, że to właśnie zrobisz. - zaśmiała się Annabell.

- To nie było trudne do przewidzenia, biorąc pod uwagę fakt, że zawsze tak robię - pokazałam jej język, wyciągając przed siebie nogi - Czaj moje skarpetki ! - rzuciłam do Ann, gdy tylko spojrzałam an swoje stopy.

- Hahahaha! Genius! - wybuchnęła śmiechem moja przyjaciółka, która jak do tej pory siedziała na łóżku, to teraz leżała i się ze mnie śmiała.
- No dzięki wielkie! - rzuciłam do niej, udając, że jestem oburzona jej zachowaniem. No ale, kto by się nie zaczął śmiać, gdyby druga osoba założyła dwie różne skarpetki?
Przez całe pięć minut nie mogła się opanować i śmiała się ilekroć na mnie spojrzała i na moje skarpetki.

- No doobra .. Ogarnęłam się. Jestem juź całkiem poważna - powiedziała z cichym westchnieniem

- Czyżby? A może jednak tak nie jest? - poruszyłam nogami w górę i w dół.

- Tak. Na 100 % jestem pewna, że się ogarnęłam - odparła z uśmiechem na twarzy.

- No dobrze. Więc skoro jesteś już "poważna i opanowana" to musimy pogadać.

- Poczekaj. Zaparzę naszej ulubionej zielonej herbaty i wszystko mi opowiesz. Jak na spowiedzi! - zaśmiała się i w jednej chwili, czmychnęła z pokoju do kuchni.

Chwilę po tym, jak zamknęły się za nią drzwi, usłyszałam pobrzękiwanie kubków i gwizd wody, która nawoływała Ann. Niedługo potem dostrzegłam, najpierw dwa pojawiające się kubki w drzwiach, a potem czarną czuprynę Ann.

- Proszę. Uważaj, gorące - podała mi czarny kubek, w abstrakcyjnie kolorowe plamki. Ona sama miała taki sam, ale biały. - No to teraz gadaj - delikatnie usiadła na drugiej pufie, takiej na jakiej ja siedzę.

-Ekhm. No więc chodzi o wczoraj. Wczorajszy wieczór konkretnie. - zaczęłam opowiadać dmuchając na herbatę - O to, co powiedział mi Erick ..

- Wreszcie Ci TO powiedział ?! - przerwała mi Ann, prawie krztusząc się herbatą.

- A ty skąd wiesz o TYM? - spytałam podejrzliwie, patrząc się na nią znad krawiędzi parującego kubka.

- Aaa.. Nieważne z resztą. Opowiadaj.

- Więęęc .. Wiesz, że Erick trochę wypił? Nie chodzi mi o colę, czy coś. A potem, jak siedziałam sobie niedaleko domku, przyszedł do mnie i oznajmił, że podobam mu się.

- Wiedziałam .. - mruknęła dziewczny do siebie, popijąc spokojnie napój herbaciany. - A co ty na to odpowiedziałaś?

- A co miałam odpowiedzieć? Powiem Ci to, co powiedziałam Erickowi .. Kocham go. Kocham, jak brata. I nie chciałabym, żeby nasza przyjaźń, przez to się popsułam. Dla mnie on jest przyjacielem, najlepszym przyjacielem. I nie wyobrażam sobie nas razem .. Jako para.

- Tak myślałam ..

- No dobra. Koniec tych niewyjaśnionych zdań i niewiadomych. Powiedz mi .. Wiesz coś na ten temat?

- Eee.. Noo.. Wieeesz ..

- Rozwiniesz bardziej tę myśl?

- No wieeesz .. Ehh. Sorki. Pewnego dnia, jak byłam w parku z Tomem, spotkałam Ericka. Był .. Zamyślony? Nieobecny? Podczas, gdy Tom bawił się z Collinem Erick opowiedział mi właśnie o tym, o czym ty teraz powiedziałaś. Poprosił mnie o pomoc, co ma zrobić, jednakże ja nie wiedziałam co mu doradzić, prócz tego, żeby Ci o tym powiedział.

- I nie mogłaś mi o tym powiedzieć?

- Nie. Obiecałam, że nie puszczę pry z ust. A ja obietnic dotrzymuję, przecież wiesz.

- No wiem, wiem. Dobra, zmiana tematu. Może karaoke? - zaproponowałam na co moja przyjaciółka zgodziła się ochoczo.

* Jakiś czas później*

- Tak mamo .. Już idę. No już idę! Za chwilę będę. Tak, odbiorę ją. No przecież bym nie zapomniała o własnej siostrze .. No dobrze. Pa - rozłączyłam się zakańczając rozmowę z mamą, która usilnie próbowała mi wpoić do głowi następującą informację "Nie zapomnij odebrać Gabi od Cassidy" - Ja się będę zbierać .. Rodzicie wrócili - zwróciłam się do Ann.

-No spoko. Odprowadzę Cię - złapała koszulę z oparcia fotela - Chodźmy więc.

- Do widzenia pani! - krzyknęłam jeszcze zanim wyszłyśmy do mamy Ann.

Wychodząc zadzwoniłam do siostry, a gdy chwilę potem doszłam do domu jej koleżanki, ta już na mnie czekała przed furtką. Jak to ona, gdy szłam z Annabell szła tuz przed nami i tylko od czasu do czasu wtrącając się do rozmowy.

- No to do jutra? Jakoś nie mogę uwierzyć, że te wakacje tak szybko zleciały ..

- Noooo.. Wolałabym, żeby był 1 lipca a nie 2 września. - przytaknęła Ann.

- Zgadzam się. No dobrze. Skoro mamy na 8.30 to o 8.10 na skrzyżowaniu?

- Tak. Do zobaczenia jutro - pomachała mi i udała się w drogę powrotną do domu.

* * *

- Maaamooo! Jesteśmy! - zawołałam na wejściu

- No nareszcie - z salonu wyszła mama w asyście taty.

- Co tam w pracy? - zagadnęłam ich

- Wszystko bardzo dobrze. A jak u was? Przygotowane na jutro?

- U mnie tak, nie wiem jak u Gabi - mruknęłam zdejmując trampki.

- U mnie wszystko w jak najlepszym porządku! - zapewniła nas Gabi.

- To bardzo dobrze. A teraz mam ważną sprawunię do was . Chodzi o lekcje gitary ..


____________________________________
Wiem, wiem. Miałam dodać w sobotę, ale ..
Jak się podoba? )
Mam propozycję .. 15 komentarzy i następny rozdział wcześniej niż ten. Co wy na to? ^ ^
Udanego weekendu! :33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Rozdział 17.

Gdy weszłyśmy na "polanę" oddzielającą las od średniej wielkości domu, zbudowanego z drewnianych belek, powitał nas tłum osób wybiegających a to z domu, albo zza domu. Każdy z nich trzymał w rękach zimne ognie i wszyscy kierowali się prosto na nas. Dookoła nas pełno było chińskich lampionów, które oświetlały ścieżkę prowadzącą do frontowych drzwi "chatki".
Jednakże wśród tych wszystkich osób, które w jednej chwili mnie otoczyły, składając po kolei życzenia ; nie zauważyłam ani Ericka, ani Chrisa.

- Dziękuję .. - powtórzyłam to słowo, chyba po raz trzydziesty - Dziękuję bardzo wszystkim! - krzyknęłam na samo zakończenie - A gdzie są Erick i Chris? - szepnęłam, do Annabell, gdy tylko tłum się troszkę przerzedził.

- Na tyłach domu. Mieli coś do zrobienia. - wyjaśniła również szepcząc.

- A mogę wiedzieć co to takiego? - zrobiłam kilka kroków naprzód, naraz się zatrzymując prawie wpadając na Setha Morrisona, który zagadywał Jen Cooper. Obeszłam ich więc dookoła, kierując się do wejścia do domku.

- Hahah. Za chwilę sama zobaczysz. W sumie .. Nie sposób tego nie zauważyć - zaśmiała się wyprzedzając mnie o dwa kroki i otwierając przede mną drzwi - Solenizantka przodem - ukłoniła się niczym lokaj z tych wszystkich filmów, w których akcja rozgrywa się w pałacu.

- Dziękuję bardzo - wypięłam dumnie pierś i przekroczyłam próg, a gdy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, wystawiłam rękę w kierunku Annabell - Milejdi pozwoli? - spytałam, po czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

Minęłyśmy schodu prowadzące do góry, następnie korytarz, w którym znajdowały się 2 pary drzwi, potem salon, którego widok mnie zachwycił. "Ten, kto go urządzał musi mieć bardzo dobry gust" - pomyślałam, wlepiając swoje zielono - brązowe oczęta, w abstrakcyjne obrazy, idealnie komponujące się z beżowo - brązowymi ścianami, wnętrza. Na przeciwległej ścianie widział duży, telewizor, w którym, przez ułamek sekundy miałam okazję dostrzec moją postać.

- Ho ho! Macie genialne pomysły - aż zagwizdałam na widok ogromnego ogniska, które przygotowali moi przyjaciele - Kto wpadł na ten oryginalny pomysł?

- A dziękuje. Doskonale o tym wiemy - ukłoniła się teatralnie - W zasadzie, to wszyscy. Jak omawialiśmy sprawę tego wszystkiego co dziś będzie, to jakoś tak wyszło, że ktoś rzucił pomysł żeby zrobić ognisko. Na co Erick, jak to Erick, chętnie na to przystał, pod jednym warunkiem. "To nie będzie zwyczajne ognisko. To będzie takie mega wielke ognisko, jeżeli już" - stwierdził. No i jak powiedzieliśmy, tak też zrobiliśmy - dokończyła, w chwili gdy stanęliśmy nieopodal Ericka, dostawiającego coś na stolikach.

- Meeel! - krzyknął i już po chwili, tkwiłam w jego silnym uścisku - Najlepszego mój Aniele! - dlaczego od razu skojarzyło mi się to z Maxem?

- Dziękuję - odwzajemniłam uścisk, po czym stanęłam ramię w ramię z Ann. - A gdzie się podział mój drugi przyjaciel? - rozejrzałam się na boki, jednak nigdzie nie widziałam Chrisa.

-Tu jestem! Tu! - czyjaś ręka wyłoniła się spod stołu informując nas, że tam właśnie siedzi nasz kumpel - Siemasz Mel! - pomachał mi dłonią tuż przed twarzą, gdy tylko pochyliłam się żeby go zobaczyć - Jak się tylko stąd wygramolę, to zrobimy niedźwiadka!

I jak powiedział tak zrobił. Przeturlał się spod stołu i wstał z miną niczym James Bond - Haha. No zupełnie niczym Bond !

- Jestem Bond. James Bond skarbie - zacytował - A teraz chodź tu do mnie! - rozłożył ręce na boki i po chwili staliśmy przytuleni do siebie. Tuż za plecami Christophera podłapałam spojrzenie Ericka, w oczach którego tańczyły jakby małe iskierki. Co one oznaczają, nie wiedziałam, ale już wkrótce miałam się tego dowiedzieć.- Ekhm. No to tak .. Zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń, dobrych ocen chociaż i tak takie masz, zajebistych przyjaciół .. No patrz! Już ich masz! - zaśmialiśmy się oboje - Kontynuując. Fajnego chłopaka, dalszego zamiłowania do rysunku i fotografii. Czego jeszcze? Zajebistych lekcji w nowym roku szkolnym, na których oczywiście siedzieć będziesz ze mną (tu wyszczerzył swoje śnieżnobiałe ząbki). I wszystkiego co tylko sobie życzysz! – zakończył swój monolog wypuszczając powietrze z płuc.

- Wow .. To były najdłuższe życzenia urodzinowe, jakie dziś otrzymałam.

- Co?! Jak to? To niemożliwe! Ja tak miałam zrobić! Nie Chris!- oburzyła się Annabell, prawie dławiąc się ciasteczkiem. Jej ulubionym jeżykiem z resztą – Przebiję go! Zobaczysz! – stanęła przede mną tak, aby stać ramię w ramię z Chrisem – No to zaczynajmy!

- Stooo Laaat! – wykrzyknął uradowany Chris.

-Najlepszego!

-Spełnienia marzeń!

-Szczęścia!

- Wszystkiego dobrego!

- Eee. Fajnego chłopaka!

- Zaufanych przyjaciół!

- Może ich zostawimy? Sami to dokończą, między sobą .. – szepnął Erick tuż przy moich uchu, łapiąc mnie od tyłu za ramiona.

- Jasne - odchodząc usłyszałam jeszcze, jak Ann mówi :"Dwójkę zajebistych dzieciaków!", na co Chris (oburzonym tonem głosu) : "Dwójkę? Lepiej trójkę! Oo.. Albo od razu czwórkę!".

- A więc .. Ile osób przyszło? - zagadnęłam mojego towarzysza, gdy znaleźliśmy się w kuchni Ericka, gdzie w miarę było cicho, jednak muzyka i tak przebijała się echem przez szpary. Tak, tak. Ta "leśna chatka „należy właśnie do Ericka. Nie przypuszczalibyście, co nie?

- Hm. Nasza paczka. Prawie cała klasa ze starego gimnazjum. Znajomi osób, z naszej starej klasy. I chyba tyle . Masz, trzymaj - podał mi 2 butelki coli - A teraz idziemy na "zaplecze" - wyszczerzył zęby w uśmiechu

- Mam nadzieję, że nie szykuje się Projekt X? - zaśmiałam się, próbując zamknąć nogą drzwi, przez które właśnie weszliśmy. Erick nie mógł tego zrobić, bo na rękach trzymał 2 miski, wypełnione czymś słodkim. Moja próba skończyła się niepowodzeniem.

- Hej. Dzięki! - uśmiechnęłam się promiennie do dziewczyny w szarych rurkach, czarnej koszulce, o ciemnobrązowych włosach i piwnych oczach. Na lewym nadgarstku przewiązane miała czarno-bordowe rzemyki, a na nogach czarne glany.

- Nie ma sprawy. Cała przyjemność po mojej stronie - odwzajemniła uśmiech - Wszystkiego najlepszego, solenizantko!

- Haha. Dzięki wielkie! - odparłam poprawiając napoje w rękach - Jestem Melissa, ale możesz mówić mi Mel. Jak każdy . Wyciągnęłabym do Ciebie rękę, no ale sama widzisz ..

- Nic nie szkodzi! Claudia jestem.

- Miło poznać.

- Przepraszam na chwilkę, ale moja mama mi spokoju nie chce dać. - mruknęła spoglądając na telefon w prawej dłoni - Dokończymy tę rozmowę później, dobrze?

- Jasne. Nie ma sprawy. A teraz odbierz ten telefon i nie każ mamie dłużej czekać! - poradziłam jej. Widząc jak dziewczyna przykłada do ucha słuchawkę i mówiąc coś pod nosem do swojej rodzicielki, obróciłam się na pięcie i powędrowałam do stolików, gdzie był Erick.

- A ty gdzie się zgubiłaś? Nie sądziłem, że od mojego domu, do tego miejsca, to tak długa droga, podczas której można by było się zgubić - zaśmiał się Erick, gdy tuż przed nim postawiłam butelki coli.

- Oj nooo. Zagadała mnie taka jedna dziewczyna- wyjaśniłam, spoglądając w kierunku, gdzie ostatni raz widziałam Claudię chcąc pokazać ją mojemu przyjacielowi - Ej! Uważaj jak chodzisz! - warknęłam w stronę wysokiego blondyna z niebieskim full capem na czuprynie - No nie wierzę .. !

- Melissa ?! - wykrzyknął blondynek tak samo zaskoczony jak ja

- Taylor! - wreszcie poznałam przybysza, który spoglądał na mnie swoimi szarymi oczami, z wiecznie potarganymi przez wiatr włosami, które teraz chroniła czapka. W chwili, gdy wypowiedziałam jego imię do końca, poczułam jak moje nogi odrywając się od ziemi a ja sama, otoczona ramionami Taylora wiruję z nim w powietrzu - Puszczaj mnie czubku! - zaczęłam się śmiać a po chwili dołączył do mnie chłopak.

- Moja żono! Stęskniłem się! - oznajmił, gdy tylko moje stopy znów znalazły się na ziemi

- Mężu ! Ja bardziej ! Przypomnij .. Kiedy ostatni raz się widzieliśmy?

- Łohoho ! Coś mi się wydaje, że to było jakoś w 4 klasie podstawówki. Bo zaraz potem wyjechałem w wakacje, sama wiesz gdzie.

- No niestety .. A potem urwał nam się kontakt.

- Ile to czasu minęło! - westchnął mój przyjaciel z dzieciństwa, wspominając tamte czasy.

- Chwila, chwila.. O co chodzi z tym "moja żono" i "mężu"? - wtrącił się Chris, dołączając tym samym do konwersacji.

- Ehm. Gdy byliśmy mali, wpadliśmy na pomysł. Jeśli żadne z nas do 27 roku życia nie znajdzie swojej drugiej połówki i nie weźmie ślubu, to my tak zrobimy. Znaczy się - zaręczymy. Ale to było daaaawno.. - podkreśliłam kończąc wyjaśniać.

- Aaa. Chyba, że tak - Chris wreszcie ogarnął o co chodzi, bo zrobił "mądrą minę" i z zamysłem wgryzł się w czekoladowe ciastko.

- A więc oficjalnie. Ann, Chris, Erick, poznajcie mojego męża z dzieciństwa Taylora McRight. Taylor, poznaj : Annabell, Chrisa i Ericka - przedstawiłam ich sobie, a po kilku powtórzonych "Cześć" rozmowa się rozkręciła, a ja czułam, że moja paczka polubiła Taylora.

- Wohoo! A teraz koniec stania w miejscu i ucinania interesujących pogawędek tylko idziemy się zabawić! - krzyknął Taylor, gdy z głośników dopłynęły do nas słowa, dobrze znanej każdemu piosenki - Wszyscy bawimy się w rytmie Gangnam Style!

* Ok. 2 godziny później *

- Ja zaraz padnę. Muszę usiąść ! - wysapałam do Annabell pociągając ją za rękę w stronę stolików z napojami . Jak ta wariatka zachęciła mnie do tańca, to wypuścić nie chciała! - No proszę Cię! Później wrócimy! - obiecałam, kładąc rękę na sercu.

- Niech będzie. W końcu to twoje urodziny - uśmiechnęła się, ściskając mocniej moją dłoń i prowadząc do rzeczy, która w tej chwili pomoże nam ugasić pragnienie - I jak się podoba?

- Świetnie jest. A kto zaprosił Taylora? Nawet nie wiedziałam, że wrócił.

- A wiesz, że sama nie wiem, jakim sposobem się pojawił? Haha. Serio. Ale coś mi się wydaje, że przyszedł z tą szatynką. Caroline chyba.. Taką, która ma koszulkę z Nirvany, widziałaś?- pokręciłam przecząco głową- No patrz tam! O tam! Niee.. Tam! - wskazała palcem na szatynkę, która opierając się o poblisku konar drzewa, wpatrywała się w ekran telefonu z szerokim uśmiechem na twarzy. W rzeczy samej. Koszulka była z Nirvaną.

- Ona będzie chodzić do klasy z Sethem. Widziałam, gdy były listy wywieszone. A bynajmniej tak mi się wydaje .. A propos. Kto wygrał z życzeniami dla mnie? Ty czy Christopher? - zagadnęłam przypominając sobie, tę sytuację.

- Ehh. Stwierdziliśmy, że będzie remis. No bo już wszystko co możliwe powiedzieliśmy, a Chris później zaczął wymyślać jakieś takie dziwne .. Nawet nie warto tego teraz powtarzać.

- Remis? REMIS?! A ja w Ciebie tak wierzyłam, że wygrasz to a tu takie zaskoczenie ! Oj Annabell. Zawiodłam się na Tobie!

- Ja na sobie też. Czy wybaczysz mi ten błąd, który popełniłam zgadzając się na remis?

- Nie wybaczam! - odwróciłam się do niej plecami, z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej.

- Niee! Nie rób mi tego! Nie możesz! - doskoczyła do mnie w jednej chwili, patrząc wzrokiem kota ze Shreka - Wyyyybacz miii! - zajęczała tak głośno, że kilka zaciekawionych osób obróciło głowy w naszym kierunku.

- Mandarynka się za to należy - odparłam po chwili zastanowienia, uśmiechając się szeroko.

- Dzię-ku-jęęę! - wysylabizowała tuląc mnie do siebie tak mocno, że myślałam, że za chwilę nie będę mogła swobodnie oddychać - To co teraz robimy? - odsunęła mnie na długość ramienia, czujnie przyglądając się mojemy wyrazu twarzy.

- Na początek wypadałoby znaleźć naszych dwóch przyjaciół - mruknęłam - Może oni coś wymyślą. Bo ja oprócz znalezienia ich nie mam żadnego pomysłu .

- Ja właśnie też i w tym jest problem. - odparła, niechętnie przyznając się do tego. Coś czego nie wiecie o Annabell: Rzadko kiedy zdarza się jej, a żeby nie miała jakiegokolwiek pomysłu na to, co robić w określonym momencie - Jeśli dobrze myślę, to Ericka znajdziemy w domu. A gdzie Erick tam Chris, więc po kłopocie - puściła do mnie oko, łapiąc za nadgarstek i pociągając w kierunku wejścia do "chatki".
I rzeczywiście tak było. Erick przeszukiwał szafki w kuchni w poszukiwaniu czegoś, a Christopher siedział za nim na blacie zajadając swoje ulubione paprykowe chipsy.

- O! Nasze zguby! - powiedziała moja przyjaciółka podchodząc do Chrisa zajadającego chipsy - Mniam!

- Eej! Oddawaj! - wymamrotał niewyraźnie, mając dużą ilość chipsów w buzi- To nie fair! Tak po prostu podchodzisz sobie i wykradasz mi bezczelnie chipsy ! I to moje ulubione! - oburzył się nasz przyjaciel chowając za plecami cenną paczkę chipsów. - Nie oddam jej bez walki! - dodał

- Jeszcze zobaczymy. Muahahaha! - zaśmiała się szyderco, okrążając blat i stając tuż za Chrisem, który nieświadom niczego nadal smacznie pałaszował chipsy.

Nagle, w jednej chwili usłyszeliśmy krzyk, a raczej pisk. Pisk, który wydał z siebie Chris. Gdy na niego spojrzałam, stał podparty pod boki i patrzył rzucał Ann pogardliwe spojrzenia, które jak przypuszczałam oznaczały to, że się na niej odegra. Moje spojrzenie powędrowało w dół. Gdy tylko dostrzegłam tę rzecz wybuchnęłam śmiechem.

- A ty z czego się tak śmiejesz? - syknął do mnie Chris, pocierając bok, gdzie przed chwilą moja kochana przyjaciółka dźgnęła go paznokciami. Prosto między żebra.

- Z tego ! - wskazałam palcem na podłogę, gdzie na panelach leżały rozsypane chipsy, które tak dzielnie miał bronić Chris. - Twój skarb! Już po nim! - zaśmiałam się jeszcze bardziej.

Christopher popatrzył smutno na paczkę chipsów, a raczej resztę co z niej zostało i miałam wrażenie, że za chwilę z jego oczu polecą łzy. Jednak tak się nie stało.. A szkoda! To musiałby być ciekawy widok. Popłakać się z powodu utraty paczki chipsów. Ale jakże cennej dla niego!

- Osz tyyy .. - pogroził paluchem w stronę Annabell, która ze stoickim spokojem siedziała na krześle, głowę podpierając na dłoniach i uporczywie wpatrując w każdą z naszych twarzy, tj. Chrisa, Ericka, moją. I tak w kółko. Ja, Erick, Chris .. Erick, Chris, ja - Pożałujesz tego! - warknął ostrzegawczo, po czym niczym puma na polowaniu (pomińmy fakt, że nie wiem jak to dokładnie wygląda) rzucił się w kierunku Annabell. - To był błąd .. Ogromny błąd.

Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Poczułam pod stopami jak podłoga lekko zadrżała i w jednej chwili, razem z Erickiem wychyliliśmy się przez blat spoglądając z zaciekawieniem na to co się dzieje. A było to tak .. Annnabell leżała na podłodze, w dość niewygodnej pozycji a na niej leżała Chris. Nogi miała uwięzione, aby nie wierzgała zbyt mocno i unieruchomioną jedną rękę. Twarz "skazańca" była roześmiana a to za sprawą tortury jaką zadawał jej "kat". Mianowicie : łaskotał ją. Minusem tego wszystkiego jest to, że Ann miała prawie wszędzie łaskotki. A na brzuchu największe.

- Dobra. Stary, koniec. - wymamrotał Erick podciągając przyjaciela do góry - Zemścisz się jak tylko udamy się pewnego dnia nad jezioro - porozumiał się z nim wzrokiem, świadczącym, że w głowach obojga już powstawały misterne plany odnośnie zemsty - Tam (wskazał na ogród) imprezka trwa w najlepsze, a my siedzimy w kuchni, jak jacyś .. Nudziarze - wypowiedział to słowo z niechęcią.

- Racja ! - Chris otrzepał się z niewidzialnego kurzu, jak to miał w zwyczaju i pomógł swojej ofierze wstać z podłogi, po czym zwrócił się do wszystki - To jak. Idziemy zaszaleć w rytmach salsy? - poruszał zabawnie brwiami.

- Człowieku .. Co ty pieprzysz? Jaki znowu rytmu salsy? - pokręcił Er z politowaniem głową

- Dobra, dobra. Nie czepiać się! A teraz jazda do ogrodu! - powiedział to tonem, który nie wznosił sprzeciwu.

- Jeszcze kiedyś Ci się oberwie.. - mruknęłam do niego, tak żeby nie dosłyszał, jednak wystarczająco głośno, aby idąca obok mnie Annabell to usłyszała. Odszepnęła : Mam takie samo zdanie. Musimy coś wymyślić przeciw niemu. Ruchem głowy wskazała Chrisa, który w tej samej chwili obrócił twarz w naszą stronę.
- A o czym wy tak szepczecie? Możnaby powiedzieć, że .. Spiskujecie!

- O niczym! - powiedziałyśmy obie w tym samym monecie, odrobinę za szybko.

- Jasne .. Moja zajebista intuicja podpowiada mi zupełnie co innego - mruknął tylko

- Och! Uwielbiam tę piosenkę! No chodź! - pisnęła tuż obok mojego ucha uradowana Ann i pociągnęła mnie w stronę tłumu, który wirował w świetle reflektorów, które specjalnie na tę okazję przytargał tu któryś z moich przyjaciół. Chcąc nie chcąc, nie mogłam się jej sprzeciwić, bo wcześniej to obiecałam. A ja złożonych obietnic zawsze dotrzymuję.

* Z punktu widzenia Ericka*

Z ręką na sercu, mogę powiedzieć, że ta impreza niespodzianka wyszła zajebiście. Mel, gdy tylko przybyła z Annabell, była zaskoczona. Pozytywnie oczywiście. Moje oczy zaszkliły się, gdy tylko Ją zobaczyłem. Te jej długie, zgrabne nogi w idealnie dopasowanych czarnych dżinsach, jak zawsze przykuły mą uwagę. Jednak tym razem było to coś jeszcze.
Jej twarz (jak zwykle roześmiana) oświetlana promieniami letniego słońca, jakby .. Promieniała? I te oczy. Hipnotyzujące. Ta głęboka zieleń z dodatkiem brązu, dziś podkreślona była .. Jak to dziewczyny nazywają? Kocie oczy? Chyba jakoś tak. Jej spojrzenie, jak zwykle czujne i przenikające. Włosy rozwiane przez wiatr, troszkę w nieładzie ale i tak idealnie ułożone.
Nawet będąc odwróconym tyłem do drzwi od tarasu, wyczułem kiedy przeszła przez nie Ona. Być może pomógł mi w tym jej śmiech, którym przypieczętowała swoją obecność. Odwróciłem się powoli i spojrzałem prosto w tę cudowną zieleń Jej oczu.

- Meeeel! - przytuliłem dziewczynę mocno do siebie i okręciłem w powietrzu.

Naturalnie złożyłem życzenia, a potem czas minął niezwykle szybko. Dziewczyny prawie przez cały czas bawiły się przy muzyce, a ja siedząc na hamaku razem z Chrisem, pogrążeni byliśmy w rozmowie i obserwowaniu co rusz mijających nas osób.

- Już chyba dziesiąty raz zerkasz w ich stronę! - wypalił Chris w pewnym momencie, gdy mój wzrok powędrował w stronę tłumu, w którym dostrzec mogłem Ann i Melissę. Tym jednym zdaniem całkowicie zbił mnie z pantałyku.

- Noo.. Stary! Powiedz coś wreszcie! - łypnął na mnie kątem oka, szturchając jednocześnie łokciem

- Jasne. To Ty mi powiedz, co takiego ja mam Ci powiedzieć, bo kompletnie nic do głowy mi nie przychodzi..

- Cóż. Biorąc pod uwagę, że już od dłuższego czasu Cię obserwuję i Twoje zachowanie w stosunku do Melissy, mam pewne podejrzenia, które chciałbym potwierdzić.

- Jakie to podejrzenia? - spytałem nieco zaciekawiony tym, co też mój najlepszy kumpel wymyślił na ten temat - No geniuszu, wykaż się!

- Och! Jak miło, że nazwałeś mnie geniuszem! Ale wracając do tematu.. Widzę, że gdy tylko Melissa pojawia się w pobliżu, ty od razu się uśmiechasz i przeczesujesz palcami włosy. Jest jeszcze kilka innych dowodów, ale bez sensu jest to, żebym Ci je mówił, skoro WOLISZ MNIE NIE SŁUCHAĆ! - rzucił z naciskiem na te kilka słów

- Coo? - odwróciłem głowę w jego stronę, a to co ujrzałem, zaskoczyło mnie tak, jak jeszcze nic dzisiaj. Chris siedział bowiem ze skrzyżowanymi rękoma, głowe mając odwróconą w kierunku drzew, tak aby nie patrzeć na mnie. - Stary. Nie żartuj.. Fochnąłeś się na mnie?

- Niee.. Skądże. Ja po prostu, najzwyczajniej w świecie Cię ignoruje, tak jak ty mnie. Wiesz. Skoro jest akcja, to musi być reakcja.

- Ale .. Ale ja nie wiem, co takiego mam Ci powiedzieć.

- Prawdę? - podpowiedział Chris, odwracając głowę w moją stronę

- Prawda jest taka, że podoba mi się Mel. I co? To chciałeś usłyszeć?

- Tak - uśmiechnął się szeroko - Dokładnie to chciałem usłyszeć.

- No to zajebiście. A teraz idziemy zająć się ogniskiem - pociągnąłem go w tym kierunku.

- Ej! Ale musimy to dokończyć!

- Jasne. Ale później, ok? Na spokojnie, jak impreza się już skończy - zaproponowałem na co przyjaciel zgodził się skinieniem głowy.

* Jakiś czas później*

- Widzieliście naszą solenizantkę? - zapytałem przyjaciół w pewnej chwili, przerywając ich dyskusję, na temat muzyki.

- Mówiła, że ją troszkę boli głowa i poszła w tamtym kierunku - odparła Annabell wskazując ręką owy kierunek.

- Dzięki - mruknąłem zmierzając tam.

Po kilku minutach odnalazłem zgubę. Siedziała na pniu drzewa i wsłuchiwała się w ciszę. Wiatr rozwiewał jej włosy, co przyjęła z delikatnym uśmiechem. Podchodząc powoli w jej kierunku, nadepnąłem na gałązkę, która pękła z trzaskiem.

- O! Cześć Er! - przywitała się, otwierając oczy w jednej chwili.

- No hej. - przysiadłem tuż obok niej - Czemu jesteś tutaj skoro impreza jest tam?
- Znasz mnie. Nie jestem z tych, którzy lubią imprezy. Po prostu od tej muzyki zaczęła boleć mnie głowa - wyjaśniła dziewczyna wzruszając ramionami - A ty? Czemu jesteś tu, skoro impreza jest tam ? - powtórzyła moje słowa, patrząc na mnie swoimi przenikliwymi oczyma.

- Bez Ciebie to nie to samo ..

- Ooo. A co konkretnie przez to rozumiesz? Rozwiń tę myśl.

- Noo.. Impreza z okazji urodzin, bez solenizantki to coś dziwnego .. - język zaczął mi się plątać. To z powodu jej obecności, czy tego, że troszkę wypiłem? Nie coli oczywiście.

-Kręcisz coś. Gadaj o co chodzi, bo widzę że chcesz coś powiedzieć, ale nie możesz się przemóc.

"Raz kozie śmierć" pomyślałem. W tej chwili liczyło się tylko wyznanie jej czegoś, co uświadomiłem sobie już jakiś czas temu.

- No bo.. - "No wyduś to z siebie" - ponaglała mnie dziewczyna - Może to dziwne, ale jesteś dla mnie znacznie ważniejsza niż zwyczajna przyjaciółka .. Podobasz mi się. I to cholernie.

Spojrzałem na twarz dziewczyny i odczytałem .. Zdziwienie. Nie spodziewała się tego. Znam ją bardzo dobrze i wiedziałem, że w tej chwili nie wie co odpowiedzieć na moje wyznanie. Żadne z nas nie wiedziało jak zacząć. W końcu jednak, to właśnie Mel, pierwsza się odezwała ..

___________________________
Przepraszam, że teraz, ale nie miałam za bardzo czasu na pisanie . Następny rozdział za tydzień c:
I jak. Co sądzicie o nowym rozdziale? )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Rozdział 16.

Mój piękny sen, został jak zwykle brutalnie przerwany. Zaczęło się niewinnie, bo od pikania telefonu, który informował mnie o 8 nowych wiadomościach. Jednak to co się stało później, to.. Było brutalne. Leżałam sobie na łóżku, wybudzając się do końca, gdy nagle do mojego królestwa wtargnął nieproszony gość. Chcąc rozpoznać osobę, która nie daje mi spać, nawet w moje urodzny; podniosłam jedną powiekę.

Mogłam się tego domyślić. To Gabi, która cały czas skakała mi po łóżki i wołała "Wstawaj! Wstawaj, no!". Miałam ochotę trzepnąć w nią poduszką, jednak zrezygnowałam z tego, bo zauważyłam, że do mojego pokoju wchodzą rodzicie z tortem. Oczy mi się zaszkliły na widok kokosu, którym posypany był cały wypiek.

- Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam.. - zaczęli śpiewać wszyscy razem - A kto? Melissa ! - wykrzyknęli radośnie

- No to mnie zaskoczyliście . Nie spodziewałam się tego ! - udałam zaskoczoną - No to tego .. O! Już wiem ! - zdmuchnęłam świeczki, które składały się na liczbę 17 - Dziękuję - przytuliłam każdego, lecz mamy nie, bo trzymała tort - A masz! - maznęłam jej nos odrobiną tortu

- Mel.. Nie przeginaj! Bo się pożegnasz z prezentem, a wiem, że bardzo chciałaś go dostać - pogroziła mi mama udając oburzoną

- To nie jest fair! - skrzyżowałam ręce w geście prostestu - A teraz przepraszam państwa, ale wypadałoby, żebym się trochę ogarnęła. Bo wyglądam zapewne niczym zombie.. Za niedługo zawitam na dole - pożegnałam ich machając jak królowa angielska.

Będąc pod prysznicem usłyszałam jak mój telefon domaga się odebrania połączenia nawołując mnie dźwiękami Linkin Park - Papercut. Mruknęłam tylko coś niewyraźnie pod nosem, jak to miałam w zwyczaju i wróciłam do poprzedniej czynności. Chwilę później z mokrymi włosami, skierowałam swe kroki w stronę nawołującego mnie urządzenia.

- Tak słucham? - mruknęłam do słuchawki, nie patrząc wcześniej na to kto dzwoni. Przywitało mnie głośne "No sieeeema Skarbie! Wszyyystkiego Naaajlepszego!" na co zareagowałam śmiechem.
Zaraz po Annabell, zadzwonił Chris, a na końcu Erick. Nie zabrakło nawet cioci z wujkiem z życzeniami urodzinowymi. Gdy telefon ucichł, mogłam spokojnie zająć się wyborem stroju na dzisiejszy dzień. Biorąc po uwagę fakt, że moja przyjaciółka jest nieprzewidywalna i może wymyślić wszystko .. Nie wiedziałam co wybrać.

Początkowo miałam zamiar zadzwonić do Ann, jednak porzuciłam ten pomysł i postawiłam na to, co zazwyczaj noszę - T-shirt i tym razem (bo patrząc na termometr, zapowiada się upalny dzień) krótkie spodenki. Uczesałam wysokiego kucyka, nie robiąc nic z grzywką i zeszłam na dół wyczuwając zapach śniadania, jak tylko wyszłam z pokoju. Schodząc po schodach, natknęłam się na Teda.
Westchnęłam tylko cicho, po czym wzięłam maskotkę do ręki i udałam się z nią do kuchni, skąd dobiegały odgłosy krzątania się ale także i muzyka. No tak.. Zapomniałam wspomnieć, że moja mama, gdy jest w swoim żywiole (gotowanie i te sprawy) zawsze musi czegoś słuchać.

No to już wiecie, po kim mam ten nawyk. To jedna z kilku rzeczy, w których jesteśmy podobne do siebie.

- Gabi, nie zgubiłaś przypadkiem swojego kolegi? - pomachałam jej maskotką tuż przed twarzą - No patrz kogo mam!

- Cooo? Gdzie.. Skąd.. Jak.. Ty! - wskazała na mnie wymownie palcem - Jak mogłaś a ja Ci ufałam..

- Ale, że co? - zaczęłam się śmiać, nie wiedząc o co jej chodzi - Że niby ja? Twe słowa ranią me serce! - rozszlochałam się tuląc misia do siebie, jednakże chwilę później zniknął on z mojego uścisku. Podniosłam głowę i dostrzegłam triumfalny uśmiech na twarzyczce mojej siostry - I jeszcze zabiera mi pocieszyciela .. Ta zniewaga krwi wymaga! - w momencie gdy chciałam się zemścić przerwało mi "Uspokójcie się. Siadajcie do stołu" połączone z wymownie długim spojrzeniem mojej rodzicielki.

Przygaszone usiadłyśmy przy stole jednak nie zaprzestałyśmy "walki". Przez dłuższą chwilę kopałyśmy się pod stołem, ale skończyło się to, gdy tylko mama dosiadła się do nas, a zaraz po niej przy stole pojawił się tata. Ten to ma nosa do zapachów wyczuje i rozpozna daną potrawę z drugiego końca domu.

- Smacznego wam życzę - błysnął uśmiechem, który sam nazwał "Szeksownym". Zapytacie dlaczego przez "Sz"? Bowiem kiedyś, mając w ustach jabłko próbowałam to powiedzieć, ale wyszło z tego "Szeksowny".

- Wzajemnie - odparła każda z nas po chwili, po czym zajęliśmy się pochłanianiem kanapek, z moją ulubioną rzodkiewką. Mniam!
Nie obeszło się bez śmiechu i żartów taty, co mama skwitowała sekretnym uśmiechem.

- Dziękuję bardzo, za smaczne śniadanko - ucałowałam mamę w policzek, wstając od stołu - Tymczasem udam się do pokoju.

- Czyli .. Nie chcesz dostać prezentu? - spytał wnikliwie tata, trzymając szklankę żółtopomarańczowego soku w ręce.

- Oj .. Zapomniałabym - pacnęłam się otwartą dłonią w czoło - Co to jest? Coo? No co? Powiedz mi, powiedz ! - przytuliłam tatę od tyłu

- To może najpierw Gabriella? - zaproponował wymijająco .

Po słowach taty, moja młodsza siostra wstała i skierowała się do schowka. Wróciła z wielkim pudełkiem, owiniętym w szary papier z ogromną srebrną gwiazdką, tuż po środku pakunku.

- Najlepszego siostra. Spełnienia marzeń, dobrych ocen, chociaż już je masz, fajnego chłopaka (tu rzuciła mi wymowne spojrzenie, świadczące o tym, że kogoś już ma na myśli) i czegokolwiek tylko sobie życzysz - wręczyła mi prezent, który wcale nie był tak lekki jak mi się początkowo wydawało.

Zaraz po odczepieniu kokardy, zerwaniu papieru, otworzeniu pudła moim oczom ukazał się czarny przedmiot, a w mojej głowie pojawiła się jedna myśl. Gitara.

- Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki! - doskoczyłam do mojej siostry, gdy moja myśl stała się prawdą
- Zawsze o niej marzyłam!

Dostałam gitarę. Gitarę akustyczną. Czarną gitarę akustyczną. Taką jaką zawsze chciałam.

- Hahaha. Wiedziałem. Mamy z mamą nadzieję, że nasz prezent również Ci się spodoba - zaśmiał się tata.

- Chwilka.. - mama wstała i podeszła do szafki z przyprawami, z której wyjęła średniej wielkości, białą kopertę, na której napisane jest (kaligrafią mamy, oczywiście) - "Wszystkiego najlepszego". - Od taty i ode mnie. Wszystkiego najlepszego skarbie - wręczyła mi ją.

- Powinnam się bać tego, co znajduje się w środku? - spytałam podejrzliwie odbierając kopertę z rąk mamy. "Otwórz i sama się przekonaj" uzyskałam w odpowiedzi. Gdy spojrzałam na zawartość koperty, zaniemówiłam. Moje marzenie się spełniło - Pokręciło was, czy jak?

- Czyli się nie cieszysz z prezentu?

- Żartujesz sobie tato? Najlepszy prezent ever! Kto by się nie cieszył, gdyby dostał dwutygodniowy kurs rysunku, połączony z fotografią we Florencji? - przytuliłam oboje rodziców mocno do siebie - Gabi, chodź. Robimy zbiorowego niedźwiadka - wystawiłam w jej kierunku otwartą dłoń i już po chwili, tkwiliśmy w zbiorowym uścisku - Dobra, koniec tych czułości - wyplątałam się z obejmujących mnie rąk - Idę na górę. Muszę zadzwonić. Bay - pomachałam im kopertą.

Wdrapałam się po schodach na górę do mojego pokoju. Weszłam w dobrym momencie, ponieważ akurat w tej chwili, próbowała się do mnie dodzwonić moja przyjaciółka Annabell. Rzuciłam się w jego stronę, niczym .. Max na jedzenie.

- Haaalo? Ej, spokojnie i nie krzycz mi prosto do słuchawki - zaśmiałam się, gdy z ust przyjaciółki potoczył się potok słów - O której? Że co? Za 15 minut? No spoooko .. To na razie - pożegnałam się - No to wypadałoby się ogarnąć, skoro za 15 minut będziesz u mnie - mruknęłam sama do siebie.

10 minut później siedziałam na schodach, czekałam na Ann, która w zwyczaju miała przychodzić, albo 5 minut przed czasem, albo bez zapowiedzi. Po prostu wpada i zostaje.

*Ding, dong! Ding, dong! *

- Meeel! - przywitała się entuzjastycznie Annabell - Przygotowana na niesamowicie zajebiście wyjebisty dzień z naszą paczką? - prawie krzyknęła, tuląc mnie

- Mam się bać, tego co wymyśliłaś razem z Erickiem i Chrisem? - spytałam podejrzliwie, odsuwając moją towarzyszkę na długość ramienia.

- Nie - pokręciła twierdząco głową - Pff. Miało być tak - pokręciła tym razem przecząco, co wywołało u mnie salwę śmiechu - No i co się ze mnie śmiejesz? - również zaczęła się śmiać, ze swojej pomyłki - To jak, idziemy?

- Mamo! Wychodzę z Ann! - krzyknęłam w głąb domu, gdzie jak przypuszczałam, znajduje się moja mama. Odpowiedziała mi cisza, więc wzruszyłam ramionami i ruszyłam za Ann. - Dasz mi chociaż jakąś malutką wskazówkę odnośnie dzisiejszego dnia?

- Nie - odparła, prawie przewracając się o rozwiązaną sznurówkę od swoich czerwonych convers'ów, które idealnie dopasowanie były do czerwono-czarnej koszuli w kratę i czarnych spodenek z ćwiekami na kieszeniach.

- Nawet takiej małej? Malutkiej? Malusiej! Takiej tyci tyci! No proszę ! - uśmiechnęłam się przymilnie.

- Nawet nie licz na to, że Ci powiem. I tak się nie dowiesz - pokazała mi język - Nie pytaj, bo nie odpowiem. A teraz jazda do Galerii!


*1.5 h później. Galeria*


- O-o-o-o! Teraz tu! Teraz tu! Musimy tu wejść! - zapiszczała moja towarzyszka, gdy stanęłyśmy napreciw jej ulubionego sklepu z obuwiem - No proooszę! Ostatni raz! - podniosła dwa palce w geście przysięgi

- Ostatni raz mówiłam, gdy nie chciałam wejść do Cropp'a - posłałam jej wymowne spojrzenie

- No to.. To będzie ostatni raz ostatniego razu! Więcej Cię nie będę dręczyć! Obiecuję! Słowo harcerza! - położyła rękę na sercu.

- Ty harcerzem nigdy nie byłaś - uśmiechnęłam się promiennie . "Zupełnie jak Max. Słowo w
słowo" - pomyślałam. - Ostatni raz. Obiecujesz?

- pokiwała twierdząco głową - No to chodźmy.
Musicie wiedzieć, że gdy wchodzimy do Galerii, to nie łatwo z niej wyciągnąć Ann. Zakupy i te sprawy, to jej żywioł. Mój - niekoniecznie.

- Ann. Możemy iść? Noogi mnie bolą.. - zajęczałam, gdy moja przyjaciółka wyszła z przymierzalni, po raz 5 przymierzając tę samą koszulkę. "Tę samą? Nie są takie same" - odparła, gdy wypowiedziałam swoje myśli na głos.
"No bo paczaj .. Ta tu jest koloru grejfrutowego z wielkim grejfrutem po środku, a ta w kolorze karaibskiego błękitu, z kokosem po środku. Ten sam to mają napis - Like a fruit" - wyjaśniła.

- To jak. Która z nich? Obie są w tej samej cenie - pomachała mi wieszakami tuż przed twarzą.

- Obie - odparłam machinalnie nawet nie zastanawiając się nad odpowiedzią - No co? Ja już dostałam od Ciebie prezent - wskazałam na torbę na prawym ramieniu, w której znajdowała się kamizelka (czarna oczywiście) z ćwiekami (jak to w moim i Annabell stylu) a do tego koszulka z muppetem uśmiechniętym od ucha do ucha - Nic więcej nie musisz mi kupować.

- Aj cicho stój! W tej sprawie nie masz nic do gadania. A teraz wybierz numer. Jeden albo dwa - powiedziała głosem nie wnoszącym sprzeciwu - Greeejfrut! - przysunęła mi koszulkę tuż pod oczy, gdy mruknęłam tylko "dwa" dla świętego spokoju. - Idziemy do kasy - oznajmiła zakładając torbę na ramię i kierując się do kasy- A potem zawędrujemy do KFC i możemy wracać.

- Ale w ich wyrobach jest tyle kalorii, że spokojnie wystarczyłoby mi to za dwa śniadania. Poza tym nie jestem głodna.

- Ale tak nie można! - rzuciła podniesionym tonem tak, że sprzedawca popatrzył się najpierw na nią, na zakupione produkty, na mnie i znów na koszulki - Nie, nie. To nie do pana. - wyjaśniła, a do mnie syknęła : Jak tylko wyjdziemy to o tym poważnie porozmawiamy.

- Ale nie ma o czym roz .. - zaczęłam, ale nie skończyłam, bo zatkała mi usta dłonią, w efekcie czego ją ugryzłam.

- Wampir ! - odparła zabierając dłoń z moich ust i uśmiechając się szeroko - Jesteś jak .. Jak.. Jak wampir, no! Aż mi określeń brakło! - wybąkała, gdy wybuchnęłam śmiechem - Ekhm. Wracając do poprzedniego tematu. Ale tak nie można! - powtórzyła - Jak tak dalej pójdzie to staniesz się anorektyczką! A potem, potem trafisz do szpitala, gdzie jedzenie będziesz dostawać przez rurki a to raczej nie będzie miłe nie uważasz? A jak tam trafisz, to co ja wtedy pocznę?

- Hej. Wyluzuj trochę, ok? Tą swoją gadką o tych rurkach przekonałaś mnie i jednak zrobiłam się głodna.

- Tak! - klasnęła w dłonie uradowana niczym małe dziecko - A więc kierunek KFC! - wskazała dłonią i skierowała się w tamtym kierunku.

- Jeszcze zobaczysz.. Zobaczysz jak Ci się to na kondycji odbije - spróbowałam zagadać do przyjaciółki, która podskakiwała niczym 5 letnie dziecko. " To jest hopsasanie! "- jak to sama stwierdziła, kiedyś tam.

- Jaasne. Wmawiaj to sobie! - pokazała mi język i pohasała do przodu.

- Ehh. Jak mus, to mus - westchnęłam cicho i podążyłam za Annabell.


* * *

- A więc.. Skoro teraz jest 12.34. To znaczy '33. To o 16 po Ciebie wpadam i idziemy. Gdzieś. - moja towarzyszka wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu, gdy znalazłyśmy się na skrzyżowaniu niedaleko mojego domu - Ale wcześniej, nic a nic się nie dowiesz!

- Dobrze Fiono. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - odparłam, a w głowie już obmyślałam jak przekonać Ericka lub Chrisa, aby mi to powiedzieli, bo zapewne oni też brali w tym udział.

- Muahahahaha. Czuję się jak boss! I mam własnego Kota w butach! No pacz .. Jaka
zajebista jestem!

- Mrrraaau. - zamruczałam tylko w odpowiedzi - To o 16 się widzimy. I dziękuję za prezent - przytuliłam Fionę

- Oj kochana.. To jeszcze nie koniec! Podziękujesz dopiero po południu. - rzuciła tajemniczo, podsycając tym samym moją ciekawość- Właśnie. Bo zapomnę. Załóż dłuższe spodnie. Te będą nie tyle, nieodpowiednie co.. W sumie to dobre słowo. Tak więc, żegnaj mój Kocie i do zobaczenia o 16.

Pomachałam jej na pożegnanie i z uśmiechem na ustach skierowałam swoje kroki prosto do domu. Przekraczając próg mieszkania, od razu usłyszałam piski mojej siostry, głos taty i śmiech mamy. Zawędrowałam do salonu, gdzie trwała walka. Kolorowa walka. Tata przeciwko Gabrelli.

- Wiiitaj - przywitałam się z mamą tuląc ją od tyłu - Kto wygrywa? - skinęłam głową wskazując na pojedynek mistrzów.

- Cóż, gdyby podliczyć wszystkie kropki, plamki, ciapki, kreski, maźnięcia to wynik byłby zaskakujący, ale optycznie tata. Nie uważasz? Gabi jest nadzwyczaj barwa.

- O tak. Z tym się zgodzę. - pokiwałam głową, przytakując - Ile to już trwa? - zagadnęłam

- Ehh. Niecałe 20 minut? - odparła moja rodzicielka, spoglądając na zegarek na lewym nadgarstku - Coś czuję, że za chwilę się skończy.
Być może się domyślacie o co chodzi z "kolorową walką", lub też nie, ale dla pewności wytłumaczę. Otóż, cała filozofia polega na tym, aby wziąć kilkanaście farb (najlepiej plakatowych) wybrać przeciwnika i zrobić tak, aby to on miał o wiele więcej "kropek, plamek, ciapek, kresek, maźnięć". Wtedy się wygrywa.

- To ja idę do siebie. Moja doskonała pamięć znów zadziałała. Nie wzięłam ze sobą komórki, gdy wychodziłam wcześniej z Annabell. Genius. Genius everywhere.

Będąc już w swoich czterech ścianach (albo więcej, zależy jak patrzeć na mój pokój), powiesiłam torbę na krześle przy biurku, a sama rzuciłam się na łóżko, tak, że tam gdzie zazwyczaj miałam nogi leżała moja głowa.

Wpatrując się jednocześnie w ekran mojego Galaxy'iego i fototapetę, która przedstawiała budynki Nowego Jorku. Jak już wcześniej wspominałam, wybierając się do Galerii nie zabrałam ze sobą telefonu, tak więc teraz czekało na mnie aż 17 nieodebranych wiadomości i 8 nieodebranych połączeń, a dodatkowo w tej chwili przyszła 18'ta wiadomość.

Od kogo? Wiadomości od cioci, wujka, drugiej cioci, drugiego wujka, babci, drugiej babci, dziadka i drugiego dziadka, kilkunastu koleżanek i kolegów,a także kuzynek i kuzynów. Połączenia (wszystkie) były od Maxa.

I sms także o treści "Ty.. Ty sobie grabisz! Ignorujesz mnie, ot co! Maxiu czuje się zawiedziony .. Ide coś zjeść! Tylko jedzenie mnie rozumie i kocha! I nie ignoruje! A poza tym.. Najlepszego mój Aniele " . Po przeczytaniu tego wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem.

- Eee? Wszystko z Tobą w porządku? - wymamrotała Gabi opierając się o ścianę i przyglądając mi się z zaciekawieniem - Może chcesz pomocy? Terapeuta? Psycholog? Psychiatra?

- Czekolada .. - odparłam chowając głowę w poduszkę i rechocząc ze śmiechu - Tęcza! Uuou! Patataj mój jednorożcu tęczowy! - wskazałam na jej twarz, która cała była w kolorowe ciapki .

- A idź się schować pod łóżko ! - pokazała mi język i wyszła z pokoju prawie przewracając się na schodach. Zaledwie dwóch schodkach!

- I don't want life this planet anymore ... - mruknęłam sama do siebie i wzięłam do rąk telefon, aby odpisać mojemu najukochańszemu koledze, żeby nie było że go ignoruję. Swoją drogą, ciekawe co tam u mojego "chłopaka"?

* * *
*Kilka godzin później. 15.30*

- Wypadałoby się przygotować, zanim przyjdzie Annabell .. - mruknęłam do siebie, odkładając na bok książke, która okazała się być wciągającą i zaskakującą lekturą.

Wstałam więc zdrętwiała z łóżka (wy też byście byli, leżąc przez godzinę jak nie więcej w tej samej pozycji) i udałam się do łazienki. Po prysznicu stanęłam przed lustrem zastanawiając się nad pomysłem Ann, do którego próbowała przekonać mnie przez bite 15 minut.

W końcu jednak skusiłam się i zrobiłam "kocie oczy" na prośbę mojej nieugiętej przyjaciółki, którą zwykłam nazywać siostrą.
Gdy tylko zmieniłam spodnie, usłyszałam wołanie mamy z dołu, która informowała mnie, że Ann właśnie zawitała w nasze progi .

- No witam moją kochaną solenizantkę! - uśmiechnięta stanęła tuż obok mojej szafy, przy której stałam - A jednak zrobiłaś to, o co Cię prosiłam. Czyli jesteś gotowa?

- Tak, możemy iść - wyszczerzyłam się do niej.- Mamo wychodzę! I mam telefon! - krzyknęłam zamykając za sobą drzwi .

* * *
- Możesz łaskawie powiedzieć mi, gdzie idziemy? - spytałam Annabell po ok.10 minutach drogi leśną drogą - Nosz cholera jasna ! - syknęłam gdy prawie wywróciłam się o wystający korzeń.

- Już niedaleko - moja towarzyszka uśmiechnęła się przyjaźnie - Spokojnie .. Jeszcze chwila i będziemy na miejscu.

I miała rację. Już chwilę później dotarłyśmy tam, gdzie miałyśmy. Gdy tylko wyszłyśmy spomiędzy drzew, dookoła nas rozbłysły chińskie lampiony w kolorach tęczy ..

____________________________
Witajcie!
Nareszcie nowy rozdział ! Nawet nie wiecie jak się cieszę ) Przepraszam, że dopiero teraz, ale wcześniej miałam pewne problemy techniczne i nie mogłam ;/.
Następny rozdział na początku przyszłego tygodnia ^^
I mam propozycję. Co wy na to, aby rozdziały pojawiały się co tydzień w weekendy? .
Czekam na duużą ilość komentarzy, które motywują mnie do pisania ) . Dziękuję moim stałym czytelniczkom, dzięki którym jeszcze nie porzuciłam pisania <33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ważna wiadomość !
Po pierwsze : Strraaasznie was przepraszam, za brak nowego rozdziału, ale te wszystkie poprawy, sprawdziany, kartkówki, konkursy i inne szkolne obowiązki, nie dają mi czasu na pisanie .. ;/
Po drugie : Dziś skończę rozdział, więc jutro rano (zanim pójdę do szkoły (ok.7 )) go dodam.
Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli czy coś? I nie opuścicie mnie? Ja naprawdę chcę pisać, ale nie mogę ..
Pozdrawiam. Wasza Malinowaa :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Przepraszam, że nie dodałam jeszcze rozdziału, ale dopadły mnie obowiązki szkolne i nie mam czasu, żeby go skończyć .. Gdy tylko znajdę chwilę wolnego, to dokończę. Obiecuję!
Udanego dnia, życzy Malinowaa :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

malinowaa13
 
adunia25
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

malinowaa13
 
malinowa.slodycz
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

malinowa.slodycz
 
malinowaa13
 
wpadnij do mnie zaczynam nowe opowiadanie
 

 
Rozdział 15.

- Tak słucham? - spytał Jake przesłodzonym głosem odbierając telefon a jego mina nie wyrażała zadowolenia - Och. Ależ oczywiście, że nie. Dlaczego tak myślisz? Wracam.. W sobotę. Nie mogę, jestem umówiony. Z .. Przyjaciółką. Przestań robić mi wyrzuty, jakbyś była moją dziewczyną! - warknął w pewnej chwili - Nie jesteśmy i nie będziemy razem, zrozum - powiedział już bardziej opanowany - Jasne, jasne. Na razie - nacisnął czerwoną słuchawkę i rzucił telefonem o poduszkę, w wyniku czego ten spadł na podłogę

- Niech zgadnę .. Alyson? - padło pytanie retoryczne z ust Maxa

- Gratuluję tej znakomitej dedukcji Sherloku .. - wymamrotał Jacob

- Czy wyjaśni mi ktoś kim jest ta Alyson? - spytałam po chwili, nadal nic nie rozumiejąc.

- Dziewczyna, która od pierwszej klasy liceum buja się na zabój w Jake'u. A gdy dostała jakimś sposobem jego numer telefonu na początku wakacji, to dzwoni prawie codziennie - wyjaśnił Max

- Wszystkiego próbowałem.. - jęknął Jake - Wszystkiego !I nic na nią nie podziałało! Już nie wiem, co robić- przeczesał palcami włosy, po czym schował twarz w dłonie w geście załamania - Może ty mi jakoś pomożesz?

- Hm.. A może powiecie mi najpierw, czego już próbowaliście? - spytałam, po czym opowiedzieli mi, czego próbowali i z jakim skutkiem się to skończyło - No to nieźle. A nie możesz zmienić numeru? - zaproponowałam

- Prosze Cię.. Wiesz ile czasu zajęłoby mi rozesłanie informacjo o nowym numerze tylu osobom ile mam zapisanych? To jest bez sensu .. A ona i tak go zdobędzie - pokręcił głową

- A może.. Gdyby dowiedziała się, że już masz dziewczynę, to by lekko wyluzowała?

- Stary.. To jest niezłe. Tego nie próbowaliśmy - zaoponował Maxiu - To nie jest taki zły pomysł
- poklepał mnie po ramieniu - Brawo Watsonie!

- Pomysł może i niezły, ale znajdź mi dziewczynę, która zgodzi się udawać moją dziewczynę - prychnął nie dowierzając w mój plan

- Aua. Co robisz kretynie? - syknął, gdy Max dźgnął go w żebra i delikatnie wskazał na mnie głową

- Mój najdroższy Aniele.. - zaczął Max - Pomożesz nam? Znaczy się Jacob'owi?

- Hahahahahah. Żartujecie sobie ze mnie, prawda? Chwila.. Nie żartujecie. - oboje pokiwali zgodnie głowami - Ale że ja? To nie wypali ..

- Skąd wiesz?

- Przeczucie. Przeczucie mi podpowiedziało - wyjaśniłam po chwili zastanowienia

- No ale pomyśl - wtrącił się Max - Wystarczy żebyście w szkole przebywali blisko siebie, przytulili się, dali całusa czy coś tam. Tylko dopóki Alyson da sobie spokój .

- Mel? Pomożesz mi? Będę miał u Ciebie dług wdzięczności, jeśli się zgodzisz. Więc?

- Niech wam będzie. Ale tylko ten jeden jedyny raz - zastrzegłam - Puść mnie wariacie! - powiedziałam do Jake'a, gdy ten podbiegł do mnie i zaczął mnie przytulać wirując ze mną w powietrzu - Dziękuję - mruknęłam, gdy mnie puścił

- To ja dziękuję - dał mi całusa w policzek (to dziwne .. Coraz częściej robi) - A więc oficjalnie. Melisso Alice Rose .. Czy będziesz moją dziewczyną?

- Hahaha. Ale skoro mam ją tylko udawać, to to chyba nie jest wymagane, prawda? - zaśmiałam się

- Cóż.. Lubię, gdy wszystko jest na "cacy stuk stuk" - także zaśmiał się J. - No więc, jaka jest twoja odpowiedź?

- Z przyjemnością, pomogę Ci w tym, aby Alyson dała Ci spokój - skłoniłam się, na co Jake ponownie mnie przytulił (To się robi coraz bardziej dziwne) - Max. Mam coś dla Ciebie.

- Co takiego? Mega ogromny słoik nutelli i do tego pepsi? - spytał z nadzieją w oczach

- Co? Nie.. Taki prezent to mogę Ci na urodziny sprawić. To coś innego - odparłam podchodząc do komody - Masz, tylko .. Nie zabijaj nas - zastrzegłam podając mu kopertę

- Co to kurwa jest? - warknął oglądając zdjęcie z każdej strony - "Dla wyjebiście wyjebistego Pedobeara, który jest pozytywnie pierdolnięty" ? Serio? Nic bardziej twórczego nie mogliście wymyślić? - spytał po czym sam zaczął się śmiać - I tak pożałujecie tego, co wtedy mi zrobiliście.

- Mojej "dziewczynie" nawet nie próbuj nic zrobić - oznajmił Jake obejmując mnie ramieniem i przyciągając do siebie.

Muszę przyznać, że bardzo .. Fajne zabrzmiało w jego ustach "mojej dziewczynie", tym bardziej, że te słowa dotyczyły mnie. Naszła mnie ciekawa myśl.. Może dzięki poznaniu tych dwóch wariatów, uda mi się zapomnieć o Danielu i o wszystkim co nas kiedyś (choć wcale nie tak dawno) łączyło?

- To co, gramy? - spytał podniecony Max zacierając dłonie

- No pewnie! - przytaknął ochoczo Jake
Ich gra była bardzo .. Ekscytująca, rzekłabym. Jednak ja nie brałam w niej udziału, bo chłopcy zgodnie stwierdzili, że jest zbyt brutalna jak dla dziewczyny. No to po co ją zmieniali? Nie ogarniam chłopaków.

- Uciszcie się trochę, na chwilę - rzuciłam do nich, gdy mój telefon zadzwonił - Dziękuję - powiedziałam bezgłośnie, gdy zatrzymali grę i zwrócili swoje twarze w moją stronę - Tak, słucham? Tak .. Na prawdę? Za ile? To świetnie! Za .. 30-40 minut? No dobrze, dobrze. No to cześć - rozłączyłam się - A wam co?

- Nic .. To było taki inspirujące. Opowiedz nam o tym - odparł Max kładąc głowę na dłoniach - Ej! Wyluzuj! - krzyknął, gdy stworzyłam artystyczny nieład na jego głowie

- Uups. Wybacz. Mam nadzieję, że to przeżyjesz i mi wybaczysz? - zatrzepotałam rzęsami

- Nie wybaczam ! Jake, twoja "dziewczyna" jest okrutna!

- Phi. Bardzo dobrze, że tak Ci zrobiła. Żółwik Mel! - wystawił zaciśniętą dłoń - Tak nie można ! Pożałujesz tego ! - tym razem on krzyknął, gdy także jego włosy zostały poczochrane i rzucił się na mnie.

Serio. Rzucił się na mnie. Oboje leżeliśmy na podłodze przy czy Jacob, mnie torturował łaskotkami. W takiej chwili zadaję sobie pytanie "Dla czego nie mogłabym nie mieć łaskotek? Tak jak Max, czy Christopher" . Świat jest niesprawiedliwy.

- Ogarnijcie się i przestańcie się już gwałcić - powiedział Maxiu po chwili przyglądania się nam, gdy to ja zaczęłam łaskotać Jake'a

- A co zazdrosny? - spytałam zaczepnie poprawiając włosy, które wyglądały jakbym dopiero co wstała z łóżka. - Za te włosy, to się zemszczę. Pożałujesz jak tylko spadnie śnieg ! - pogroziłam mojemu chłopakowi, który już się ogarnął i siedział teraz wpatrzony w tę swoją grę .

Po chwili, gdy poczułam się ignorowana,bo chłopcy co chwilę wykrzykiwali "Giń ! Giń maro nieczysta! " wpadłam na genialny pomysł. Wstałam biorąc ze sobą poduszkę, po czym usiadłam po turecku tuż przed telewizorem zasłaniając im cały (miejmy nadzieję) ekran.

- Ej no! Mel, odsłoń! - krzyknęli razem

- Nie. - powiedziałam stanowczo krzyżując ramiona na klatce piersiowej

- Proooszę! Ja to muszę wygrać ! - zajęczał Max - Proszę Cię ! Nie bądź bez serca! - złożył ręce jak do modlitwy

- Nie . - nadal byłam nieugięta

Chłopcy zaczęli szeptać coś do siebie, po czym podeszli do mnie, podnieśli i usadzili na kanapie. Gdy chciałam wstać i powtórzyć mój pomysł Jake mi nie pozwolił, sadzając mnie u siebie na kolanach.

- A teraz siedź grzecznie, bo muszę to wygrać. To
- prychnął i zaczął grać.

Minuty mijały a oni nadal zawzięcie wciskali przyciski, by rostrzygnąc spór . Ziewnęłam spoglądając na zegarek na moim lewym nadgarstku. Za 15 minut powinnam być w domu.

- Wygrałem ! - krzyknął Max podskakując go góry
- No to teraz czas na taniec szczęścia ! - zaczął tańczyć

- Oszukista! - krzyknął Jake godząc w niego palcem - Najnormalniej w świecie oszukiwałeś! Nie powinieneś tego wygrać!

- Och.. Czy swoją piękną grą uraziłem twoje ego? - złapał się za głowę - I co my teraz zrobimy? - zaczął się zastanawiać, po czym zaczął się śmiać do rozpuku

- Kretyn, no kretyn. I pomyśleć, że zadaję się z nim od 3 podstawówki - zaczął śmiać się pod nosem Jacob kręcąc głową - Z nim idzie zwariować.

- Ekhm. Ja za 14 minut powinnam być w domu - wtrąciłam się

- Odprowadzę Cię - powiedział Jake

- Ja też ! Ja też! - zajęczał Max podnosząc do góry dwa palce, jakby zgłaszał się do odpowiedzi w szkole, na co puściłam facepalma, ale gestem wskazałam, żebyśmy już wychodzili.

Opisywać, co Ci wariaci robili w drodze, po pierwsze nie było sensu, bo było tego za dużo a po drugie trzeba było przy tym być.

- No to dziękuję bardzo za odprowadzenie - powiedziałam, gdy 10 minut później stanęliśmy przed furtką prowadzącą do ogrodu

- Cała przyjemność po naszej stronie - skłonił się nisko Max - Polecamy się na przyszłość. Jako ochrona!

- Nie słuchaj tego kretyna - mruknął Jake - Do jutra Melisso.

- Żegnaj ! - powiedział Sherlock śląc mi całusy

- Wariaci..- mruknęłam do siebie iąc drogą do domu - Wyjek Bill! - krzyknęłam na wejściu rzucając się mężczyźnie na szyję


* * * *

- Halo? - mruknęłam zaspana spoglądając na zegarek na szafce nocnej - Mamuń.. Jest dopiero 7.42 .. Zadzwoń za 18 minut . Minimum. Dobranoc
- rozłączyłam się i ponownie wtuliłam twarz w poduszkę.

Osiemnaście minut później nadal leżałam w łóżku, jednak zrezygnowałam z tego, za sprawą mojej troskliwej mamy, która nie pozwala abym spędziła w łóżku cały ranek.

- Dzień dobry kochana mamusiu, która nie pozwala mi się wyspać - przywitałam się wesołym głosem - Mamo.. Leżę w łóżku. Pokój Gabrielli jest na końcu korytarza, więc skąd mam wiedzieć, czy śpi? No przecież jestem spokojna. Mhmm.. O 15? Jasne, powiem. No papa - rozłączyłam się i schowałam telefon pod poduszkę a sama zwlekłam się z łóżka (bo nie można było tego nazwać zejściem) i poczłapałam do łazienki.

Odświeżona wyszłam z łazienki i pościeliłam łóżko, po czym tak jak poprzedniego dnia, metodą chybił trafił wyciągnęłam ubrania z szafy.

- Witaj mój przyjacielu. Jesteś głody? - powiedziałam na widok koszulki z uśmiechnętą mordką Garfielda i napisem "Food is sense of my life" - Ehh. To przecież pytanie retoryczne. Jeszcze tylko .. To - uśmiechnęłam się do siebie wyciągając rzecz, której potrzebowałam - czarne alladyny - No to idziemy na śniadanko - pogładziłam podobiznę Garfielda.

- Dzień dobry ciociu! - przywitałam się - Cześć wujku ! Co tam?

- Wszystko dobrze, tylko szkoda, że spędzimy razem tak mało czasu, skoro dziś wyjeżdzasz - westchnął zawiedziony wujek - A tak to poszlibyśmy na konie .. - powiedział zachęcająco

- Świetny pomysł ! - powiedziałam nalewając soku do szklanki - Mama przyjeżdza dopiero o 15, więc spokojnie zdążymy. Co ty na to?

- Skoro tak bardzo nalegasz..

- Nalegam, nalegam! - potwierdziłam potakując głową - To o której?

- A o której Ci pasuje?

- W każdej chwili. Znaczy się po śniadaniu - poprawiłam się widząc spojrzenie cioci

- Zawołaj Gabriellę - poleciła mi ciocia

- Spoko. Gaaaabiiii! Śniadaaaniee! - krzyknęł stając przy schodach - Ta-dam! Cel osiągnięty

- No już tyle nie gadaj tylko jedz - ciocia postawiła przede mną talerz z kanapkami

- Hahahaha. Żartujesz sobie ze mnie? Myślisz, że ja to wszystko zjem? - zaczęłam się śmiać wskazując na talerz, na którym znajdowały się 4 kanapki - Mi dwie w zupełności wystarczą, a pozostałe dwie może zjeść Gabriella.

- Cześć ciociu. Cześć ciociu - powiedziała moja uśmiechnięta siostra wchodząc do kuchni i całując ciocię i wujka w policzek - Smacznego - powiedziała do mnie.

- Dziękuję. Proszę, 2 są twoje i musisz to zjeść, bo jęsli nie to nie pojedziesz patatajać.
Na jej twarzy od razu zagościł szeroki uśmiechu i w tej samej chwili przygarnęła do siebie talerz i zabrała się za kanapki.

Już 20 minut po śniadaniu jechaliśmy drogą, prowadzącą do ośrodka jeździeckiego, w którym znajdowały się nasze 2 konie. Tak, tak. Mamy 2 własne konie. To było jedno z marzeń cioci. Wyobrażacie sobie? W dniu pewnych urodzin, wujek zawiązał jej oczy i przyprowadzil wlaśnie tu i podarował jej .. Klacz. Jasnosiwą klacz o imieniu Lily. Był to bardzo oryginalny przezent, nie uważacie?

- Jesteśmy. - powiedział wujek stając przed bramą wjazdową - Ale się zamyśliłaś - zaśmiał się - No dobrze, chodźmy.

- Och! Dzień dobry panie Tonkin! - przywitała się młoda dziewczyna - Jestem Cornelia.

- Witaj Cornelio. Twojej mamy, Fiony nie ma? - uśmiechnął się przyjaźniej w jej kierunku

- Musiała coś ważnego załatwić w mieście, i dlatego ja tu jestem. W czym mogę służyć?

- Czy Lily i Sewerus są oporządzone?

- Oczywiście i gotowe do jazdy. Wyprowadzić?

- Bardzo proszę - odparł udając się za Cornelią do stajni

- Witaj Sewerusie - powiedziałam do karego ogiera, głaszcząc go po nosie.

Tego byście nie przypuszczali prawda? Ja i jazda konna. Gdyby ktoś powiedział mi 3 lata temu, że będę perfekcyjnie jeździć konno sama bym go wyśmiała. A teraz, proszę! Śmigam jak szalona.

- No to wskakuj - powiedziała Cornelia dopinając
siodło - Brawo. Pan raczej sobie poradzi, prawda? - zaśmiała się

- Tak. Myślę, że sobie poradzę - również się zaśmiał.

Na koniach spędziliśmy bite dwie godziny, jeśli nie więcej. W drodze powrotnej wujek wpadł na genialny pomysł. Zabrał nas na shake'i. Wiem, wiem.. Nie powinnam, bo kalorie itepe. Ale raz na jakiś czas nie zaszkodzi. Ja oczywiście wzięłam waniliowy,Gabi - truskawkowy, a wujek czekoladowy.
Siedzieliśmy przy stoliku na zewnątrz, kiedy nagle zadzwonił mój telefon. "Numer nieznany dzwoni"

- Haaalo? - spytałam niepewnie - A ty skąd masz mój numer? Oberwie Ci się to za to ! - zaśmiałam się, gdy okazało się, że jest to Jake - A jemu co się stało? Naćpał się czy jak? - spytałam zdziwiona słysząc, że Max tuż obok niego bredzi i nie może przestać się śmiać - Niech się ogarnie, bo jak nie to ja to zrobię - momentalnie ucichł, gdy Jacob mu to przekazał - No spoko. To za godzinę na skate parku. No na razie.

- Kto to? - spytała Gabriella popijając swojego truskawkowego shake'a

- Jacob - odmruknęłam zapisując jego numer. I tak oto wyjaśniła się sprawa z numerem, od którego dostałam wiadomość "Dobranoc". Tak, to Jake.

Mój numer zdobył, gdy zrobiliśmy sobie ognisko. Gdy ganiałam za Maxem pomiędzy drzewami ten Wariat wziął mój telefon i zadzwonił do siebie, a wtedy nie miałam jeszcze założonego hasła. Tak też go zapisałam : Wariat.

- To co dziewczyny, zbieramy się do domu? - spytał wujek, po czym zabraliśmy się i udaliśmy w drogę powrotną.


* * * *
Niecałą godzinę później. (12.10)

- Ciociu.. Wychodzę - powiedziałam trzymając w zębach jeden koniec bandamki, którą wiązałam na ręce - Za niedługo powinnam wrócić, to się dopakuję.

- No ja mam taką nadzieję. - odparła ciocia krojąc warzywka - Nie chciałabym, żebyś zadzwoniła do mnie oznajmiając, że przyjeżdzasz bo czegoś nie wzięłaś.

- Ciociu.. Ty nadal czepiasz się za zeszłe wakacje? Kiedy to przez czysty przypadek, nie wzięłam ze sobą telefonu? To nie była moja wina! To on chciał dłuzej pospać, więc został pod poduszką - wyjaśniłam mówiąc to wszystko, prawie na jednym oddechu.

- Tak, tak.. Już ja wierzę w ten czysty przypadek! - zaśmiała się

- I się cieszę! A teraz żegnam miłą panią, ale jeśli teraz nie wyjdę, to się spóźnię. Do zobaczenia później - pomachałam jej na odchodnym.

Dochodząc do miejsca, w którym mieliśmy się spotkać od razu wypatrzyłam Jake'a, który siedział samotnie na ławeczce z słuchawkami w uszach. Podeszłam więc do niego od tyłu i jedną ręką zakryłam oczy, a drugą wyjęłam jedną z słuchawek i szepnęłam "Akuku! Zgadnij kto?"

- Melissa - odparł bez cienia wahania

- Skąd wiedziałeś? - spytałam siadając obok niego

- Intuicja - błysnął tym cwaniackim uśmiechem, odwracając głowę w moją stronę

- Czego słuchasz? - zagadnęłam sięgając po jedną słuchawkę - Ej.. Tego nie słyszałam. Z której płyty?

- Living Things. Niemożliwe, żebyś tego nie słyszała .. - mruknął pokazując mi na telefonie tytuł utworu

- Pierwsze słyszę. I widzę. Ale nieważne. Gdzie zgubiłeś Maxa?

- Ee.. O tam ! Tam idzie! - kiwnął głową w kierunku z którego przyszłam, wskazując na naszego kolegę, który w zębach trzymał jabłko, w jednej ręce paczkę czipsów a w drugiej puszkę pepsi - Babcia Melody go nie karmi, czy jak? - zdziwiłam się spoglądając na produkty, które niósł Max

- Hahaha. Aż taki głodny jesteś ?

- Tak wyszło .. Babcia zrobiła koperkową. Bleeee! Maxiu nie lubi kopelku! - oznajmił siadając na ławce

- A myślałam, że taki pochłaniacz ogromnych ilości jedzenia może i lubie jeść wszystko - westchnęłam z uadawanym rozczarowaniem - Jak mogłam się tak pomylić?

- Tak.. Życie bywa okrutne. - powiedział klepiąc mnie po ramieniu ze smutną miną- No dobra, a teraz jazda na deskę !

- Wiedziałam, że w końcu to powiesz - mruknęłam kręcąc głową, podnosząc się z ławki - Jake idziesz?

- Niee.. Może później . Muszę.. Pomyśleć.

- Jasne. No to Maxiu idziemy - rzuciłam czochrając jego włosy przez co rzucił mi oburzone spojrzenie.

- Jeśli jeszcze raz tak zrobisz to.. Nie pożyczę Ci następnym razem deski - pogroził mi

- Hahahah. Mój drogi, dziś wyjeżdzam. Dokładnie za dwie i pół godziny przyjedzie po mnie i moją siostrę moja mama, więc wątpie, czy będzie ku temu okazja - posłałam mu jeden z moich uśmiechów, który mówił "Wygrałam i co teraz?"

- I w związku z tym, muszę wrócić wcześniej do domu, żeby ogarnąć pakowanie do końca.

- Jak to? Myślałem, że wyjeżdzasz wieczorem!

- No to źle myślałeś - mruknęłam wybierając rampę - Takie rzeczy się zdarzają. Wiem to na przykładzie mojej siostry - powiedziałam (miejmy nadzieję) pocieszająco - A teraz nie smutaj, tylko wskakuj na deskę. Ostatni raz w te wakacje ze mną.

I tak też zrobił. Tak śmigaliśmy na desce, że nawet się nie obejrzeliśmy a minęło 30 minut. Troszkę zmęczeni, wzięliśmy deski w ręce i skierowaliśmy się w stronę naszego kumpla, przybijając sobie żółwika po drodze.

- To nie tak .. To ma być o tak, i buum! Wybuch ! - wyjaśniał mi demonstrując to

- Jak Łoś.. Jak Łoś - mruknęłam do siebie, jednak wystarczająco cicho, aby Max mnie nie usłyszał.

Podeszliśmy do ławki, gdzie siedział Jake tak, że głowę miał opartą o oparcie i wpatrywał się w poruszające się chmury na niebie, z słuchawkami uszach. Dopiero, gdy usiedliśmy po jego obu stronach, zauważył nas .

- To co, teraz ty i Max? - spytałam go, gdy wyjął słuchawki z uszu

- Nie dziś. Dziś jakoś nie mam ochoty na jazdę
na desce.

- Dlac.. Przepraszam - nie skończyłam, bo jak zwykle przerwał mi dźwięk telefonu - Tak? Spokojnie .. Mogę być za 15 minut. No dobrze . Tak, rozumiem. Oczywiście. Pa -zakończyłam rozmowę z ciocią. - To tylko ciocia.

- O własnie! - Maxa jakby olśniło - Mel wyjeżdza za dwie.. Tak, za dwie godziny! - krzyknął - Czaisz .. Mój Anioł mnie zostawia. To takie okrutne. Zaraz się popłaczę. A to będzie tylko i wyłącznie twoje wina! - gadził we mnie wyciągniętym paluchem - Nie czujesz się źle z tego powodu?

- Może i by tak było, ale fakt, że powiedziałeś, że nie pożyczysz mi więcej deski mówi sam za siebie. Czy to nie przekonujący argument?

- Tak nie można! Powiedziałem to pod wpływem emocji!

- Jasne, jasne. A ja jestem Dziadek Mróz. Miło mi - wyciągnęłam dłoń w jego kierunku, którą już za chwilę energicznie potrząsnął - A teraz żegnam panów, ale muszę się dopakować.

- Odprowadzić Cię? - spytał Jacob przenosząc na mnie wzrok

- Nie trzeba. Przebiegnę się - posłałam w jego stronę uśmiech - Jeśli chcecie się pożegnać czy coś tam, to będę za godzinę w miejscu, gdzie się spotkaliśmy się po raz pierwszy - rzuciłam do Jake'a po czym popędziłam w stronę domu cioci.
Jakieś 6 minut później wchodziłam już przez furtkę na podwórko.

- Jestem ! I idę do siebie ! - krzyknęłam rzucając się w kierunku schodów

- Za 30 minut widzę Cię na dole na obiedzie ! -
usłyszałam jeszcze głos cioci, zanim zamknęłam drzwi do pokoju.

Pierwsza rzecz, którą zrobiłam to oczywiście włączenie muzyki. Tym razem odpuściłam sobie Linkin Park i włączyłam piosenkę znalezioną na czyimś blogu. Dla ciekawskich : Nevertheless - It's Not Secret. Pakowanie od razu poszło mi szybciej i skończyłam po niespełna 20 minutach a chwilę po tym usłyszałam wołanie cioci z kuchni . Zbliżając się do kuchni, czułam coraz wyraźniej unoszące się w powietrzu zapachy.

- Mmm.. Ale coś smakowicie pachnie - oblizałam się ze smakiem - Co to konkretnie jest? Pierwszy raz coś takiego .. Widzę i jem - spytałam, gdy ciocia postawiła przede mną talerz z .. Niezidetyfikowanym czymś.

- Haha. To jest Ratatouille - powiedziała śmiejąc się

- Że co proszę? - jęknęłam, gdy usłyszana nazwa, niewiele mi mówiła - Można to jakoś na język polski przetłumaczyć?

- Oj Mel.. Ratatuj. To upolszczona nazwa.

- Aaaa! No i trzeba było tak od razu. A nie jakieś Ratatu.. Coś tam! Chwila, chwila.. Czy tak nie nazywa się ten film, w którym gadająca mysz udaje kucharza?

- Ty powinnaś wiedzieć to lepiej. Ja już takich rzeczy nie oglądam. Jedz już, a nie gadaj. Bo jeśli się nie mylę, to chciałaś jeszcze wyjść na spacer, zanim wyjedziesz? - w odpowiedzi pokiwałam tylko twierdząco głową.

Po zjedzonym posiłku, podczas którego nie obeszło się bez rozmów i śmiechów, wzięłam Cher na smycz i udałam się nad staw. Gdy dotarłam na miejsce puściłam psinkę luzem a sama usiadłam pod tym samym drzewem, pod którym siedziałam, gdy spotkałam po raz pierwszy Jacoba. Wtedy nie przypuszczałabym nawet, że tak się zakumplujemy. On chyba też. Chwilę po moim przyjściu, trzasnęła za mną gałąź.

- Zupełnie jak za pierwszym razem - uśmiechnęłam się, gdy zauważyłam uśmiechniętego Jake a za nim Maxa - A ty jak zwykle coś jesz. - powiedziałam ze śmiechem, gdy dostrzegłam w jego jednej ręce batonika

- Cicho siedź. On mnie wołał. Mówił : Zjedz mnie Max, zjedz mnie. Przecież wiem, oboje wiemy, że tego baardzo chcesz". No i co miałem zrobić? Spełniłem jego prośbę - zagryzł batonika

- Hahah. Urzekła mnie twoja historia.
I siedzieliśmy tak sobie, rozmawiając o wszystkim i o niczym, do póki na moim zegarku nie pojawiła się 14.40 . Zawołam Shedę i ruszyliśmy w drogę powrotną.

- No to do zobaczenia w poniedziałek na rozpoczęciu roku - zaczęłam, gdy znaleźliśmy się przed furtką prowadzącą do ogrodu

- Ehm.. Mamy coś dla Ciebie. Taki mały drobiazg, z okazji urodzin - powiedział Jake wyjmując z tylnej kieszeni spodni małe pudełeczko, ze srebrną kokardą - Z góry mówię, że nie przyjmujemy odmowy - zastrzegł podając mi je - Tylko otwórz dopiero wtedy, gdy wrócisz do domu - poprosił podając mi pakunek

- Nie musieliście mi nic kupować . Na prawdę. Nie trzeba było - mruknęłam, jednak wyciągnęłam po nie rękę, bo jak powiedzieli "nie przyjmują odmowy" - Dzięki wielkie. Za to i za udany ostatni tydzień wakacji - uściskałam kolejno Maxa i Jake.
- Będę tęsknić za moją "dziewczyną"- szepnął mi na ucho, po czym wypuścił a ja w odpowiedzi tylko się uśmiechnęłam

- No to do poniedziałku - pomachałam im zamykając furtkę. - Mama ! - krzyknęłam rzucając się mojej rodzicielce na szyję

- A ze mną to już się nie przywitasz? - wtrącił się tata oburzonym tonem, po czym jemu także rzuciłam się na szyję obejmując -To co, jedziemy?

- Jasne. Pójdę tylko po rzeczy - odparłam po czym skierowałam się na górę.

Wchodząc do pokoju, zauważyłam na łóżku złożoną w idealną kostkę, szarą bluzę. I wtedy zorientowalam się, czyja ona jest. Męska szara bluza, należała do Jake'a, gdy pożyczył mi ją pierwszego dnia, gdy się spotkaliśmy. Nadal ją mam. Zapomniałam o niej całkowicie.

- Mel!

- Idę już! - odkrzyknęłam zniecierpliwionej mamie

Wzięłam bluzę i moje rzeczy do jednej ręki, a do drugiej słuchawki i zeszłam na dół by pożegnać się z ciocią i wujkiem. Nie obyło się bez słów "Będziemy tęsknić" i "Udanego roku szkolnego". Po czym wpakowałam się razem z Gabi do samochodu i udałyśmy się w drogę powrotną do domu. Oparta głową o szybę, wpatrywałam się w migające drzewa a w moich uszach płynęły słowa, American Idiot - Green Daya. Przecież nie muszę słuchać tylko Linkin Park, prawda?

____________________________
Ta-Dam! Nie spodziewaliście się tego, prawda? Rozdział dodaję wcześniej, zważywszy na prośby co niektórych i prośbę mojej kupeli, która mi żyć nie dawała .. ^^

Następny rozdział pojawi się dopiero po Nowym Roku, bo ten i tak dodaję wcześniej niż powinnam. No ale mam nadzieję, że się spodoba :3

Ps. Czy chcielibyście, żeby Mel i Jake tak na prawdę byli ze sobą, czy tylko w "formie pomocy" ? Czekam na wasze opinie i życzę miłego czytania!
Malinowaa . ^.^
  • awatar Malinowaa.: @cherrdama: Jutro postaram się napisać trochę. Być może pojawi się w piątek ^^
  • awatar cherrdama: ej kiedy bd nastepny juz sie niecierpliwie;D
  • awatar Gość: Świetny <33 Niech będą razem! Max <33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Kto ma chwilę, lub komu się nudzi, niech pyta! Macie tu mojego ask'a --> http://ask.fm/BlueRose13 .
Pozdrawiam, Malinowaa ^^
 

 
Rozdział 14.

"Łiiii! Czeko.. Czekolada! " usłyszałyśmy z ciocią krzyk Maxa dobiegający z przedpokoju. "Haha. A mówiłaś ostatnio, że to ja głośno krzyczę. Nadal tak twierdzisz?" spytałam ciocię . "Ej, to jest moje powiedzonko!" powiedziałam, gdy Mary mruknęła tylko "Maybe, maybe".

- Aj tam. Cicho siedź . Max przybył - obwieściła ciocia, gdy w drzwiach pokazała się uśmiechnięta od ucha do ucha twarzyczka mojego kolegi, który trzymał czekoladę tak, że wyglądało to jakby ją tulił - Widzę, że znalazłeś naszą niespodziankę, na dzień dobry? - uśmiechnęła się do niego

- Ta.. Taak - mruknął rozmarzony - Och. Ja to mam szczęście. Poznałem dwa anioły, które obdarowują mnie jedzeniem. I w dodatku mieszkają pod jednym dachem! Mmm .. - westchnął nadal tuląc do siebie czekoladę

- Dzisiaj jeszcze tak, ale już jutro tak nie będzie. Twój Anioł wyjeżdza - wtrąciłam się przerywając jego ciche, rozmarzone westchnienia, kierowanie pod adresem moim i cioci - Max? Powiesz coś, czy będziesz dalej wpatrywać się we mnie tępym wzrokiem z równie głupią miną?

- Hę? - ocknął się potrząsając głową - Nie mów Jake'owi o tym. Znowu mnie będzie dręczyć - zastrzegł - Jak widzisz, ogarnąłem się! Kto się cieszy ręka do góry - powiedział po czym (jako jedyny) podniósł do góry rękę - Och. Ach. Forever Alone! - przytulił sam siebie

- Ee.. Okej? Ta sytuacja stała się troszkę.. Dzifna, nie uważacie? - w odpowiedzi usłyszałam "Mhmm.." cioci, która siedzała sobie na kanapie i popijając sok przeglądała jak co rano artykuły w swoim ulubionym czasopiśmie - Oho! To się zapowiada ciekawie - rzuciłam pocierając ręcę i przysiadając na rogu kanapy, gdy Max odchrząknął .

- No cóż.. Musisz wiedzieć, że twoje zdanie, że ta sytuacja jest bardzo "dzifna" - zrobił cudzysłów w powietrzu krążąc naprzeciw mnie - zraniła me serce. Czuję się zawiedziony, załamany, zraniony, z .. Jakie są jeszcze słowa na 'z'? Dobra, nieważne. Ważne jest, że wiesz o co konkretnie mi chodzi i coś z tym zrobisz. Albowiem, jeśli nie to musisz wiedzieć, że będę nad tym rozpaczał całą dzisiejszą noc a moim pocieszeniem będzie .. Jedzenie. Tak więc, rozpatrz tę jakże dzifną sprawę i zauważ, że ona wcale nie jest dzifna - skończył swój monolog - Mel?

- A.. Aha - udało mi się tylko wyjąkać - To było bardzo twórcze i interesujące przemówienie, które rzeczywiście dało mi dużo do myślenia.

- No! - klasnął uradowany w dłonie - I to właśnie mi chodziło - uświadomił mnie, wpychając do buzi 3 kostki czekolady na raz

- Niee.. Jednak zdania nie zmienię. Ta sytuacja pt.: "Forever Alone" była dziwna - rozmyśliłam się i powiedziałam to po chwili.

- Sł..Słucham? - wykrztusił przełykając czekoladę
- Jak to? Przecież jeszcze chwilę temu..

- No właśnie. To było chwilę temu - puściłam do niego oko - Musisz wiedzieć , że ja jestem baaardzo niezdecydowana - powiedziałam na co Max pokręcił głową i odparł "Mogłem się tego domyślić" - I jest jeszcze ktoś kto przyzna mi rację .. - przerwałam, bo mini zeberka zbiegająca ze schodów mi przeszkodziła.

- Hej Gabi - rzucił do niej Max (oczywiście z kostką czekolady w buzi, a musicie wiedzieć, że była to ostatnia) gdy moja siostra wylądowała w jego ramionach.

- Uuooo . Dobra, Gabi spadaj od mojego kumpla - mruknęłam odciągając ją od Maxia

- Ehm.. Przepraszam, ale moje skarpetki + śliska podłoga, to nie najlepsze połączenie - wyjaśniła podchodząc do cioci - Chciałam tylko powiedzieć, że wychodzę.

- A gdzie, jeśli to można wiedzieć? - oderwała się od artykułu ciocia. A tego dosyć trudno było dokonać.

- Idziemy na spacer z Rebeką i Harrym .

- Rebeka? Córka państwa McWright? - spytała ciocia - A ten Harry.. Jaki to Harry?

- Buahahahaha. Potter ! - krzyknęłam i zaczęłam się śmiać - Będą razem latać na miotle i polecą do Hogwartu albo do miejsca spotkań Zakonu ! - znowu się zaczęłam śmiać, choć tym razem nie wiem z czego. Problem w tym, że jeśli się tak dzieje, to później nie mogę się tak szybko ogarnąć.
No bo, czy wy też macie tak, że jeśli śmiejecie się z niewiadomo czego, to zaczynacie
śmiać się jeszcze bardziej?

Ja tak właśnie mam. I to się dzieje teraz. Siedzę na kanapie, obok mnie ciocia, obok kanapy Max i naprzeciw mnie Gabi i wszyscy patrzą na mnie dziwnie, bo śmieję się sama do siebie.

- Okeeej. To ja będę spadać. Jak będę wracać, to napiszę ci sms. Pa. A propos. Harry Black - powiedziała Gabriella wychodząc

- Uważaj tylko, żeby mugole was nie zobaczyli! - rzuciłam do niej, po czym schowałam twarz w poduszkę i zaczęłam się śmiać.
Chwilę po tym, poczułam, jak ktoś siada obok mnie na kanapie i głaszcze mnie po plecach mówiąc "Mel.. Spokojnie. Mugole i czarodzieje - a tym bardziej Hogwart - nie istnieją".

- No w sumie racja -przytaknęłam siadając już całkiem ogarnięta - A wracając do tego, w czym mi moja ukochana siostra przeszkodziła. Cher zawsze się ze mną zgodzi, więc jest 2:1 - pokazałam mu język

- A myślałam, że o tym zapomniałaś i nie będziesz już tak mówić - westchnęła ciocia - A jednak się myliłam - powróciła do czytania swojej lektury

- Ja? Ja mam wręcz niezawodną pamięć! ..Czasami. Oj no dobrze .. Już skończę - mruknęłam tylko, gdy ciocia posłała mi znaczące spojrzenie - Muahahahaha. Zgredek! Hahahah. - wybuchnęlam śmiechem wskazując na Shedę, która w tym momencie zawędrowała do nas.

Pies przekrzywił tylko głowę na bok i patrzył się na mnie. Ej no co jest? Teraz ona patrzy na mnie jak na wariatkę? To nie jest fair! Przecież ja w zasadzie nic takiego nie robię. No dobrze, może i robiłam jakieś tam dziffne rzeczy ale nie tak bardzo jak Christopher.

- Za dużo nutelli.. Stanowczo za dużo - pokręciła głową ciocia - Jutro nie dostaniesz ani trochę - zastrzegła

- Coo?! Ej no! Tak nie można ! - oburzylam się i skrzyżowałam ręce w geście protestu - Polemizowałabym nad tym czy dostanę choć troszkę tego cudu natury .. - rozmarzyłam się - O.. Cześć Cher - pogłaskałam psinkę za uchem, gdy ta
wskoczyła mi prosto na kolana

- Cher? A nie Sheda? Ja już nic nie rozumiem .. - załamał się Max i usiadł na fotelu.

- Sheda, Shedą. To jest i Sheda i Cher. A Cher dlatego, że synek siostry mojego taty, gdy nie umiał jeszcze wypowiedzieć poprawnie imienia Sheda, to mówił coś w stylu "Shera" . Później to się zmieniło i wyszło Cher. No i tak zostało - wyjaśniłam

- Aaaa.. - zajęczał Maxiu, gdy wreszcie (po 2 minutach) ogarnął o co chodzi

- A ty co tak jęczysz? - spytał zdziwiony Jake, gdy wszedł do salonu i spojrzał na nas dziwnym wzrokiem - Dzień dobry! -rzucił do cioci, a w odpowiedzi usłyszał "Dzień dobry, dzień dobry"

- No bo.. No bo ona! - Kiwnął glową w moją stronę- Mel jest osobą, która swoim karygodnym zachowaniem ..

- Przepraszam, że przerywam ale Melissa zapomniała wam wspomnieć o tym, że kanapki macie w kuchni i sok jest w lodówce. A ja muszę wyjść do miasta w ważnej sprawie. Tak więc,udanego dnia wam życzę - powiedziała ciocia.

- I wzajemnie - mruknęli zgodnie chłopcy- A więc kontynuując..Ekhm - odchrząknął Max - Mel jest osobą, która swoim karygodnym zachowaniem niszczy mi psychikę jeszcze bardziej niż ty ( tu wskazał na Jacoba). A to może doprowadzić do tego, że zwariuję aż w końcu trafię do wariatkowa, a stamtąd się nie wraca oj nie! I wiecie co? - spytał Maxiu wstając i kierując się do kuchni, a my zaraz za nim

- No co? - rzucił Jake od niechcenia

- Gdy już tam trafię, przez Mel oczywiście - spojrzał na mnie z wyrzutem, podczas gdy ta na prawdę nic takiego nie zrobiłam - razem z innymi wariatami stworzymy "Stowarzyszenie Szalonych Wariatów" i .. I zwerbujemy listonosza do naszej paczki!

- Buahahahaha! - nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem a zaraz za mną Jacob - Po jaką cholerę potrzebny będzie wam tam listonosz?- Jakob pokiwał twierdząco głową na znak tego, że się ze mną zgadza

- No bo.. Yyy. Tak musi być po prostu. I koniec kropka! Stowarzyszenie Szalonych Wariatów, bez listonosza nie ma sensu istnienia, ot co! - oznajmił zagryzając kanapkę tak, że troszkę nutelli zostało mu na górnej wardze, na co znowu razem z Jake'iem wybuchnęliśmy głośnym śmiechem

- No wiecie .. Jesteście okrutni! Wychodzę! - zaczął wstawać, na co w geście protestu rzuciliśmy się na niego z Jacobem i runęliśmy wszyscy razem na podłogę tuż obok miseczek z psią karmą - Gdybym w tym wylądował, to byście gorzko tego pożałowali! A tak w zasadzie dlaczego gorzko? Jak to można "gorzko" czegoś pożałować?
Na jego słowa oboje z Jake'iem puściliśmy facepalma i podnieśliśmy się z podłogi. Chłopcy musieli przecież w końcu wrócić do domu prawda?

- Słuchajcie. Zjedzcie śniadanie, to wezmę Cher i was odprowadzimy - uśmiechnęłam się do nich

- Słucham? Jaka Cher? - spytał zdziwiony (tak samo jak Max, gdy usłyszał to po raz pierwszy) Jacob - Halo? Wyjaśnisz mi, czy pozwolisz tkwić w tej niewiedzy?

- Max. Wytłumacz - poleciłam mu popijając sok

- No więc .. - odchrząknął - To jest tak, że synek siostry taty Mel, nie mógł, nie umiał czy coś tam, wymówić imienia Shedy, więc mówił "Shera". Później to ewoluowało i powstała Cher ! Ta-Dam! Oto cała magia.

- Aaaa.. - tym razem zajęczał Jake tak jak Max wcześniej

- O-o-o-o-o! - podskoczył na krześle - A na mnie mówiłeś, że to ja jęczę - rzucił z wyrzutem - Jake jaki ty jesteś skomplikowany!

- Ja? Ja skomplikowany? A niby dlaczego tak uważasz?

- No bo najpierw mówisz, że to ja jęczę bez konkretnego powodu, a teraz sam tak się zachowujesz. Więc? Jest to idealny argument na potwierdzenie postawionej wcześniej tez - uśmiechnął się szeroko wstając - A teraz przepraszam, ale zostawiłem w pokoju telefon. Użytkownik zmienił status na "zaraz wracam" - mruknął i wyszedł.

- Zadzwoń do niego. No już ! Dzwoń - szturchnęłam Jake'a, gdy Max tylko wyszedł z pomieszczenia - Nie pytaj teraz tylko dzwoń . Zaraz sam zobaczysz - uśmiechnęłam się na samą myśl o minie Maxa - Tylko zmień głos tak, żebyś brzmiał jak jego mama.
Już po chwili usłyszeliśmy z pokoju piosenkę Linkin Park - By Myself i ciche przekleństwo Maxa.

- Maxiu .. Skarbie . Co tam u Ciebie słychać? - Spytał Jacob zmienionym głosem, na który miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, gdyby nie szybka reakcja mojego kolegi, który zatkał mi usta dłonią - Och. To cudownie ! Mam tylko nadzieję, że nic głupiego nie wymyśliłeś ? Po raz kolejny .. - powiedział po chwili, gdy Max coś "jej" odpowiedział - Maxiu .. Czy ja, aby nie słyszałam dziewczyny? - spytał, gdy krzyknęłam do Maxa, że za chwilę wychodzimy - Gdzie ty jesteś? Co tam robisz? I z kim? - gdy nasz kolega mu odpowiadał, Jacob kiwał ze zrozumieniem głową . Spytacie dlaczego? Sama chciałabym znać odpowiedź - Muszę kończyć. Do zobaczenia jutro. Pozdrów Jake'a - rozłączył się.

- Jake masz .. Co wam jest? - stanął zaskoczony tuż przed wejściem do kuchni widząc mnie skuloną i trzęsącą się ze śmiechu na podłodze i Jacoba, który wyglądał jakby był załamany, a w rzeczywistości on także śmiał się - Mel, o co chodzi? - spytał, podnosząc moją głowę - Powiecie co was tak rozbawiło?

- Ni.. Nic - wykrztusiłam znów zaczynając się śmiać - Dobra .. Już się nie śmieję. Ja wcale się nie śmieję.. Nie śmieję .. - powtarzałam przez chwilę do siebie, głęboko oddychając - Jake'uś jak tam? - spytałam go czochrając jego blond włosy

- Wszystko dobrze - wymamrotał podnosząc się z krzesła - Idziemy?

- Sheda! Sheda, chodź tu! - zawołałam ją - Chodź tu do mnie psinko - powiedziałam zdejmując smycz z wieszaka i zapinając ją - Macie wszystko? - pokiwali zgodnie głowami - No to chodźmy - zamknęłam drzwi i wyszliśmy do ogrodu

- Daj mi Shedę! Daj mi Shedę! Daj mi, daj mi! - zapiszczał Max, gdy tylko wyszliśmy poza teren ogrodu - Plooosę! - zrobił słodie oczka -Yeah! - ucieszył się, gdy tylko dostał smycz w swoje ręce i od razu pobiegł z Cher do przodu

- Czy Max ma własnego psa? - zagadnęłam mojego towarzysza

- Ma.. Też husky'iego. Ale jego imię .. Jest świetne - zaśmiał się

- Jak ono brzmi? - spytałam zaciekawiona

- Syrdra - powiedział śmiejąc się

- Serio? No nie wierzę .. Ty mnie wkręcasz! - zaczęłam go w zamian za to łaskotać

- Oczywiście, że Cię wkręcam - uśmiechnął się szeroko - Tak na serio nazywa się Ness.

- Coś jak potwór z Loch Ness?

- Hahah. A żebyś wiedziała! Tak mu się spodobał ten film, że zmienił imię swojego psa. Pieprzone nierówności .. - zaklnął, gdy potknął - Przepraszam.

- Nic nie szkodzi. Max! Wracaj mi tu zaraz i oddaj mi psa! - krzyknęłam, gdy oboje zniknęli mi za zakrętem.

- Co jest? Coś .. się stało? Czy jak? - wysapał, gdy do nas wrócił - Ona ma perfekcyjną kondycję - wskazał na Shedę - Może gdybym miał ze sobą deskę to było by lepiej .. - zaczął się zastanawiać, gdy oddech mu się uspokoił

- Ty nawet o tym nie myśl! - zastrzegłam - Już się boję myśleć, co by moja biedna psinka przeżywała .. - pogłaskałam ją za uchem
- Jak tam sobie chcesz. To byłoby epickie .. - westchnął na samą myśl o tym - Jesteś pewna, że nie mogę tak zrobić?

- Całkowicie.

- Niech Ci będzie. O! Jesteśmy - powiedział Niall po chwili, wskazując na typowy rodzinny domek pistacjowego koloru z szarym dachem - Nawet widzę moją babcię, która zbiera maliny ! Patrzcie ! - kiwnął głową w stronę starszej pani z kolorową chustą na głowie - Cześć babciu! - krzyknął a Melody (tak ma na imię) gestem wskazała, żebyśmy weszli - No to poznasz moją babcię - wyszczerzył się

- Dzień dobry ! - przywitał się wesoło Jake - Jak się pani miewa?

- A bardzo dobrze. Dziękuję Jake. A kim jest ta urocza panienka Maxiu? - spojrzała na mnie ciepłym wzrokiem

- Dzień dobry. Melissa Rose - wystawiłam rękę, którą za chwilę potrząsnęła babcia Maxa - Jestem koleżanką Maxa i Jacoba .

- Och. Nie widywałam Cię tu wcześniej. Przeprowadziłaś się?

- Niee.. Przyjechałam na wakacje do cioci. Mary Tonkin. I widziała mnie pani - Melody posłała mi zdziwione spojrzenie - Dziś rano, szła pani z piekarni a ja przebiegłam tuż obok pani i prawie wpadłabym na panią.

- No tak ! Masz rację dziecinko! Co też ja mówię .. - skarciła się - Masz rację Melisso! Od razu lepiej, prawda?

- O wiele - zapewniłam ją uśmiechając się - Może pomóc? - spytałam wskazując na pobliski krzak malin i koszyk

- A nie trzeba. Za chwilę zagonię do pracy Maxa, więc nie trzeba. Prawda, wnusiu?

- Oczywiście - mruknął nasz kolega

- Tylko niech pani go za bardzo nie wymęczy .. Kto by później grał ze mną? - zaśmiał się Jake

- No dobrze. Zobaczę co da się zrobić - babcia Maxa również się zaśmiała.

Pogawędziliśmy jeszcze chwilkę, po czym ja i Jake kontynuowaliśmy nasz spacer a Max w tym czasie, słuchał (zapewne z uwagą i skupieniem) rad dotyczących prawidłowego zrywania malin.

Swoją drogą, co może być w tym trudnego? Zapytam o to później Maxa. Jestem bardzo ciekawa odpowiedzi.

- Słuchaj.. - zaczął Jake przerywając moje rozmyślania - Grałaś kiedyś na Xboxie?

- Muszę powiedzieć, że zaskoczyłeś mnie tym pytaniem . Grałam a dlaczego akurat oto i w tej chwili?

- Teraz to ty mnie zaskoczyłaś swoją odpowiedzią. Serio grałaś?

- Niedowiarek! Grałam, z Chrisem, ale to było daaawno - specjalnie przeciągnęłam literę.

- A Chris to.. Twój brat, chłopak czy ..? - spytał robiąc zaciekawioną minę

- Chłopak - odparłam, po czym z twarzy Jake znikł uśmiech - Żart ! To mój przyjaciel - J. prawi niezauważalnie westchnął - A grałam z nim tylko dlatego, że mój drugi przyjaciel Erick nie mógł się wyrwać z domu. To było ekscytujące przeżycie .

- A mogę wiedzieć w co tak ekscytującego graliście?

- Hahahahahahahahah. Gdybym pamiętała nazwę, to
bym Ci na samym początku powiedziała.

- Ano spoko. To szykuj się bo dziś przychodzisz
do mnie z Maxem i będziemy grać - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu - Co ty na to?

- Eee.. Spoko. W sumie nic nie stracę - uśmiechnęłam się - Jake, zaraz Cię chodnik zaatakuje - ostrzegłam go, gdy ten odwrócił się do mnie i szedł tyłem do kierunku, w którym ja szłam .

- Ja mam to wyćwiczone do perfekcji. Spokojnie .

- Zobaczymy czy ty będziesz tak spokojny, jak na serio się przewrócisz i upadniesz na tyłek -
pokazałam mu język.

- Nie bądź wredna - mruknął

- Ja wredna? Ja? Sheda, psinko, idziemy od niego - odwróciłam się z zamiarem udania się w drogę powrotną jednak Jake miał odmienne zdanie na ten temat

- Nigdzie nie pójdziesz - powiedział obejmując mnie od tyłu i unieruchamiając w miejscu - Przepraszam. Poniosło mnie. Wybaczysz?

- Nie - pokręciłam przecząco głową i spróbowałam mu się wyrwać, jednak moje starania poszły na marne - Puścisz mnie?

- Niech pomyślę.. Nie. - powiedział po czym jego uścisk się wzmocnił - Nigdzie Cię nie puszczę dopóki mi nie wybaczysz. Ej, ej. Idziemy w drugą stronę o tam! - wskazał palcem kierunek nachylając się tak, że spokojnie mogłam podziwiać jego niebieskie paczałki - Co widzisz ciekawego w moich oczach? - uśmiechnął się

- Ocean - odparłam także się uśmiechając - Czy za to, że tak ładnie się wyraziłam o twoich paczałkach puścisz mnie?

- Nie. Będziemy tak szli przez całą drogę do domu moich dziadków.

I jak powiedział, tak zrobił. Szliśmy ta przytuleniu do naszego miejsca docelowego. "Jesteśmy" oznajmił Jacob, gdy stanęliśmy naprzeciw dużego brzoskwiniowego domu.

- Teraz mnie puścisz?

- A wybaczysz mi? - oparł głowę na moim ramieniu

- A nadal uważasz, że jestem wredna?

- Nie. To było niechcący.. Przepraszam - ucałował mnie w policzek

- No to wybaczam - odpowiedziałam po chwili zastanowienia - Dziękuję - mruknęłam, gdy mnie puścił

- To o .. 17 u mnie? - spytał otwierając furtkę

- Jasne. Do zobaczenia . Sheda no chodź - mruknęłam do niej, gdy nie chciała ruszyć się z miejsca.


* * * *
Kilka godzin później - 16.34.

- Ciociu, wcześniej jakoś o to nie spytałam. Po co byłaś rano w mieście ? - spytałam podając jej talerz do wytarcia po obiedzie.

- Pamiętasz jaki miałam zrobić Maxowi prezent? Wtedy, gdy któregoś dnia zasnął z Jacob'em u nas na hamaku?

- No tak. Zrobiliśmy mu wtedy zdjęcie i chciałaś je wywołać w większym formacie niż normalne. Masz je? - zagadnęłam ją zaciekawiona

- Leży na komodzie w przedpokoju - odpowiedziała ja w tej samej chwili już byłam przed przedmiotem.

Wyjęłam zdjęcie z koperty i od razu wybuchnęłam śmiechem, bo przypomniała mi się wtedy cała ta
sytuacja.

- Może jeszcze dedykację dopiszecie? - zaproponowała ciocia opierając się o framugę drzwi, wycierając mokre ręce

- To jest dobry pomysł. Problem w tym, że aby to uzgodnić z Jake'iem musiałabym do niego zadzwonić, a nie mam numeru..

- A przypadkiem nie idziesz do niego za .. 20
minut? Zawsze możesz iść wcześniej i to zrobicie.

- A wiesz, że to jest bardzo dobry pomysł? Tak zrobię, zaraz po tym jak zawędruję do łazienki umyć ząbki . Zaraz wracam! - krzyknęłam będąc już w połowie schodów - Gdzie jest ten telefon .. - mruknęłam sama do siebie (chwilę po umyciu zębów) stojąc po środku pokoju i rozglądając się na boki.

- Mel! Annabell dzwoni! - usłyszałam głos cioci z dołu - Chodź tu szybko, chyba że chcesz żebym ja odebrała? - spytała ale ja w tej samej chwili zeskoczyłam z ostatniego schodka

- Halo? - spytałam łapiąc w ręce kopertę ze zdjęciem - Ciociu wychodzę! - krzyknęłam zamykając drzwi - (...) Hahah. Jeśli bardzo chcesz, to mogę go pozdrowić od Ciebie. No i co? To się poznacie ! Jasne, jasne. Do jutra - powiedziałam rozłączając się


* * * *
Ding-dong! Ding-dong !

- No gdzie on jest .. - szepnęłam sama do siebie ale w tym samym czasie drzwi się otworzyły i ujrzałam nikogo innego jak mojego kolegę - Witaj
- przywitałam się

- Dzień dobry - ukłonił się zapraszając mnie do środka - Po lewej, pierwsze drzwi. Max się spóźni jakieś 10 minut. Jak to stwierdził "zasnął na 15 minut, a obudził się po 1.5h".

- A to bardzo dobrze się składa - powiedziałam siadając na fotelu w pokoju

- A co, chcesz mnie mieć tylko dla siebie? - poruszył zabawnie brwiami

- Chciałbyś ! - zaśmiałam się - Patrz i myśl co napisać w dedykacji - podałam mu kopertę.
Jake tak jak ja poprzednio zaczął się śmiać, gdy tylko wyjął zdjęcie z koperty. Zaraz potem napisaliśmy bardzo oryginalną dedykację, która na pewno spodoba się Maxiowi.

- Właśnie.. Podasz mi swój numer? - spytałam

- Ale ty już go masz - odparł z cwaniackim uśmiechem na twarzy

- Ale jak .. - zaczęłam, ale przerwał mi dzwonek do drzwi

- No siema stary ! - usłyszałam wesoły głos Maxa

Gdy zaczęliśmy grać, sprawa z numerem telefonu całkowicie wypadła mi z głowy. Za to nasza "gra" na pewno na długo w niej pozostanie. Jestem tego pewna.

- Max, idioto spauzuj to! No już . - warknął Jake, bo w pewnej chwili odezwał się jego telefon - Akurat teraz.. Teraz, gdy to wygrywam. - Nagle z uśmiechniętej do tej pory twarzy Jacoba, znikł uśmiech, a gdy podniósł do oczu telefon usłyszeliśmy "Cholera .. To znowu ona".


________________________
Wesołych Świąt kochani! ^^
I jak się podoba prezent? Jak widzicie, akcja wreszcie zaczyna się rozkręcać .
Jeśli pod tym rozdziałem będzie min. 8 komentarzy, to nowego rozdziału możecie spodziewać się w .. Sylwestra! . Ale to już zależy od was.
Do następnego, Malinowaa13 ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Mam informację, dla tych, którzy czytają mojego bloga ^^.
Nowy rozdział - jutro (taki prezent świąteczny). A skoro już mowa o świętach, chciałbym wam życzyć wszystkiego najlepszego w nowym roku, udanego Sylwka,szczęścia, miłości i spełnienia marzeń! ^^
Do jutra :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›